Evergrey - The Storm Within

Wszystko o płytach 2016 roku

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Awatar użytkownika
piciu6
Posty: 14886
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: piciu6 »

u mnie landszafty prowokowały odruch wymiotny, ale co kto lubi
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

Ja nie moge zniesc tych teledysków. Szare, smutne, nudne, wszystkie na jedno kopyto. Rzygac sie chce. Ktory to juz taki z rzędu, 3, 4?
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

No i podoba mi sie ta płyta. tak w okolicach 3-go przesłuchania ryj sam spiewa. Odkąd na "Hymns ..." porzucili "radiowe ciągoty" zdecydowanie wrócili do moich wymagających, koneserskich łask.
Sebol
Posty: 2604
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Sebol »

Dla mnie dwie ostatnie są najlepsze w całym ich dorobku. Przy czym Hymns zdecydowanie najlepsza.
_________________
Awatar użytkownika
Sanctified
Posty: 3530
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Sanctified »

A ja po dwóch podejściach doszedłem do smutnego wniosku, że obecny Evergrey, mimo niemal tego samego składu i pozornego podobieństwa, z zespołem, który nagrywał "The Inner Circle", ma już naprawdę niewiele wspólnego.
_________________
Live for today before it slips away
Your time is here and now, not in the afterlife
Awatar użytkownika
progmetall
Posty: 12291
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: progmetall »

Sanctified pisze:A ja po dwóch podejściach doszedłem do smutnego wniosku, że obecny Evergrey, mimo niemal tego samego składu i pozornego podobieństwa, z zespołem, który nagrywał "The Inner Circle", ma już naprawdę niewiele wspólnego.
Niestety to smutna prawda.
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

troche wspolnego to jednak ma. Na pewno duzo mniej wspolnego z TIC miał jego bezposredni następca.
Awatar użytkownika
Sanctified
Posty: 3530
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Sanctified »

No raczej nie. Tam nawet "Lost", mimo koszmarnego refrenu, miało jakąś dynamikę. A poza tym były takie ciosy jak "Obedience" czy "At Loss for Words".
Na "The Storm Within" metal słychać głównie w "My Allied Ocean". W pozostałych numerach, nawet jeśli trafi się jakieś gitarowe mięcho, po chwili wyłazi z niego kolejna smętna ballada lub pop vide "Passing Through".
_________________
Live for today before it slips away
Your time is here and now, not in the afterlife
Awatar użytkownika
Voltan
Posty: 7129
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Voltan »

Passing Through super numer
w ogóle bdb płyta
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Lubię "Hymns", po dzisiejszym dwukrotnym odsłuchu "The Strom Within" mogę już chyba powiedzieć, że i z nówką będę się lubił. Częściowo podzielam jednak zdanie Sanctifieda. Muza Evergrey nadal jest charakterystyczna i łatwo rozpoznawalna, jak miało to miejsce na przywołanym "The Inner Circle" i wcześniejszych (czyli najlepszych), ale uległa zmianie głównie jeśli chodzi o rozłożenie proporcji. Teraz jest jeszcze bardziej refleksyjno-smutna i dramatyczna, co często przesłania czysto metalową materię. Nawet Englund, którego miałem za wokalnego miszcza, ponieważ w zajebisty sposób szafował emocjami, potrafiąc krzyknąć, zaśpiewać zadziornie i niemal prowokować do łez, zawsze wtedy kiedy było trzeba i w ilościach nieprzegiętych w żadną stronę, w ostatnich latach stał się aż przesadnie emocjonalny i dramatyczny (zaczęło się to już na "The Glorious Collision"). I niestety ten stan rzeczy nie do końca mi odpowiada. Efekt z tego taki, że "The Inner Circle" czy "Solitude Dominance Tragedy" mogę słuchać w zasadzie zawsze i wszędzie, bo są w sam raz dla mnie wyważone, podczas gdy ostatnich płyt tylko kiedy mam odpowiedni nastrój. A jeśli nie trafię w odpowiedni klimat to zaczyna irytować mnie to wokalno-instrumentalne smęcenie.
Podsumowując - nadal jest dobrze/bardzo dobrze, ale to już nie to samo.

Wróć do „Płyty 2016”