Nie jest tak źle,solówki zawsze Kirk tak grał,może przesadził z wajchą,ale solo w ostatnim kawałku z drugiej płyty jest fajne.piciu6 pisze:po pierwszym pełnym strzale mogę wyodrębnić 3 elementy, które mnie wybitnie wkurwiają i odbierają sporą część przyjemności z obcowania, miano: solówki Kirka( bez błysku i pomysłu, rzygam kaczką), zacięcie Larsa na werblu( to jest koszmar) i post sabbatowe klocki .
Co do klocków, to "Murder One" jest nudny, chyba najgorszy,"Dream No More" też nie lepszy.
Riffy nie są mocnym punktem płyty i gdyby nie Hetfield (o czym już pisałem) byłaby klapa, ale jest całkiem nieźle.Trochę Sabbathów ( a gdzie ich nie ma),trochę Budgie (Confusion) trochę grania z Load, z Czarnej, Enter Sandmanem zapachniało w "Halo On Fire".
Najbardziej podoba mi się "Now That We're Dead", "Spit Out The Bone" i "Halo on Fire" w stylu Lake Of Tears końcówka.
