Overkill Killbox 13
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Overkill Killbox 13
Overkill - Killbox 13
(2003)
1 "Devil by the Tail"
2 "Damned"
3 "No Lights"
4 "The One"
5 "Crystal Clear"
6 "The Sound of Dying"
7 "Until I Die"
8 "Struck Down"
9 "Unholy"
10 "I Rise"
(Spitfire Records)
Na dzień dzisiejszy Overkill to mój ulubiony zespół thrashowy. Cenię ich zwłaszcza za postawę niezłomnych maniaków drapieżnego thrashu. Energia bijąca z ich płyt zawsze mnie porusza, a melodyjne motywy zapadają na długo w pamięci. Nie słyszałem też w życiu równie jadowitego głosu, jakim śpiewa/krzyczy Blitz.
Zastanawiam się czasami, czy jest taki drugi ekstremalnie metalowy zespół na świecie, który mimo nagrania tylu cudownych kawałków i mimo posiadania własnego niepowtarzalnego stylu, pozostaje w cieniu swych znacznie bardziej cenionych rówieśników, tak jak geniusz Overkill jest uważany za nic w porównaniu ze (wcale nie lepszym) Slayerem bądź Metalliką... Mimo tego, że Overkill nie przyciąga na świecie mnóstwa fanów i jego muzyka nie posiada statusu niepodważalnego kanonu metalu (jak np. Judas Priest, Manowar, Motorhead), jest pod pewnym względem nieśmiertelna, gdyż za każdym razem sprawia nieopisaną radość ze słuchania, a takie albumy jak np. „Feel The Fire”, „Taking Over” czy „The Years Of Decay” brzmią doskonale nawet po 20 latach od nagrania.
„Killbox 13”, podobnie jak pozostałe albumy Overkill, to tak miażdżąca, pędząca, szalejąca, bezlitosna, a przy tym nienachalnie melodyjna płyta... Naprawdę brak mi słów, żeby opisać to, co zawsze czuję, gdy słyszę muzykę Overkill. Pod koniec zeszłego roku musiałem się porządnie przymusić do tego, żeby wysłuchać „Immortalis” od początku do końca, dlatego że wydał mi się nieprzyjazny. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że o to właśnie chodzi, że tu tkwi ich podstawowa zaleta: słuchacz ma poczuć się znienawidzony, opluty wymiocinami.
„Killbox 13” za pierwszym podejściem wydaje się nijakie, jakoś nie szczególne, gdyż jak każde solidne granie, jest ono pozbawione banalnych motywów. Zamiast tego z głośników sączy się solidna dawka ostrego napierdalania. Owszem, w większości utworów (np. „Devil By The Tail”, „Damned”, „Struck Down”) słychać bardzo melodyjne motywy, ale zawsze towarzyszy im kopanie po mordach. Akurat refren drugiego z wymienionych przeze mnie kawałków od razu skojarzył mi się z „Walk Through Fire”, może dlatego ze oba są równie przebojowe. Na początku „Struck Down” jest natomiast taki pyszny wolniejszy motyw w stylu tego z „Kill At Command”.
Z powodu przewagi szybkich temp na „Killbox 13”, wszystkie wolniejsze momenty bardzo urozmaicają album i skutecznie wykluczają monotonię. Najlepszym przykładem jest oczywiście nastrojowy „Until I Die”, przy czym owy nastrój nie należy – jak przystało na Overkill – do miłych; prędzej może wyrażać śmiech szatana z powodu ohydnego gnicia ciała zmarłego…
Chcąc wyróżnić jeden najlepszy utwór doszedłem do wniosku, że nie ma na „Killbox 13” żadnego nudnego, wszystkie posiadają indywidualne walory i wbrew pozorom żaden nie bazuje na innym. Nie ma tu gorszych ani lepszych kawałków, są same wspaniałe. Z pewnością „Killbox 13” często będzie wypełniać muzyką mój pokój i pozostanie dla mnie na zawsze jedną z ważniejszych płyt.
ocena: 8/10
(2003)
1 "Devil by the Tail"
2 "Damned"
3 "No Lights"
4 "The One"
5 "Crystal Clear"
6 "The Sound of Dying"
7 "Until I Die"
8 "Struck Down"
9 "Unholy"
10 "I Rise"
(Spitfire Records)
Na dzień dzisiejszy Overkill to mój ulubiony zespół thrashowy. Cenię ich zwłaszcza za postawę niezłomnych maniaków drapieżnego thrashu. Energia bijąca z ich płyt zawsze mnie porusza, a melodyjne motywy zapadają na długo w pamięci. Nie słyszałem też w życiu równie jadowitego głosu, jakim śpiewa/krzyczy Blitz.
Zastanawiam się czasami, czy jest taki drugi ekstremalnie metalowy zespół na świecie, który mimo nagrania tylu cudownych kawałków i mimo posiadania własnego niepowtarzalnego stylu, pozostaje w cieniu swych znacznie bardziej cenionych rówieśników, tak jak geniusz Overkill jest uważany za nic w porównaniu ze (wcale nie lepszym) Slayerem bądź Metalliką... Mimo tego, że Overkill nie przyciąga na świecie mnóstwa fanów i jego muzyka nie posiada statusu niepodważalnego kanonu metalu (jak np. Judas Priest, Manowar, Motorhead), jest pod pewnym względem nieśmiertelna, gdyż za każdym razem sprawia nieopisaną radość ze słuchania, a takie albumy jak np. „Feel The Fire”, „Taking Over” czy „The Years Of Decay” brzmią doskonale nawet po 20 latach od nagrania.
