: pt sty 08, 2010 2:22 pm
Oczywiście że osiągnął bo niby dlaczego tych płyt nie można by tak określić?
Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
No ja szaleję już od jakiegoś czasu. Ale bardziej niż za Dies Irae to jednak za Eliogabalusem i Sacrilegium. Jestem ciągle w szoku Mr Doctorem.ostatnio szaleję za The girl who was...death i Dies Irae, chociaż to nie metal, trudno o coś lepszego...
Rune Of Torment pisze:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.
Mówimy o autoplagiatach, czy o stosowaniu powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
Oenologist pisze:Rune Of Torment napisał:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.Mówimy o autoplagiatach, czy o stosowaniu powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?
Rune Of Torment pisze:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.
No w przypadku Idola oczywiście o tym drugim. Co nie zmienia faktu, że powtórzenie to powtórzenie. Wyobraź sobie sytuacje, że Idol to nie koncept i w co drugim kawałku słyszysz coś co juz się przewinęło parę minut temu. No nie jest już tak wesoło.Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
to taki "fancy talk" na autoplagiatOenologist pisze:powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?
ja słuchałem po raz pierwszy może z 5-6 lat temu, jak widać to wszystkiego trzeba dorosnąć...No ja szaleję już od jakiegoś czasu. Ale bardziej niż za Dies Irae to jednak za Eliogabalusem i Sacrilegium. Jestem ciągle w szoku Mr Doctorem.