Death-metal
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Dobra, dobra. A swoją drogą dlaczego Kam Lee nie będzie brał udziału w powrocie Massacre? Przecież żyje (w przeciwieństwie do wokalistów innych legendarnych death metalowych kapel) i chyba ma się dobrze, bo udziela się w kapeli The Grotesquery (niestety nie słyszałem żadnego ich albumu, więc nie wiem w jakiej jest formie) - ostatnio go słyszałem w Bone Gnawer i wypadł tam bardzo dobrze.
_________________
http://www.lastfm.pl/user/DarkEst85
https://lubimyczytac.pl/profil/2062500/Est85
_________________
http://www.lastfm.pl/user/DarkEst85
https://lubimyczytac.pl/profil/2062500/Est85
Mocno nijaki ten album, wokal jakiś dziwny. Nic tutaj jakoś specjalnie nie chwyta i nie sprawia, że chce się wracać do tego albumu.Last Axeman pisze:Paul Speckmann jest niezmordowany. Razem ze swoimi dwoma kompanami przygotował jedenasty już albumMasterzatytułowany "The New Elite". Premierowy materiał jest już dostępny tu i ówdzie, premierę ma jednak dopiero 5 lipca.01. The New Elite02. Rise Up And Fight03. Remove The Knife04. Smile As You're Told05. Redirect The Evil06. Out Of Control07. As Two Worlds Collide08. New Reforms09. Guide Yourself10. Souls Of Dissuade11. Twist Of Fate
_________________
http://www.lastfm.pl/user/DarkEst85
https://lubimyczytac.pl/profil/2062500/Est85
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Zamierzam dzisiaj sprawdzić ten materiał. Na żadną nowoczesność się nie nastawiam, wręcz przeciwnie - mam nadzieję na megaklasyczny wygar w stylu pierwszych Deicide'ówMD pisze:Posłuchałem w końcu tego długo oczekiwanego przeze mnie albumu braci Hoffman i mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest ok, typowy amerykański, trochę siłowy death metal w bardzo klasycznym wydaniu ale czegoś mi tu jakby brakuje. Oczywiście wykonawczo płyta stoi na wysokim poziomie, gitary jak zawsze w rękach braci są przednie a bębenki sobie radzą jednak wokal nawet nie zbliża się do wyziewów wujka Glena. Kompozycyjnie brakuje tu jakiegokolwiek zaskoczenia i można odnieść wrażenie, że w połowie lat dziewięćdziesiątych ten materiał byłby średniakiem, gdyż ciężko tu o jakąś nowoczesność, może jedynie pod względem brzmieniowym, jednak nawet ten aspekt nie powala. Coś mi się nie wydaje, żebym miał wracać do tej płyty. Jest trochę zbyt zachowawcza.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
http://soundcloud.com/centurymediarecor ... to-rapturepan_Heathen pisze:ciekawe, czy bedzie to miało choc połowe tej energii i dynamiki z "From Beyond", czy raczej będzie się miało jak "Doctrine" do "Consuming Impulse"
Możesz sobie to sprawdzić na podstawie udostępnionego już "Succumb to Rapture". Jak dla mnie wałek jest w pytę
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
11 sierpnia to data premiery siódmego albumu
Cryptopsy
, zatytułowanego "Cryptopsy".
1. Two-Pound Torch
2. Shag Harbour's Visitors
3. Red-Skinned Scapegoat
4. Damned Draft Dodgers
5. Amputated Enigma
6. The Golden Square Mile
7. Ominous
8. Cleansing the Hosts
Można już zapoznać się z filmikiem ze studia:
http://www.youtube.com/watch?feature=pl ... pTvx9kNQEk
Za "Cryptopsy" odpowiada następujący skład:
Flo Mounier - bębny, wokal
Jon Levasseur - gitara
Christian Donaldson - gitara
Matt McGachy - wokal
Olivier Pinard - bas
Cryptopsy
, zatytułowanego "Cryptopsy".
1. Two-Pound Torch
2. Shag Harbour's Visitors
3. Red-Skinned Scapegoat
4. Damned Draft Dodgers
5. Amputated Enigma
6. The Golden Square Mile
7. Ominous
8. Cleansing the Hosts
Można już zapoznać się z filmikiem ze studia:
http://www.youtube.com/watch?feature=pl ... pTvx9kNQEk
Za "Cryptopsy" odpowiada następujący skład:
Flo Mounier - bębny, wokal
Jon Levasseur - gitara
Christian Donaldson - gitara
Matt McGachy - wokal
Olivier Pinard - bas
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Last Axeman pisze:MD napisał:Posłuchałem w końcu tego długo oczekiwanego przeze mnie albumu braci Hoffman i mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest ok, typowy amerykański, trochę siłowy death metal w bardzo klasycznym wydaniu ale czegoś mi tu jakby brakuje. Oczywiście wykonawczo płyta stoi na wysokim poziomie, gitary jak zawsze w rękach braci są przednie a bębenki sobie radzą jednak wokal nawet nie zbliża się do wyziewów wujka Glena. Kompozycyjnie brakuje tu jakiegokolwiek zaskoczenia i można odnieść wrażenie, że w połowie lat dziewięćdziesiątych ten materiał byłby średniakiem, gdyż ciężko tu o jakąś nowoczesność, może jedynie pod względem brzmieniowym, jednak nawet ten aspekt nie powala. Coś mi się nie wydaje, żebym miał wracać do tej płyty. Jest trochę zbyt zachowawcza.Zamierzam dzisiaj sprawdzić ten materiał. Na żadną nowoczesność się nie nastawiam, wręcz przeciwnie - mam nadzieję na megaklasyczny wygar w stylu pierwszych Deicide'ów
