Strona 1 z 13
Pink Floyd
: pn wrz 15, 2008 5:21 pm
autor: firesoul
Nie jestem specjalnym fanem tego zespołu ale takowi na pewno się tu znajdują.
A zakładam temat nie bez powodu- dziś w Londynie zmarł na raka jeden z założycieli Pink Floyd Richard Wright.
: pn wrz 15, 2008 6:00 pm
autor: Oenologist
Nie lubię. Może i nawet nie trawię. Poza pierwszymi, eskperymentalnymi płytami.Te są OK.
Paskudny, przegzaltowany zespół.
Aha. I nie dzierżę Watersa i jego stylu.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
: pn wrz 15, 2008 6:14 pm
autor: Gość
uwielbiam, przede wszystkim osławione "The Wall", "Dark Side Of The Moon" czy "Wish You Were Here", na której znalazł się jeden z moich ulubionych utworów ever - "Welcome To The Machine". Co do Ricka, szkoda gościa
: pn wrz 15, 2008 7:16 pm
autor: benek
mam solową płytę Richarda Wrighta Wet Dream z 1978 roku. muzycznie to Pink Floyd tylko wokal inny.
szkoda gościa. R.I.P.
co do samego Pink Floyd to w pewnym okresie życia miałem totalnego pierdolca na punkcie ich twórczości. nawet dziś jakby mnie ktoś obudził w środku nocy to bym był w stanie wyrecytopwać teksty PF od płyty Meddle do The Final Cut + solowe Watersy.
ile razy oglądałem film The Wall to nawet nie jestem w stanie policzyć
duuuużo tego było.
: pn wrz 15, 2008 9:04 pm
autor: K0stek
Zespół lubię, ale jakimś wielkim uwielbieniem nigdy go nie darzyłem.
_________________
: pn wrz 15, 2008 9:16 pm
autor: Marcin
Fenomen. Legenda. Uwielbiam.
A tak serio, to jeden z najważniejszych zespołów w moim życiu. Uwielbiam Dark Side Of The Moon, przede wszystkim za Time.
Podobnie ubóstwiam The Wall, Meedle (Echoes!) i (przede wszystkim) Wish You Were Here.
Cenię sobie też bardzo Atom Heart Mother i debiut, jeśli chodzi o te bardziej psychodeliczne albumy. Największy sentyment mam do koncertówki Delicate Sound Of Thunder. Solowego Watersa też bardzo sobie cenię, zwłaszcza Amused To Death i koncert In The Flesh.
Tyle ode mnie.
: wt wrz 16, 2008 5:30 am
autor: firesoul
Z tego co pamiętam jedyną płytą, która wzbudziła we mnie jakie takie emocje była The Final Cut. Można by powiedzieć, że nawet mi się w miarę podobała. Przy reszcie z reguły zasypiałem.
: wt wrz 16, 2008 5:54 am
autor: benek
firesoul pisze:The Final Cut
płyta nagrana już bez Richarda Wrighta. za z gościnnym udziałem Michaela Kamena, Andy’ego Bowna, Ray’a Coopera, Andy’ego Newmarka, Raphaela Ravenscrofta. jest naturalnym dopełnieniem The wall.
do wersji zremasterowanej dodano singlowy hit When The Tigers Broke Free. kawałek ten zrobił nawet karierę w owych latach w liście przebojów programu trzeciego polskiego radia.
: wt wrz 16, 2008 6:10 am
autor: piciu6
noichujbombki strzelł . Najbliźszy Gilmourowi człowiek , nietuzinkowy muzyk i bardzo waźna postać w jednej z trzech największych grup świata / tylko przerośnięte ego Watersa z tym się nie zgadzało /.Nie słuchający Floydów , czy teź nie rozumiejący siły ich muzyki , pozbawieni są jednej z wraźliwszych czułek dźwiękowych
[/list]
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
: wt wrz 16, 2008 3:35 pm
autor: SwordMaster
ZESPÓŁ WSZECHCZASÓW