„Killbox 13”, podobnie jak pozostałe albumy Overkill, to tak miażdżąca, pędząca, szalejąca, bezlitosna, a przy tym nienachalnie melodyjna płyta... Naprawdę brak mi słów, żeby opisać to, co zawsze czuję, gdy słyszę muzykę Overkill. Pod koniec zeszłego roku musiałem się porządnie przymusić do tego, żeby wysłuchać „Immortalis” od początku do końca, dlatego że wydał mi się nieprzyjazny. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że o to właśnie chodzi, że tu tkwi ich podstawowa zaleta: słuchacz ma poczuć się znienawidzony, opluty wymiocinami.
„Killbox 13” za pierwszym podejściem wydaje się nijakie, jakoś nie szczególne, gdyż jak każde solidne granie, jest ono pozbawione banalnych motywów. Zamiast tego z głośników sączy się solidna dawka ostrego napierdalania. Owszem, w większości utworów (np. „Devil By The Tail”, „Damned”, „Struck Down”) słychać bardzo melodyjne motywy, ale zawsze towarzyszy im kopanie po mordach. Akurat refren drugiego z wymienionych przeze mnie kawałków od razu skojarzył mi się z „Walk Through Fire”, może dlatego ze oba są równie przebojowe. Na początku „Struck Down” jest natomiast taki pyszny wolniejszy motyw w stylu tego z „Kill At Command”.
Z powodu przewagi szybkich temp na „Killbox 13”, wszystkie wolniejsze momenty bardzo urozmaicają album i skutecznie wykluczają monotonię. Najlepszym przykładem jest oczywiście nastrojowy „Until I Die”, przy czym owy nastrój nie należy – jak przystało na Overkill – do miłych; prędzej może wyrażać śmiech szatana z powodu ohydnego gnicia ciała zmarłego…
Chcąc wyróżnić jeden najlepszy utwór doszedłem do wniosku, że nie ma na „Killbox 13” żadnego nudnego, wszystkie posiadają indywidualne walory i wbrew pozorom żaden nie bazuje na innym. Nie ma tu gorszych ani lepszych kawałków, są same wspaniałe. Z pewnością „Killbox 13” często będzie wypełniać muzyką mój pokój i pozostanie dla mnie na zawsze jedną z ważniejszych płyt.
ocena: 8/10
Re: Overkill Killbox 13
Taka przyjacielska rada: jezeli piszesz recenzje to staraj sie byc w miare obiektywny i rzetelny bo takim niewybrednymi zartami dyskryminujesz recenzje i zniechecasz do dalszego czytania.oblak pisze:geniusz Overkill jest uważany za nic w porównaniu ze (wcale nie lepszym) Slayerem bądź Metalliką
Overkill to typowy zespol drugiego szeregu, wydajac nawet najlepsze ptyly (Years Of Decay czy dla niektorych Horrorscope) byl zawsze gdzies z tylu bo konkurencja, nawet Anthrax byla sporo z przodu w analogicznych latach. Za Slayerem i Metallika lata swietlne z tylu czy tego chcesz czy nie i nie maja tutaj znaczenia twoje prywatne sympatie.
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
oblak pisze:Masz rację Sarcofag, ale miałem na myśli fakt, że chyba trudno byłoby podać drugi taki zespół, który nagrał 15 niezłych płyt i na każdej pozostał wierny swemu gatunkowi, a jednak nie wszedł do 1 ligii...
Zadna plyta Overkill nie ma nawet polowy energii Riegn In Blood albo Kill'em Alloblak pisze:Poza tym ani Slayer ani Metallika nigdy nie byli tak energicznym zespołem jak Overkill.
nie wiem, jak tam z energią, ale po przeczytaniu natchnionej recenzji "Horrorscope" wziąłem się ostro za ten album i... 10/10, powaga... szacun wielki za takie płyty...
Raczej słucham heavy, niż thrashu, ale ta płytka, to dla mnie jedna z lepszych rzeczy, jakie w ciągu ostatniego czasu poznałem.
_________________
Raczej słucham heavy, niż thrashu, ale ta płytka, to dla mnie jedna z lepszych rzeczy, jakie w ciągu ostatniego czasu poznałem.
_________________
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Meltorm pisze:pan_Heathen napisał:dla mnie zdecydowanie najlepsza Horrorscope. Spoko zespół, ale do czołówki daleko.Nie no jakie daleko. Cyclone piszesz, że nie gorsze od najlepszych a Overkill, które jest znacznie znacnzie lepszym zespołem ma daleko.
Troche różnimy się w ocenie thrashu, co juz pokazała krótka wymiana poglądów nt Kata. Mnie osobiscie bardzo odpowiada takie precyzyjne cięcie gęstymi riffami jak Heathen czy Cyclone. natomiast Overkill porywa mnie (bardziej niz Cyclone, mniej niz Heathen) tylko na Horrorscope, który bardzo cenię i zaliczam go do najlepszych płyt thrashowych.pan_Heathen pisze:dla mnie zdecydowanie najlepsza Horrorscope. Spoko zespół, ale do czołówki daleko.
