Najlepsza płyta KAT
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
-
Morgenstern
- Posty: 50
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
oj, ciężko będzie wybrać, bo:
"666" jest dla mnie najlepsza dlatego, że ma świetne melodie, klimat lat osiemdziesiątych i najwięcej koncertowcyh evergreenów.
"Oddech Wymarłych Światów" jest dla mnie najlepsza... bo ma najlepszą IMO balladkę ("Głos z ciemności"), jest szalenie spójna i łączy w sobie wspaniały, thrashowy wypierd z cudownym "zgniłym" klimatem. No i jest równie kultowa, co debiut, ma prawie tyle samo utworów, które każdy szanujący się metalowiec spotykając się z kumplami na jabolu musi znać i musi pośpiewać.
"Bastard" jest dla mnie najlepszy, bo ma najbardziej zakręcone teksty, najwięcej metalowego łomotu i najwięcej solówek. Miażdży na całego.
"Ballady" są dla mnie najlepsze, jak chcę zarazić Katem kogoś, kto za metalem raczej nie przepada. No i klawisze Józefa Skrzeka - bezcenne.
"Róże Miłości..." - ...tak, to chyba jest dla mnie w ogóle najlepsze, bo zawsze mam na to nastrój. Płyta jest bardzo zróżnicowana, chwilami mamy Slayerowy thrash, a chwilami Black Sabbathowy hard rock. "Odi Profanum Vulgus", to po prostu wizytówka kapeli, jeśli chodzi o szybkie i mocne granie, a "Słodki Krem", to bardzo niedoceniona, a IMO zasługująca na 10/10 ballada. "Płaszcz Skrytobójcy" wciąga klimatem i genialnym w swej prostocie riffem. Do tego jeszcze zespołowi udało sie wytworzyć znów ten mroczny, dark fantasy klimat, co na "Oddechu". Mamy tu też kilka bardzo sympatycznych nawiązań, m.in. riff z utworu Judas Priest (ciekawe, kto znalazł, niech się zgłosi i napisze, z jakiego
)
Jak zwykle są też niebanalne teksty... zespół nabrał jak dla na tej płycie jakiegoś takiego swoistego majestatu, dojrzałości.
"Szydercze Zwierciało" - jest dla mnie najlepsze, bo... nie, w zasadzie nie jest dla mnie najlepsze, ale trzyma poziom poprzednich. Znowu świetne teksty, zajebiaszcza okładka (to akurat może nie "znowu"), trochę thrashu, trochę hard rocka, trochę groove... w sumie, to płyta bardzo podobna do poprzedniej, z tym, że pojawiają się chwilami bardziej wesołe , "szydercze" melodyjki (np. Łoże Wspólne Lecz Przytulne).
Podsumowując - głos na "Róże...", ale są chwile, kiedy mam większą ochotę na "Bastarda", a czasem na "666", ale "Róż" mogę słuchać bez końca.
"666" jest dla mnie najlepsza dlatego, że ma świetne melodie, klimat lat osiemdziesiątych i najwięcej koncertowcyh evergreenów.
"Oddech Wymarłych Światów" jest dla mnie najlepsza... bo ma najlepszą IMO balladkę ("Głos z ciemności"), jest szalenie spójna i łączy w sobie wspaniały, thrashowy wypierd z cudownym "zgniłym" klimatem. No i jest równie kultowa, co debiut, ma prawie tyle samo utworów, które każdy szanujący się metalowiec spotykając się z kumplami na jabolu musi znać i musi pośpiewać.
"Bastard" jest dla mnie najlepszy, bo ma najbardziej zakręcone teksty, najwięcej metalowego łomotu i najwięcej solówek. Miażdży na całego.
"Ballady" są dla mnie najlepsze, jak chcę zarazić Katem kogoś, kto za metalem raczej nie przepada. No i klawisze Józefa Skrzeka - bezcenne.
"Róże Miłości..." - ...tak, to chyba jest dla mnie w ogóle najlepsze, bo zawsze mam na to nastrój. Płyta jest bardzo zróżnicowana, chwilami mamy Slayerowy thrash, a chwilami Black Sabbathowy hard rock. "Odi Profanum Vulgus", to po prostu wizytówka kapeli, jeśli chodzi o szybkie i mocne granie, a "Słodki Krem", to bardzo niedoceniona, a IMO zasługująca na 10/10 ballada. "Płaszcz Skrytobójcy" wciąga klimatem i genialnym w swej prostocie riffem. Do tego jeszcze zespołowi udało sie wytworzyć znów ten mroczny, dark fantasy klimat, co na "Oddechu". Mamy tu też kilka bardzo sympatycznych nawiązań, m.in. riff z utworu Judas Priest (ciekawe, kto znalazł, niech się zgłosi i napisze, z jakiego
)
Jak zwykle są też niebanalne teksty... zespół nabrał jak dla na tej płycie jakiegoś takiego swoistego majestatu, dojrzałości.
"Szydercze Zwierciało" - jest dla mnie najlepsze, bo... nie, w zasadzie nie jest dla mnie najlepsze, ale trzyma poziom poprzednich. Znowu świetne teksty, zajebiaszcza okładka (to akurat może nie "znowu"), trochę thrashu, trochę hard rocka, trochę groove... w sumie, to płyta bardzo podobna do poprzedniej, z tym, że pojawiają się chwilami bardziej wesołe , "szydercze" melodyjki (np. Łoże Wspólne Lecz Przytulne).
Podsumowując - głos na "Róże...", ale są chwile, kiedy mam większą ochotę na "Bastarda", a czasem na "666", ale "Róż" mogę słuchać bez końca.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
