Running Wild
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Nie mogę zgodzić się, że skończył się na Blazone Stone. Pile of Skulls jest absolutnie genialna. Hicior goni hicior. Płytę ubóstwiam. Black Hand Inn już było nieco gorzej, ale tylko nieco. Nie było to słaba płyta. Zjazd w dól zaczął się od Masquerade i tego się nie da ukryć. Ale mimo słabszych kolejnych płyt, na każdej z nich można było znaleźć ciekawe kąski. Rogues en Vogue natomiast osobiście też bardzo lubię. Może nie jest to dzieło wybitne, ale miłe dla ucha.
Shadowmaker jest istna kpina z fanów, cholerny syf, wydany dla kasy. Już sama okładka mówi sama za siebie. O motywie jak niby piracki okręt stzrela z dział to szkoda nawet pisać. Resilient o ile ma lepszą okładkę od poprzedniczki, o tyle lepsza jest tam muzyka. Odpalam to nowe dzieło Kasperka i leci: tam, tam, tam , tam, tam , tam, tam i nagle pęc! O kurde coś innego, a to tylko Bloody Island. Jedyny dobry numer na płycie. Wszystkie pozostałe utwory są grane na jedno kopyto. Żaden numer nie został mi w głowie, no może po cierpieniem, żeby dotrwać do Bloodego.
Poprzednia kpina przynajmniej była zróżnicowana.
Na poprawę zapodam sobie Under Jolly Roger. Muszę zapomnieć o kolejnej produkcji Kasperka.
_________________
Shadowmaker jest istna kpina z fanów, cholerny syf, wydany dla kasy. Już sama okładka mówi sama za siebie. O motywie jak niby piracki okręt stzrela z dział to szkoda nawet pisać. Resilient o ile ma lepszą okładkę od poprzedniczki, o tyle lepsza jest tam muzyka. Odpalam to nowe dzieło Kasperka i leci: tam, tam, tam , tam, tam , tam, tam i nagle pęc! O kurde coś innego, a to tylko Bloody Island. Jedyny dobry numer na płycie. Wszystkie pozostałe utwory są grane na jedno kopyto. Żaden numer nie został mi w głowie, no może po cierpieniem, żeby dotrwać do Bloodego.
Poprzednia kpina przynajmniej była zróżnicowana.
Na poprawę zapodam sobie Under Jolly Roger. Muszę zapomnieć o kolejnej produkcji Kasperka.
_________________
No nie zgodze się. To brzmi jak zbiór nieydanych kawałków z lat 92-2002, tylko że głównie tych heavymetalowych i hardrockowych. To jest nawet fajne, że Rolf nagrał płytę niezbyt piracką, której się tak fajnie słucha. O spped metalu w wykonaniu Kaspatrka to już chyba można na dobre zapomnieć. Przydałoby się więcej takich numerów jak The Drift czy Bloody Island, ale fakt, że Rolf jeszcze może nagrać takie CZADOWE kawałki jak Payola... czy Cristal Gold, dobrze te braki nadrabia.
Przesłuchałem to Blazon Stone i ja tam nie potrafię słuchać takich kalk/tributów czy co to tam jest. Jak dla mnie to jakaś parodia RW, w takim sensie, że kolesie nie mają wyczucia smaku, kiedy i gdzie to piracenie powinno się skończyć, a kiedy powinien być surowy heavy metal. Takie wyczucie miał Rolf, nie jechał ciągle na patencie, przez co jego płyty nie były tandetne i nużące, poza tym miały klimat. Dlatego wolę po raz enty włączyć stare RW, albo właśnie Resilient, który brzmi jakby Rolf dostał na nowo skrzydeł, niż tych rzemieślników bez gustuAlvacast pisze:Posłuchałem raz, drugi, trzeci nawet...wystarczy.Blazon Stone - Return To Port Royal leci po raz 27.
