Najlepszy album Savatage

Dział dla ryzykantów! Obowiązuje w nim tylko jedna zasada: brak innych zasad. Potykają się muzycy z muzykami, kapele z kapelami, płyty z płytami, Bóg z Szatanem, Luke z Vaderem - każdy z każdym. Kto z kim, to zależy tylko od Was. Do walki!

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Olej
Posty: 3882
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Olej »

tak
_________________
shit happens
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

piciu6 pisze:no dobra, że by skończyć czcze dyskusje, opus magnum to ulice i kłócenie się z tym werdyktem jest słabe po prostu i calkowicie z czapy .
chyba klopus magnum
Awatar użytkownika
piciu6
Posty: 14886
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: piciu6 »

pan_Heathen pisze:Płyt do Edge Of Thorns nawet nie brałem pod uwagę, bo ledwo jestem w stanie zniesc to indywiduum za mikrofonem. Moim subiektywnym zdaniem ten gośc nadaje się, co juz chyba pisałem, najwyżej do uzyczania głosu jakiejs włochatej postaci z ulicy sezamkowej, a nie do dosyć powaznego rockowego materiału. Śmieszy mnie i drażny jednoczesnie, z naciskiem na drażni. Na tym przykładzie wyobrażam sobie jak Picio sie czuje sluchajac Martina. Najepsza dla mnie niezmiennie EOT, druga Magellan (ze wzgledu na dwa slabe kawałki: "Another Way" i "Paragons of Innocence"). Najgorsza Streets, gdzie do tego "wokalu" dochodzi jeszcze ta nieznosna rzewna atmosfera musicalu.
Myslałem że piszesz o Zaku i juz sie chciałem nawet zgodzić, ale sie pózniej wyjasniło że nie gustujesz w Olivie, co dziwne troche jest, ale każdy ma jakieś skrzywienie hehehe. Musiałeś być w tym momencie w wyjatkowo paskudnym nastroju bo nawet Ozzego tak nie złachałes nigdy jak biednego Jona. Streets musi mieć rzewność musicalowa to chyba jest oczywiste, to jakby Sabbatom zarzucić przycięzkość, ale może jeszcze kiedyś przebudzi sie w Tobie odrobina wrazliwości
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

ja sobie zdaje sprawe, ze Oliva jest ceniony jako wokalista i pewnie jest jednym z bardziej charyzmatycznych, ale po prostu jego barwe ciezko mi zniesc, subiektywne zdanie. Celowo podałem przyklad Twoj i Martina, bo tez jedziesz po nim zdecydowanie ponad miare, bo tak czujesz i juz. Ozziego przeca lubie, szczegolnie w solowych dokonaniach.
Awatar użytkownika
Moongleam
Posty: 3347
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Moongleam »

piciu6 pisze:Myslałem że piszesz o Zaku i
tez tak myslalem. kurcze, bardziej kontrowersyjnej wypowiedzi dawno nie czytalem. ale to chyba dlatego, ze jeszcze sie nie spotkalem z negatywna opinia na temat olivy, a co dopiero tak ostro wyrazonej.
dle mnie wlasnie streets jest chyba ta najlepsza hehe. mowie chyba, bo trudno mi wybrac, bo maja jeszcze kilka innych wypasow, ale najlepsza plyta na pewno nie bedzie zadna z zackiem. a magellan to wg mnie nawet nie przecietniak, a slabizna z dwoma fajnymi kawalkami.
_________________
Czas na zmianę podpisu.
Alvacast
Posty: 1715
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Alvacast »

Zak zmiata wokalnie Jona, ale nie wyobrażam go sobie śpiewającego na Hall przykładowo. W tamtym czasie i do tamtej muzyki tylko Oliva.

Wróć do „Pojedynki”