Bo tak trochę jest, mam sporo zastrzeżeń do tego albumu. Wiele bym tu zmienił. A mimo wszystko jak już przymknę ucho i nie myślę o tym, to jest to smakowite. Zwyczajnie mogło by być dużo lepsze dzięki poprawkom. I to jest uczucie, które towarzyszy mi już na kolejnej płycie Metalliki. Dziwne, bo przy innych zespołach tak nie mam. Nagrywają albo dobre albo słabe albumy i nie zastanawiam się co by tam można było zmienić. Wchodzi albo nie. A u nich słyszę ciągle zmarnowany potencjał na coś zajebistego.progmetall pisze:sam sobie zaprzeczasz, chyba,że lubisz słuchać płyt z dłużyznami, kiepskimi solówkami,słabymi wokalizami...bo przyjemnie się słucha
Metallica - 72 Seasons
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Wyżej od Load i Reload to bym nie postawił. Nie ma szans. Ale ja byłem z tych co zawsze je lubili i kompletnie mi nie przeszkadzało, że poszli w takie granie. Kapel, które zatrzymały się w czasie i grają ciągle ten sam album tylko, że dużo gorzej niż kiedyś mamy na pęczki
A tamte płyty to przynajmniej kilka megahitów ad 90's.
A tamte płyty to przynajmniej kilka megahitów ad 90's.
Na razie mam sporo wątpliwości, czego nie było przy poprzedniej płycie, ale na spokojnie jeszcze trochę pokręcę i zobaczę jaki będzie finalny werdykt.
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
Ja jestem rozczarowany. Obróciłem parę razy i jakoś ciężko mi się słuchało. Niby na tej płycie rządzą te same wibracje co na dwóch poprzednich, ale brakuje tu jednak wkurwa i pazura z "Death Magnetic", nie ma też heavy-thrashowej nośności i hiciorów z prawdziwego zdarzenia z poprzedniczki. Na tych dwóch płytach było 100% Mety w Mecie. Na nówce wszystko jakby przytępione, nadal 100% Mety i jej charakteru bo po minucie bezbłędnie można określić kto gra, ale jakoś czuć, że to tak na pół gwizdka. Owszem - są momenty, gdzieś się pojawi fajny riff, gdzie indziej dobra melodia, ale to ledwie przebłyski, które giną w zalewie papki. Muzyka jest trochę spokojniejsza, jednak brakuje przeboju i wyrazistości tym numerom. Trudno wskazać jakieś wybijające się lub naprawdę gówniane. Po prostu morze przeciętności.
Na pewno jeszcze będę słuchał bo lubię Metallikę, ale zdaje się że nie krzyknę "Eureka!" i mój odbiór płyty nie ulegnie radykalnej zmianie.
Na pewno jeszcze będę słuchał bo lubię Metallikę, ale zdaje się że nie krzyknę "Eureka!" i mój odbiór płyty nie ulegnie radykalnej zmianie.
Bardzo, ale to bardzo mieszane uczucia mną targają. Z jednej strony dużo gitary, i heavy metalu a o to przecież chodzi. Z drugiej jednak strony mam ulotne wrażenie bałaganu kompozycyjnego. W sensie utwór zaczyna się świetnie a potem zmiana tempa i chujnia. Albi odwrotnie, dramatyczna nuda i rzeźbienie w niczym, po czym wpada James z riffem i morda się cieszy. Sporo uklonów do przeszłosci, garażu i Holocaust i innych nwobhm oraz własnej twórczości. Nie wiem natomiast co się stało z Larsem i Kirkiem. Wiem, tam ngdy nie było geniuszu, tylko praca, ale przespać 30 lat ??. Mają zdecydowanie zbyt dobrze płatną robotę.
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
No jednak jakieś jasne punkty ten materiał ma:
"Sleepwalk My Life Away" - chyba najbardziej wyrazisty, najbardziej wbijający się w głowę numer. Trochę takie motorheadowe boogie (fajnie rolująco - bujający riff), trochę rozwinięcie "Now That We're Dead" z "Hardwired...", przy czym tamten numer brzmi jak niedorobiony prototyp, a ten nowy jak dopieszczona wersja produkcyjna. Hetfield wokalnie wyborny. Zdecydowanie numer 1 z całego zestawu.
Wyróżniłbym jeszcze "Chasing Light", "Too Far Gone" i "Room of Mirrors". Też świetne numery. Na moje ucho trochę mniej standardowe jak na Metallikę.
"Sleepwalk My Life Away" - chyba najbardziej wyrazisty, najbardziej wbijający się w głowę numer. Trochę takie motorheadowe boogie (fajnie rolująco - bujający riff), trochę rozwinięcie "Now That We're Dead" z "Hardwired...", przy czym tamten numer brzmi jak niedorobiony prototyp, a ten nowy jak dopieszczona wersja produkcyjna. Hetfield wokalnie wyborny. Zdecydowanie numer 1 z całego zestawu.
Wyróżniłbym jeszcze "Chasing Light", "Too Far Gone" i "Room of Mirrors". Też świetne numery. Na moje ucho trochę mniej standardowe jak na Metallikę.
Lars gra według maksymy "jak zarobić żeby się nie narobić" - to co kiedyś grał na zestawie, zza którego nie było go widać dzisiaj gra na czterech bębenkach i trzech talerzykach. Czysta ekonomia.piciu6 pisze:Nie wiem natomiast co się stało z Larsem i Kirkiem. Wiem, tam ngdy nie było geniuszu, tylko praca, ale przespać 30 lat ??. Mają zdecydowanie zbyt dobrze płatną robotę.
Co do Kirka. Nigdy nie należał do moich ulubionych solówkarzy. Raczej był dodatkiem do gry Jamesa. I tak jest teraz.
Poza tym obaj ewidentnie najlepsze czasy mają za sobą. Bo jeszcze do nie dawna Lars potrafił na tych czterech bębenkach w miarę interesująco zagrać bez walenie miliard razy w werbel a Hammet miewa przebłyski i umie wykrzesać porządne, heavymetalowe (słowo klucz!) solo chwytające za zmysły. Tyle że za rzadko.
Że tak wtrącę, nie pojemność zestawu robi bębniarza, Kirk kiedyś miał duży tak jak rozpasane lata 90 nakaxywały ale i tak był werblistą, tylko z większą wyobraźnią, może teraz jest bardziej ekonomiczny
Taki Calvin z High Fade, szkockie funk/rock odpierdala czary na zestawie werbel, dwa tony i kocioł.
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
Taki Calvin z High Fade, szkockie funk/rock odpierdala czary na zestawie werbel, dwa tony i kocioł.
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
