"Liberty Or Death". Gdzie power, pazur, jakaś minimalna chęc przypierdolu.
To akurat była bardzo przekonująca płyta, konkretna i mocna, najlepsza od czasu GD.już przecież "Ballads Of A Hangman" z Mannim i świetnym Thilo Hermannem był nudny jak flaki z olejem...
Czyli nie dziwię się, że nie godzimy się co do HAL
