Blind Guardian - At the Edge of Time [2010]

Krążki killerskie i kompromitujące. Oryginalne i wtórne. Przełomowe i te, które duch czasów przegapił. Dyskutujcie bez wytchnienia.

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

slowik1987
Posty: 137
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: slowik1987 »

Coz kilka razy przesluchalem album i powiem tak :
kawałki Sacred Worlds, Tanelorn, Ride into Obsession, control the divine, Voice in the dark, Wheel of time, War of the thrones zajebiste natomiast reszty mogloby nie byc no ale i tak jest o wiele wiele lepiej od poprzednich 2 albumow.
Ostatni Savage Circus stawiam jednak wyżej.
Awatar użytkownika
Weresso The Infallible
Posty: 1137
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Weresso The Infallible »

Bardzo fajnie się tego słucha. Jest trochę słabszych fragmentów, ale ogólnie album pozytywny. Zobaczymy jak po większej ilości przesłuchań będzie.
_________________
And the words of the myth were thus:
In time before time, the great dragon ruled
When stars were not born
And this world had seen no dawn
When the power of Gods was still young
Awatar użytkownika
KingOdin
Posty: 3915
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: KingOdin »

Ja tam wolę ich stare płyty jak Follow the Blind czy Tales.. no i ta nowa rzeczywiście nie zmieni mojego zdania na ten temat. Średnio mi się to podoba... ale nie będę jej oceniał, po prostu trochę nie moje granie, zbyt słodkie już.
Awatar użytkownika
Weresso The Infallible
Posty: 1137
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Weresso The Infallible »

No właśnie jakieś to takie radosne strasznie
Ale fajne są niektóre kawałki, np Ride Into Obsession, Road Of No Release czy Control The Divine. I w sumie wydaje mi się, że po wiekszej ilości odsłuchów będzie gorzej a nie lepiej, ale zobaczymy.
_________________
And the words of the myth were thus:
In time before time, the great dragon ruled
When stars were not born
And this world had seen no dawn
When the power of Gods was still young
Awatar użytkownika
KingOdin
Posty: 3915
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: KingOdin »

Ride Into Obsession chyba najfajnieszy. Pomijając już to, co w obecnym BG nie podoba mi się, uważam, że kawałki na nowej płycie trochę... "sklejają" się ze sobą. No, ale to tak na gorąco.
Awatar użytkownika
piciu6
Posty: 14886
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: piciu6 »

dużo ,szybko ,gęsto ,pomijam zaśpiewy z Hobbitonu ,ale generalnie żaden numer mi w głowie nie został ,acz czasu za stracony nie uważam ,mimo to z dużą ulgą przeskoczyłem na znacznie mniej ozdobny Overkill.
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Awatar użytkownika
Greebo
Posty: 4945
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Greebo »

Ja się znudziłem. Myślałem, że może nie mam klimatu na powerki ale brazylijskie produkty wchodzą jak rozgrzany nóż w niemowlę więc to jednak płyta...
Awatar użytkownika
piciu6
Posty: 14886
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: piciu6 »

jest sporo fajnych riffów ,tylko one dla mnie giną w całym tym nadętym sosie ,niby ciekawie ,ale się letko znużyłem .
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
S.IX
Posty: 1032
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: S.IX »

ja również mam problem z przemieleniem tego krążka.. Ciężko jest się skupić na tym materiale i często się łapię, że moje myśli odbiegają gdzie indziej i w rezultacie album wyłączam.. Zwrotki są jakieś miałkie i dopiero w refrenach robi się bardziej wyraziście.. Gdy pojawi się jakiś ciekawy riff to za moment zalewa go symfoniczna otoczka i robi się mdła atmosfera.. Co jakiś czas próbuje mierzyć się z tym materiałem i mimo trudności będę próbował dalej..
Awatar użytkownika
firesoul
Posty: 7123
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: firesoul »

Naprawdę się staram ale męcząca ta płyta jak gawędy styropianowych kombatantów. Przy tym słychać że kilka numerów naprawdę ma potencjał. Jakby wyjebać te wszystkie smyki, fujarki i harmoszki w pizdu, podkręcić gitary i trochę przypierdolić à la early albo chociaż mid- 90-ties byłoby całkiem git tylko do nich musi w końcu dotrzeć że niebieskie tabletki to w pewnych sytuacjach nie wstyd tylko absolutna konieczność a heavy metal dla starczego uwiądu nie jest wyrozumiały w większym stopniu niż dziewiętnastoletnia narzeczona

Wróć do „Płyty”