Strona 4 z 27
: pn sie 31, 2009 8:47 pm
autor: K0stek
Po jednym przesłuchaniu tak "na ciepło" stwierdzam, że album jest zdecydowanie lepszy niż poprzedni.
_________________
: wt wrz 01, 2009 9:27 am
autor: Bartek (BD)
"This Day We Fight"
\m/
: wt wrz 01, 2009 9:42 am
autor: berba
Świetny album, i jak wcześniej zauważył K0stek, Endgame przebija poprzednika
: wt wrz 01, 2009 9:47 am
autor: firesoul
Na pewno najlepszy album od dawna ale do świetności to mu jeszcze brakuje. Pierdolenie Rudego o powrocie do dni chwały o tyle zasadne że słychać ewidentne odniesienia okresu CTE (takie Bodies dość nachalnie kojarzy się z Symphony Of Destruction) i miejscami nawet RIP (najlepsze numery na płycie- Bit The Hand i Head Crusher). Ogólnie jest nieźle ale na razie jakoś specjalnie się nie opsrałem przy słuchaniu.
: wt wrz 01, 2009 10:06 am
autor: K0stek
Bartek (BD) pisze:"This Day We Fight"\m/
Dzisiej walczym
Przyzwoita płyta, wreszcie trochę ognia w riffach.
_________________
: wt wrz 01, 2009 10:19 am
autor: Meltorm
Też po razie jestem. Otwieracz to jakieś gówno i nieco odstrasza ale drugi numer to już może przypominać galopady z RiPa. Jest kilka kwasów albo może zwyczajnie nieco mniej interesujących momentów. Jednak tym albumem rudy pokazał, że komponować to potrafi jak mało kto. Następna sprawa to solówki. Po prostu pozamiatali, nawet Mustaine bardziej się wysilił niż tylko pentatonika. Broderick to klasa sama w sobie, a jak próbuje naśladować Friedmana
No jestem na duże TAK ale mogło być jeszcze lepiej.
: wt wrz 01, 2009 10:21 am
autor: firesoul
Prawda, solowki to sól tej płyty
: wt wrz 01, 2009 3:49 pm
autor: Kamilbolt
Właśnie jestem po pierwszym odsłuchu i mogę tylko powiedzieć, ze poprzedni album może spadać :killer:
Rudy w świetnej formie zarówno wokalnej, jak i muzycznej.
: wt wrz 01, 2009 3:54 pm
autor: SwordMaster
Po pierwszym odsłuchu - marketingowe gadki od razu sobie podarujmy. Płyta jest solidna ale w rzemieślniczym tego słowa znaczeniu. Brak iskry i różnorodności. To kawał dobrze wyciosanego i odegranego, ale jednak jednolitego klocka. Od początku do końca jest praktycznie tak samo. Brak temu materiałowi lotnych melodii, jakiejś iskry, no czegoś (kogoś) jest tu brak. A Broderick jest zajebisty ale Friedmanem nie będzie.
_________________
podpis musi być zajebisty!
: wt wrz 01, 2009 3:57 pm
autor: K0stek
Ale przynajmniej nie ma zamulania i grania na czas. Generalnie jest cały czas do przodu. Nooo, początek "The Hardest Part of Letting Go...Sealed With a Kiss" (co za tytuł w ogóle
) jest nie teges, ale potem kawałek się rozkręca co nie zmienia faktu, że to najsłabszy utwór na płycie.
_________________