MANOWAR - The Lord Of Steel
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
-
Jan Łomignat
- Posty: 1372
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
hehe, ja mu wierzę bez tłumaczenia
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Nie jest to zła płyta.
Ale nie jest to też płyta dobra. Jest to płyta bardzo przeciętna i bardzo kunktatorska.
Padło gdzieś tu stwierdzenie, że to typowy Manowar. Jaki to jest, pytam, ten typowy Manowar? Ten z pompatycznego i mega przebojowego Kings of Metal? Ten z surowo-epickiego Hail to England, romansujący z MTV Fighting the World czy ten z brudnego i dzikiego Into Glory Ride?
Manowar w zasadzie na każdej płycie był nieco inny, choć był Manowarem bez wątpienia i pewne cechy charakterystyczne dla ich albumów można by wskazać
(*1)
, natomiast określenie „typowy” w stosunku do tego albumu nie pasuje chociażby z podejścia do budowy kompozycji. Lord of Steel zbliżony jest w tym względzie do Louder than Hell, czyli powtarzające się proste frazy na kilku akordach, bas i gitara przeważnie w prymach, prostota i klasyka rocka. Louder Than Hell był pierwszym albumem, na którym Manowar zdecydował się w całości postawić na taki jednolity
(*2)
, rock’n’rollowy w dodatku przekaz formalny podbity dodatkowo surowymi aranżacjami bez fajerwerków realizatorskich. Po rozbuchanych produkcyjnie albumach Kings of Metal oraz Triumph of Stelel było to na pewno spore zaskoczenie. Dla niektórych (dla mnie) zmiana na niekorzyść - ale są też tacy, dla których jest to jeden z najlepszych, jak nie najlepszy Manowar. Nie ulega wątpliwości, że LoS jest próbą powtórzenia tej historii. Już choćby z tego powodu jest to dla mnie zawód.
Zwolennikom raczej surowego, klasycznego w podejściu metalowego grania album może się nawet podobać. Ja wolę jednak Manowar epicki, dziki albo chwytliwy i pompatyczny. Tutaj tego nie ma prawie w ogóle. Jedynym szaleństwem DeMaio jest przesterowany bas, Adams śpiewa ze ściśniętym gardłem dwusylabowe refreny zamiast kruszyć głosem twierdze pozerów a Logan gra tak straszliwie heavy-poprawnie true, że flaczeją paznokcie. Ani przez chwilę nie poczułem dreszczy, ani przez moment nie nabrałem ochoty by chwycić za topór. To płyta środka jakich na pęczki w klasycznym metalowym graniu i w tym segmencie to z pewnością solidna płyta, bo nagrana przez starych wyjadaczy.
(*1)
Fikołki na basie
(*2)
Też nie do końca. „Outlaw” czy „The Power” to rozpędzone Samowarowe Harleye jednak zaproponowane w manierze nie odbiegającej od reszty piosenek.
W zasadzie tylko 3 albumy Manowar, wg mnie oczywiście, uznałbym za „jednolite”: Into Glory Ride, Hail to England oraz właśnie Lord of Steel. Mimo pozornych pozorów nie uznałbym za jednolity Gods of War. Prędzej to właśnie GoW jest „typowym” Manowarem, który na albumie zawiera w różnych proporcjach piosenki sławiące Metal, Odyna, Honor, dwie piosenki ze słowem „kill” bądź „die” , jednego rockera, jedną balladę, jednego ścigacza i fikołek na basie albo inną zapchajdziurę.
Ale nie jest to też płyta dobra. Jest to płyta bardzo przeciętna i bardzo kunktatorska.
Padło gdzieś tu stwierdzenie, że to typowy Manowar. Jaki to jest, pytam, ten typowy Manowar? Ten z pompatycznego i mega przebojowego Kings of Metal? Ten z surowo-epickiego Hail to England, romansujący z MTV Fighting the World czy ten z brudnego i dzikiego Into Glory Ride?
Manowar w zasadzie na każdej płycie był nieco inny, choć był Manowarem bez wątpienia i pewne cechy charakterystyczne dla ich albumów można by wskazać
(*1)
, natomiast określenie „typowy” w stosunku do tego albumu nie pasuje chociażby z podejścia do budowy kompozycji. Lord of Steel zbliżony jest w tym względzie do Louder than Hell, czyli powtarzające się proste frazy na kilku akordach, bas i gitara przeważnie w prymach, prostota i klasyka rocka. Louder Than Hell był pierwszym albumem, na którym Manowar zdecydował się w całości postawić na taki jednolity
(*2)
, rock’n’rollowy w dodatku przekaz formalny podbity dodatkowo surowymi aranżacjami bez fajerwerków realizatorskich. Po rozbuchanych produkcyjnie albumach Kings of Metal oraz Triumph of Stelel było to na pewno spore zaskoczenie. Dla niektórych (dla mnie) zmiana na niekorzyść - ale są też tacy, dla których jest to jeden z najlepszych, jak nie najlepszy Manowar. Nie ulega wątpliwości, że LoS jest próbą powtórzenia tej historii. Już choćby z tego powodu jest to dla mnie zawód.
Zwolennikom raczej surowego, klasycznego w podejściu metalowego grania album może się nawet podobać. Ja wolę jednak Manowar epicki, dziki albo chwytliwy i pompatyczny. Tutaj tego nie ma prawie w ogóle. Jedynym szaleństwem DeMaio jest przesterowany bas, Adams śpiewa ze ściśniętym gardłem dwusylabowe refreny zamiast kruszyć głosem twierdze pozerów a Logan gra tak straszliwie heavy-poprawnie true, że flaczeją paznokcie. Ani przez chwilę nie poczułem dreszczy, ani przez moment nie nabrałem ochoty by chwycić za topór. To płyta środka jakich na pęczki w klasycznym metalowym graniu i w tym segmencie to z pewnością solidna płyta, bo nagrana przez starych wyjadaczy.
(*1)
Fikołki na basie
(*2)
Też nie do końca. „Outlaw” czy „The Power” to rozpędzone Samowarowe Harleye jednak zaproponowane w manierze nie odbiegającej od reszty piosenek.
W zasadzie tylko 3 albumy Manowar, wg mnie oczywiście, uznałbym za „jednolite”: Into Glory Ride, Hail to England oraz właśnie Lord of Steel. Mimo pozornych pozorów nie uznałbym za jednolity Gods of War. Prędzej to właśnie GoW jest „typowym” Manowarem, który na albumie zawiera w różnych proporcjach piosenki sławiące Metal, Odyna, Honor, dwie piosenki ze słowem „kill” bądź „die” , jednego rockera, jedną balladę, jednego ścigacza i fikołek na basie albo inną zapchajdziurę.
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
