Blind Guardian - At the Edge of Time [2010]
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Nie jestem specjalnym entuzjastą BG i nie znam zbyt dobrze ich twórczości.. Robiłem kilka podejść do ich albumów, ale zawsze coś mi nie pasowało.. Ostatnio znowu zacząłem przygodę z ich dokonaniami i tak powoli rozgryzam poszczególne płyty.. Na przekór wielu osobom przyznam, że przedostatni album jest całkiem niezły i coś mi się wydaje, że najnowszy będzie podobny.. Na pierwszys rzut ucha daje sie wyczuć ogromny rozmach wokalny.. Na wolnym czasie zabiorę się za głębsze poznanie nowego materiału..
Mnie za to na razie wygląda że zgodnie z prawami marketingu czyli robienia biednym fanom wody z mózgu wrzucili na przynętę to co mieli najlepszego czyli A Voice in the Dark żeby chwilowo ogłuszyć, otumanić i wywołać nieodparte pragnienie zakupu płyty przed powrotem słuchacza do stanu równowagi zmysłów pozwalającej zaobserwować miałkość i bezpłciowość reszty materiału.
Ale to tylko pierwsze wrażenie.
Ale to tylko pierwsze wrażenie.
No i cóż panie i panowie
Mimo poprawy ogólnej jakości w stosunku do poprzedniczki muszę uczciwie stwierdzić, że obesrania nie ma. Brak energii, świeżości, ogólne wypalenie i bezpłciowość na tle konkurentów to wady których zarówno utwór premierowy, jak i otwieracz albumu ani renoma, którą cieszy się ten zespół nie są w stanie zrównoważyć.
Jestem na nie.
Mimo poprawy ogólnej jakości w stosunku do poprzedniczki muszę uczciwie stwierdzić, że obesrania nie ma. Brak energii, świeżości, ogólne wypalenie i bezpłciowość na tle konkurentów to wady których zarówno utwór premierowy, jak i otwieracz albumu ani renoma, którą cieszy się ten zespół nie są w stanie zrównoważyć.
Jestem na nie.
