No i wklejam zapowiedziane fotki.
Jak głosi widniejący empikowski napis: dla spragnionych kultury.
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
wróbelki ćwierkają
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
rape_of_virtue pisze:Recki zawsze wzbudzają emocje, szczególnie w przypadku takich kapel jak PL, które mają na koncie bardzo różne epizody i różne są o tych epizodach opinie ;] Trudno byłoby sprawić, by każdy w tym przypadku się w pełni zgodził z jedną, jakąkolwiek przyjętą koncepcjąNajbezpieczniej pewnie byłoby wszytsko równie mocno pochwalić
Dzisiaj po wielu miesiącach przerwy powróciłem do "Paradise Lost" i cóż...też podoba mi się mniej niż na początku. Od razu zaznaczam jednak, że nigdy na kolana przed nim nie padałem. Po prostu około bardzo dobry poziom i tyle. Z reguły nie ufam zapowiedziom samych muzyków dlatego nie napalałem się na żadne reikony czy tym bardziej jaskinierape_of_virtue pisze:"PLX" na początku też mi się podobał. Z perspektywy czasu już tak fajnie nie jest. "IR" od razu odrzucił niezdecydowaniem - wracamy do metalowości ("Never for the Damned", gadki o drugim demo, starych metalach itd), czy bardziej dbamy o sofciarskie okolice ("Fallen Children", trasy z Nightwish, Him). Na ostatniej jest lepiej ale ciągle nie potrafią przywalić z buta - nie rozumiem np. tego, co dzieje się w "Living with Scars po 1:13Nie ma w tych powrotach do ciężaru spójności, to półśrodek, próba odbudowania zaufania u starych fanów przy jednoczesnycm dbaniu o to, by nie pójść za ostro, bo może ci od gotyku się zdenerwująZupełnie nie przeszkadza mi "Host" - bo był odważny i konsekwentny; wiedzieli wtedy doskonale, czego chcą. Ewentualna chęć podbijania tłumów tu nie drażni, bo jasno i zdecydowanie przestali być kapelą metalową. Od 2005 zaczęły się dodatkowo drewniane koncerty a Nick totalnie stracił głos - wcześniej też zdarzało mu się dryfować obok tonacji ale nie było zastanawiania, kto za niego nagrał wokale w studiuTeoretycznie koncerty nie powinny mieć wpływu na ocenę płyty, ale przez występy na żywca bardzo mocno widać na ile "czują" to, co robiąTeraz chcą być znowu heavy, Holmes chce wyglądać jak w latach 92-93 ale jak śpiewa na żywo "Pity the Sadness" to lepiej zatknąć uszy ;] Przy "DT" sprawa jest trudniejsza, to nie jest zła płyta; chcieli ucelować nowe masy ale przynajmniej zrobili to spójnieDla albumów od 2005 już nie mam tyle wyrozumiałości. Tak to widzę. I czekam nacałąpłytę w stylu "Cardinal Zero"/początek "Living with Scars" albo nacałątotalnie oderwaną od metalu
Materiał w dalszym ciągu podoba mi się choć ma swoje wady, a ocena nieco poszła w dół. Z Twoich słów wynika, że to najgorszy LP paradajsów. Ja nie posunąłbym się tak daleko chociażby dlatego, że niżej stawiam "Host" i "Believe in Nothing".
Dobrze rozumiem Twoje zarzuty odnośnie niezdecydowania. To w zasadzie fakty, z którymi się zgadzam. Najwyraźniej jednak mnie owo stylistyczne niezdecydowanie razi mniej niż Ciebie.
Tegoroczny album to wg mnie najlepsza rzecz jaką nagrali od czasu DT (niedaleko stoi poprzednik i "One Second"). Pewnie wynika to z faktu, że jestem raczej tradycjonalistą i im więcej słyszę klasycznego, rajowego riffowania wzbogacanego charakterystycznymi, prowadzącymi motywami Grega, tym bardziej jestem kontent. Na rozwoju i poszukiwaniu aż tak bardzo mi nie zależy. Uważam przy tym, że mieszanie starego z nowszym wychodzi Brytolom całkiem nieźle choć na pewno najmocniej trafiają do mnie kawałki jednoznacznie ukierunkowane na przeszłość.
Problem z ostatnimi dwoma albumami, które mocno przypadły mi do gustu, jest taki, że kiedy rozpatruje i słucham ich osobno to robią na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Znacznie gorzej wypadają natomiast puszczone zaraz po np. "Icon". Wówczas zaznaczają się zasadnicze różnice w poziomie. Przede wszystkim brakuje im magii. To bardzo dobrze i zawodowo wykonana robota. Niestety zbyt "obliczona". Mam na myśli głównie atmosferę, która odgrywa przecież u paradajsów kluczową rolę. Odnosiłem takie wrażenie przy pierwszych odsłuchach, potem się go wyzbyłem, ale ostatnio, przy konfrontacji ze starociami znów powróciły. Tym razem chyba na dobre. Po prostu słucha się bardzo przyjemnie, ale bez ciar na plecach (może poza nielicznymi, fragmentarycznymi wyjątkami). "Draconian Times" brakuje może trochę ciężaru i mocy poprzedniczek, ale panowie nadrabiają tam wciąż "ciarowym" klimatem i znakomitymi melodiami, których jest tam masa (ich pogodniejszy charakter zupełnie mi nie przeszkadza). Szczerze mówiąc nie spodziewam się już po Brytyjczykach niczego na miarę potęgi lat 1991-1995. Dlatego też obecny, i tak dość wysoki poziom, który prezentują, w zasadzie mnie zadowala, a w każdym razie nie wywołuje wrażenia zawodu.
Problem leży w tym, iż błędów merytorycznych ( szeroko rozumianych ) nie znalazłemTomek/Nevermore pisze:no OK, masz tu pozdrowienia od autorki i słowo od niej:))))"jeśli chodzi o parę literówek w wyrazach i parę zjedzonych literek w paru nazwiskach czy nazwach to nie musisz szukać, to już zostało odkryte i wynikło z pośpiechu, żeby zdążyć przed wizytą PL w PolandiiAle jeśli Twoim zdaniem są błędy merytoryczne, w jakiś wydarzeniach, datach itp. to - napisz koniecznie"
Mówiąc błędy miałem na myśli strukturę pisma, podział, umiejscowienie informacji itp. Czyli wszystko to co cholernie przeszkadzało mi w czytaniu magazynu.
-
Tomek/Nevermore
- Posty: 2491
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
