: sob sie 14, 2010 1:39 pm
Pięknie, pięknie Greebo. Pochłonąłem relację z zapartym tchem aczkolwiek nie będę ukrywał że najbardziej interesuje mnie refrenikowo-przeklawiszowany set Angel Dust i to czy znalazł się w nim jakiś nowy numer
Greebo pisze:Ile % herezji w herezji?
Grand Magus; Bardzo dobry koncert.
Shock Paris; zaczęło wiać nudą.
Destruction; mało nie usnąłem na stojąco.
Tygers of Pan Tang; Poniszczyli!
Amulance; Power/thrash - dość typowy
Stormwarrior: W sumie zaskoczenie i pozytywne jak i negatywne
Mekong Delta: No tutaj to już w grę wchodziło stanie w zadumie - nawet noga nie szło potupać.
Angel Dust: No w mordę, nic ze starych speedowych albumów. Przeklawiszowanie i refreniki, nie zdzierżyłem.
Demon; Znowu bardzo dobry koncert kolejnej brytolskiej legendy
Culprit; mimo jednego nieznanego prawie albumu jest to gwiazda formatu więcej niż światowego.
Tak dzikiego i popieprzonego heavy metalu to ja jeszcze nie widziałem.
Blood Feast; Młodzi gniewni, ponaparzali, połupali i poszli.
Omen; Klasyk epickiego poweru nie zawiódł i dał bardzo porządny koncert choć wokalista trochę szwankował. W sumie niedawno ich widziałem i grali prawie dokładnie to samo
Anvil Chorus; Tutaj niemałe zaskoczenie, bo kapele znałem tylko z nazwy a tutaj okazało się, że grają bardzo ciekawy progmetal - progmetal taki rodem z lat 80tych -
Raven; Nigdy tak do końca nie ogarniałem geniuszu tej kapeli i teraz mimo świetnego koncertu to się nie zmieniło. Energia była ale ten wokalista to brzmiał jakby z klatki uciekł :haha:
Solitude AeturnusA i na koniec koncertu zagrali cover Manowar... no kuźwa, to było coś wyjątkowego.
ale pierdzielisz. ja myslalem, ze tam sczezne z podniecenia. wypas totalny! jedyne zastrzezenia to oczywiscie dobor kawalkow (ze 2-3 bym wywalil, a zamiast nich dorzucil inne) i skandaliczne problemy z mikrofonem na samym poczatku.Virgin Steele; ale mimo wszystko ogromny zawód...
to malo widziales.
jaki tam prog metal. nie mniej jednak zespol dobry i zagrali bardzo fajnie.
Nie cały czas. Joshua si przesiadł na bas na solo i na jakieś kawałki bodaj ale i tak wracał do gitary a bas znowu leciał z laptopa.a bas byl przecie, tylko pozniej.