'Deep Purple In Rock' Vs 'Fireball' Vs 'Machine Head'

Dział dla ryzykantów! Obowiązuje w nim tylko jedna zasada: brak innych zasad. Potykają się muzycy z muzykami, kapele z kapelami, płyty z płytami, Bóg z Szatanem, Luke z Vaderem - każdy z każdym. Kto z kim, to zależy tylko od Was. Do walki!

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Awatar użytkownika
Greebo
Posty: 4945
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

'Deep Purple In Rock' Vs 'Fireball' Vs 'Machine Head'

Post autor: Greebo »

Jak to tam u was jest? Pierwotny, nowatorski In Rock? Nieco eksperymentalny, najbardziej lubiany przez samych muzyków DP Fireball? Czy cholernie wpływowy Machine Head na którym znalazło się kilka najbardziej rozpoznawalnych numerów w historii ciężkiego grania?
A może jakaś inna płyta jest lepsza? (hahaha
)
Ostatnio mnie gryzie Fireball, który zawsze stał jakby w cieniu sąsiadów. Spektrum inspiracji znacznie szersze a płyta mimo to jakby bardziej spójna. Można zrozumieć dlaczego chłopaki najbardziej ją lubią.
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Zdecydowanie "In Rock"
Opakować to w bardziej dosadne brzmienie i dostalibyśmy prawie czysty heavy. Gillan wykonał kapitalną robotę, momentami bardzo mocno nadwyrężając swoje gardło. Miszczostwo.
"Machine Head" też zajebioza, ale już oczko niżej. Wokale Gillan'a tym razem bardziej stonowane. Instrumentalnie i kompozycyjnie nadal świetnie, ale brakuje mi właśnie większej dawki zadziora w głosie, obecnej na "In Rock". "Fireball" nie słuchałem kupę czasu...dla mnie po prostu bardzo dobra robota i tyle. Pamiętam, że w okresie swojej fascynacji purpurą (8/9 lat temu) rozwalał mnie "Burn" chociaż to nieco inne granie, z trochę przytępionymi pazurkami, porównując z wcześniejszymi krążkami. O moim uwielbieniu dla tej płyty zdecydował jednak magik Coverdale za sitkiem. Szkoda tylko, że czasem przeszkadza mu Hughes;). Na kolejnym albumie ku mojemu niezadowoleniu robi to jeszcze częściej. Gdyby nie ten pan to moja ocena "Stormbringer" byłaby podobna do "Burn". A tak jednak odstaje.
Awatar użytkownika
Greebo
Posty: 4945
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Greebo »

Gillan wykonał kapitalną robotę, momentami bardzo mocno nadwyrężając swoje gardło. Miszczostwo.
To prawda. Ta dzikość w wokalu to jeden z największych atutów tego albumu a na późniejszych nie ma tego aż w takim stopniu. Highway Star może sobie być szybszy i cięższy od Speed King ale tak nieokrzesany nie będzie.
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Greebo pisze:Highway Star może sobie być szybszy i cięższy od Speed King ale tak nieokrzesany nie będzie.
Otóż to. Ta dzikość kładzie na łopaty!
Awatar użytkownika
progmetall
Posty: 12291
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: progmetall »

Opcja nr 4.
_________________
666
Awatar użytkownika
Greebo
Posty: 4945
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Greebo »

Rozwiń myśl, jakie płyty, czy też która? Widzę, że już dwie osoby zagłosowały na tą opcję to dodam od siebie, że po mojej myśli nie obejmowała ona albumów koncertowych bo wtedy sam bym na nią od razu dał głos
oblak
Posty: 1783
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: oblak »

Perfect Strangers
_________________
"Miałem przyjemność wizytować tereny zalane".
Awatar użytkownika
Greebo
Posty: 4945
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Greebo »

Dobra płyta ale to 'tylko' płyta jeśli wiesz co mam na myśli.
Awatar użytkownika
LordAlvar
Posty: 779
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: LordAlvar »

Przejebany wybór bo wszystkie trzy lubię jednakowo ale jakbym miał wybierać to hmm... będę się kierował sentymentem i dam głos na "Fireball".
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
hollowman
Posty: 2560
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: hollowman »

ja stawiam na dziki i niewypolerowany IN rock