Nightmare - Insurrection (2009)

Krążki killerskie i kompromitujące. Oryginalne i wtórne. Przełomowe i te, które duch czasów przegapił. Dyskutujcie bez wytchnienia.

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Kolejny prężny album z kręgu tradycyjnego metalu w tym roku. Francuzi potrafią omamić klimatem ("Eternal Winter"), rozwalić przemocarną riffownią ("The Gospel of Judas", "Insurrection", "Cosa Nostra"), porwać chwytliwym (choć nie zanadto) refrenem ("Legend of the Rising Sun", "Cosa Nostra", "Angel of Glass") i zaserwować udaną, pozbawioną ckliwości balladę ("Target for Revenge"). Generalnie wszystkie 10 utworów mieści się w stylistyce, której zespół hołduje mniej więcej od "Dominion Gate" czyli ciężko, gęsto, niepokojąco, ale z ograniczeniem klawiszy i partii chóralnych. "Insurrection" stanowi więc kontynuację drogi obranej przed kilku laty. Jest chyba jeszcze mocniej niż było. Mam również wrażenie, że nieco szybciej...Całość brzmi świetnie - masywnie i mięsiście. Joe Amore czaruje głosem jak zwykle - czasem wchodząc w wysokie rejestry, ale najczęściej śpiewając średnim pasmem lub dość niskim, chrapliwym, mrocznym głosem. Niekiedy wchodzi na terytoria R.J. Dio, ale na ogół śpiewa w charakterystyczny tylko dla siebie sposób. W tytułowym kawałku pokazał się natomiast z jeszcze innej strony, wokalizując momentami niczym Halford (chyba że to nie on
). Oczywiście wyszło wybornie
Już teraz mogę powiedzieć, że "Insurrection" dołącza do mojej tegorocznej czołówki. Faworyci: "Eternal Winter", Insurrection", "Cosa Nostra", "Angel of Glass".
Słuchać i delektować się, ale nie oczekiwać skocznych hitów.
Awatar użytkownika
berba
Posty: 6274
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: berba »

wolę poprzednika;)
Awatar użytkownika
Kamilbolt
Posty: 6643
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Kamilbolt »

Ależ miazga....wszystkiego, co wyszło we wrześniu roku pańskiego 2009.
Co kawałek to lepiej, killer na killerze. No i te riffy, przy których Rudzielec jest najwyżej uczniem.
Już trochę słabszy poprzednik zrobił na mnie wrażenie, ale nowy stuff Francuzów po prostu miażdży. Czyżby pierwszy album, któremu dam w tym roku 10-tkę
Czas pokaże.
Awatar użytkownika
Kirk
Posty: 6993
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Kirk »

Kamilbolt pisze:No i te riffy, przy których Rudzielec jest najwyżej uczniem.
Toś dowalił.
Awatar użytkownika
Kamilbolt
Posty: 6643
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Kamilbolt »

Wiesz, że to lubię
Sebol
Posty: 2604
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Sebol »

Oblak2
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
Awatar użytkownika
Kamilbolt
Posty: 6643
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Kamilbolt »

Foch
Przy kolejnym odsłuchu utwierdziłem się w przekonaniu, że to świetny album. Przede wszystkim to soczyste brzmienie i ciężar, w dodatku znalazło się miejsce dla melodii. Nie ma w tej muzyce nic "na siłę". Nie spodziewałem się po starych żabojadach tak znakomitego albumu :super: :clap:
Jeśli ktoś lubił poprzedni album, to ten wejdzie mu bez problemu.
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Najpierw posłuchajcie, a dopiero potem komentujcie. Riffownia jest naprawdę miażdżąca! Póki co trochę mniej podoba mi się tylko środek albumu ("Three Miles Island" i "Mirrors of Damnation" - ale tylko trochę mniej), reszta niszcząca. Świetny materiał
Awatar użytkownika
Sanctified
Posty: 3530
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Sanctified »

A u mnie "Three Mile Island" to obok "Decameron" i "Cosa Nostra" najjaśniejszy punkt tego albumu. Świetny klimat i kapitalne zwolnienie w środkowej części.
_________________
Live for today before it slips away
Your time is here and now, not in the afterlife
Awatar użytkownika
firesoul
Posty: 7123
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: firesoul »

Pierwsze wrażenie dobre. Jest ciężar, są melodie i łatwo zapamiętywalne utwory. Nie czułem się ani trochę zamulony po tych ponad 50 minutach. Panowie nagrali taką płytę jaką powinien był nagrać Primal Fear.

Wróć do „Płyty”