: pt lip 05, 2013 7:16 am
Napisałeś to poważnie czy to rodzaj żartu, którego nie łapię?Alvacast pisze:Gdyby jednak śpiewał jeszcze 5 lat dłużej, to wszyscy by darli bekę z BS i by powstały większe potworki niż TE czy NSD
Napisałeś to poważnie czy to rodzaj żartu, którego nie łapię?Alvacast pisze:Gdyby jednak śpiewał jeszcze 5 lat dłużej, to wszyscy by darli bekę z BS i by powstały większe potworki niż TE czy NSD
faktem jest że doszli wtedy do ściany bo Ozz przeginał z uzywkami i nie czuł bluesa z resztą kapeli, zakrecił sie całkowicie, takie sytuacje przeżywały wszystkie wielkie kapele i tylko nielicznym udało się to przezwycieżyć, zrobić przerwę , zresetować sie i wrócić silniejszym( patrz RUSH) Kto wie czy by to nie zagrało ponownie po przerwie, Ozz postawiony na nogi przez Sharon i zestymulowany przez Randy'ego popełnił na dzień dobry genialny album, pózniej było równie zajebiście, wiec kto wie, a bawiąc sie dalej w gdybanie, to przecież najpierw był Dio i gdyby Iommi opanował sytuacje to nie byłoby Martina, ale tez solowego DIO niestety. Nie jestem przekonany, czy Gillen nie byłby lepszy( chociaz obaj podobnie operuja głosem, Ray ma troche wyzsza tonację)bo Hughes ze swoimi ciagotami soulowymi na pewno nie choć to lepszy wokalista niz Martin i zdecydowanie ciekawsza osobowość.Alvacast pisze:Nieco pojmuję twoj punkt widzenia, ale ten kij ma 2 końce.Ozzy beczał i nigdy nie śpiewał, ale bez niego legendy pierwszych pięciu BS by nie było, ok.Gdyby jednak śpiewał jeszcze 5 lat dłużej, to wszyscy by darli bekę z BS i by powstały większe potworki niż TE czy NSD, pamiętamy wszyscy, że dwa pierwsze solowe Ozzki to również zasługa Rhoadsa nie trzesącego się za mikrofonem kozła.Dlatego podpisuję sie tu raczej pod wypowidzią scalda - Martin był najlepszy na przełom lat 80-90, w dodatku w jego wokalu nic złego nie ma.