Deicide słychać rzeczywiście, ale nie są to zbieżności tak oczywiste jak mogłoby się wydawać. Album zdał u mnie test trzech odsłuchów, tak naprawdę dopiero podczas tego ostatniego mi przypasił. Wcześniej byłem trochę rozczarowany. Nie satysfakcjonowało mnie brzmienie, kawałki wydawały się bardzo mało zróżnicowane, wręcz jednorodne, przez wszystko się zlewało. Obecnie materiał leci sobie czwarty raz i mimo że nadal powalony nie jestem to słucha mi się tego co raz lepiej.MD pisze:Posłuchałem w końcu tego długo oczekiwanego przeze mnie albumu braci Hoffman i mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest ok, typowy amerykański, trochę siłowy death metal w bardzo klasycznym wydaniu ale czegoś mi tu jakby brakuje. Oczywiście wykonawczo płyta stoi na wysokim poziomie, gitary jak zawsze w rękach braci są przednie a bębenki sobie radzą jednak wokal nawet nie zbliża się do wyziewów wujka Glena. Kompozycyjnie brakuje tu jakiegokolwiek zaskoczenia i można odnieść wrażenie, że w połowie lat dziewięćdziesiątych ten materiał byłby średniakiem, gdyż ciężko tu o jakąś nowoczesność, może jedynie pod względem brzmieniowym, jednak nawet ten aspekt nie powala. Coś mi się nie wydaje, żebym miał wracać do tej płyty. Jest trochę zbyt zachowawcza.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Last Axeman pisze:Last Axeman napisał:MD napisał:Posłuchałem w końcu tego długo oczekiwanego przeze mnie albumu braci Hoffman i mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest ok, typowy amerykański, trochę siłowy death metal w bardzo klasycznym wydaniu ale czegoś mi tu jakby brakuje. Oczywiście wykonawczo płyta stoi na wysokim poziomie, gitary jak zawsze w rękach braci są przednie a bębenki sobie radzą jednak wokal nawet nie zbliża się do wyziewów wujka Glena. Kompozycyjnie brakuje tu jakiegokolwiek zaskoczenia i można odnieść wrażenie, że w połowie lat dziewięćdziesiątych ten materiał byłby średniakiem, gdyż ciężko tu o jakąś nowoczesność, może jedynie pod względem brzmieniowym, jednak nawet ten aspekt nie powala. Coś mi się nie wydaje, żebym miał wracać do tej płyty. Jest trochę zbyt zachowawcza.Zamierzam dzisiaj sprawdzić ten materiał. Na żadną nowoczesność się nie nastawiam, wręcz przeciwnie - mam nadzieję na megaklasyczny wygar w stylu pierwszych Deicide'ówDeicide słychać rzeczywiście, ale nie są to zbieżności tak oczywiste jak mogłoby się wydawać. Album zdał u mnie test trzech odsłuchów, tak naprawdę dopiero podczas tego ostatniego mi przypasił. Wcześniej byłem trochę rozczarowany. Nie satysfakcjonowało mnie brzmienie, kawałki wydawały się bardzo mało zróżnicowane, wręcz jednorodne, przez wszystko się zlewało. Obecnie materiał leci sobie czwarty raz i mimo że nadal powalony nie jestem to słucha mi się tego co raz lepiej.
Last Axeman pisze:MD napisał:Posłuchałem w końcu tego długo oczekiwanego przeze mnie albumu braci Hoffman i mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest ok, typowy amerykański, trochę siłowy death metal w bardzo klasycznym wydaniu ale czegoś mi tu jakby brakuje. Oczywiście wykonawczo płyta stoi na wysokim poziomie, gitary jak zawsze w rękach braci są przednie a bębenki sobie radzą jednak wokal nawet nie zbliża się do wyziewów wujka Glena. Kompozycyjnie brakuje tu jakiegokolwiek zaskoczenia i można odnieść wrażenie, że w połowie lat dziewięćdziesiątych ten materiał byłby średniakiem, gdyż ciężko tu o jakąś nowoczesność, może jedynie pod względem brzmieniowym, jednak nawet ten aspekt nie powala. Coś mi się nie wydaje, żebym miał wracać do tej płyty. Jest trochę zbyt zachowawcza.Zamierzam dzisiaj sprawdzić ten materiał. Na żadną nowoczesność się nie nastawiam, wręcz przeciwnie - mam nadzieję na megaklasyczny wygar w stylu pierwszych Deicide'ów
Kolejne kilka odsłuchów za mną i wygląda na to, że powalony już nie zostanęMD pisze:Posłuchałem w końcu tego długo oczekiwanego przeze mnie albumu braci Hoffman i mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest ok, typowy amerykański, trochę siłowy death metal w bardzo klasycznym wydaniu ale czegoś mi tu jakby brakuje. Oczywiście wykonawczo płyta stoi na wysokim poziomie, gitary jak zawsze w rękach braci są przednie a bębenki sobie radzą jednak wokal nawet nie zbliża się do wyziewów wujka Glena. Kompozycyjnie brakuje tu jakiegokolwiek zaskoczenia i można odnieść wrażenie, że w połowie lat dziewięćdziesiątych ten materiał byłby średniakiem, gdyż ciężko tu o jakąś nowoczesność, może jedynie pod względem brzmieniowym, jednak nawet ten aspekt nie powala. Coś mi się nie wydaje, żebym miał wracać do tej płyty. Jest trochę zbyt zachowawcza.
Bracia spłodzili zupełnie niezły materiał, szybki, brutalny, bluźnierczy, czyli mniej więcej taki jakiego od nich oczekiwano. Do zachwytu jednak "trochę" brakuje. Dobrze się tego słucha, ale do końca przekonać się nie mogę. Brzmienie nadal mnie nie satysfakcjonuje.

