: pt lis 14, 2008 6:21 am
Niektóre kompozycje Baron Rojo teoretycznie są żenujące, ale w praktyce dobrze się ich słucha i nie przeszkadza mi ich banalność...
Braki techniczne muzyków mi nie przeszkadzają, dopóki nie dają się we znaki podczas słuchania płyty. Czasami sama postawa wystarczy, żeby gra jakiegoś muzyka mi się podobała (np. Lemmy, John Ricci), nie oczekuję od wszystkich żeby byli wirtuozami. Oczywiście ktoś, kto nie jest super wymiataczem, nie powinien zabierać się za nagrywanie czegoś co nie wychodzi.
W mojej ocenie brzmienie jest do dupy wtedy, gdy zespołowi się wydaje, że nagrywa płytę dla głuchych (np. Black Majesty), czyli gdy nagranie jest bezsensownie podgłośnione. Natomiast występowanie syntezatorów czy polerowanie brzmienia jest przyjemne, zaś maksymalnie niechlujne i odurzające - może być fajne bo np. mocne, ciężkie, brudne, klimatyczne... (Judas Priest "Turbo" / Metal Church "The Dark").
Brak oryginalności - jedynie w kontekście porównywania różnych zespołów. Każda grupa powinna wypracować swój własny, niepowtarzalny charakter, ale już kolejne płyty mogą być podobne do poprzednich i mnie to nie przeszkadza (np. Overkill).
Konflikt ideologiczny - pod warunkiem, że wokalista śpiewa po polsku bądź okładki są pojebane (np. widok okładki najnowszego "Gnaw Their Tongues" skutecznie mnie odstrasza).
Inne? Świadomość, że zespół gra death, black, gothic, hard core, hip hop, nowoczesny pop, a więc nie będę słuchać nie swoich klimatów w sytuacji, gdy mam spore zaległości w hard rocku, heavy i thrashu.
Braki techniczne muzyków mi nie przeszkadzają, dopóki nie dają się we znaki podczas słuchania płyty. Czasami sama postawa wystarczy, żeby gra jakiegoś muzyka mi się podobała (np. Lemmy, John Ricci), nie oczekuję od wszystkich żeby byli wirtuozami. Oczywiście ktoś, kto nie jest super wymiataczem, nie powinien zabierać się za nagrywanie czegoś co nie wychodzi.
W mojej ocenie brzmienie jest do dupy wtedy, gdy zespołowi się wydaje, że nagrywa płytę dla głuchych (np. Black Majesty), czyli gdy nagranie jest bezsensownie podgłośnione. Natomiast występowanie syntezatorów czy polerowanie brzmienia jest przyjemne, zaś maksymalnie niechlujne i odurzające - może być fajne bo np. mocne, ciężkie, brudne, klimatyczne... (Judas Priest "Turbo" / Metal Church "The Dark").
Brak oryginalności - jedynie w kontekście porównywania różnych zespołów. Każda grupa powinna wypracować swój własny, niepowtarzalny charakter, ale już kolejne płyty mogą być podobne do poprzednich i mnie to nie przeszkadza (np. Overkill).
Konflikt ideologiczny - pod warunkiem, że wokalista śpiewa po polsku bądź okładki są pojebane (np. widok okładki najnowszego "Gnaw Their Tongues" skutecznie mnie odstrasza).
Inne? Świadomość, że zespół gra death, black, gothic, hard core, hip hop, nowoczesny pop, a więc nie będę słuchać nie swoich klimatów w sytuacji, gdy mam spore zaległości w hard rocku, heavy i thrashu.