Najlepszy album Iced Earth

Dział dla ryzykantów! Obowiązuje w nim tylko jedna zasada: brak innych zasad. Potykają się muzycy z muzykami, kapele z kapelami, płyty z płytami, Bóg z Szatanem, Luke z Vaderem - każdy z każdym. Kto z kim, to zależy tylko od Was. Do walki!

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

<r><QUOTE author="Meltorm"><s>
Meltorm pisze:</s>Akurat to, że jest powolne tempo nie może być argumentem na nie.<e>
</e></QUOTE>

Napisałem tylko, ze mi doskwiera. i nie rozumiem, jak moze nie doskwierać</r>
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

<r><QUOTE author="Meltorm"><s>
Meltorm pisze:</s>Akurat to, że jest powolne tempo nie może być argumentem na nie.<e>
</e></QUOTE>

Tempo jest wolniejsze, ale i tak jest kilka szybszych kawałków.<br/>
Klimat jest zajebisty - ciągle mroczny, ciągle niepokojący choć nieco inny. Mnie TDS ujęła właśnie głównie atmosferą</r>
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

<r><QUOTE author="firesoul"><s>
firesoul pisze:</s>Generalnie postrzegam Burnt Offerings jako album o wiele "wolniejszy" niz TDS. Aczkolwiek ciężko generalizować bo na BO na pewno większe jest zróżnicowanie tempa w poszczególnych utworach.<e>
</e></QUOTE>

Co by jednak nie mówić, na BO panuje niesamowity wręcz klimat spajający całą płytę. The Dark Saga to dla mnie jedynie luźny zbiór, dobrych, kawałków.</r>
Awatar użytkownika
firesoul
Posty: 7123
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: firesoul »

To prawda, atmosfera emanująca z Burnt Offerings jest niezwykła- niesamowita, mistyczna, lekko depresyjna a przy tym taka... średniowieczno-"dantejska"
Unikalna. I to zasługa zarówno kompozycji, jak i przybrudzonego, dziwnie przytłumionego brzmienia.
Dark Saga jest diametralnie inna w odbiorze ale koncepcja płyty jest też inna. Do "komiksowego" libretto zawartość muzyczna pasuje moim zdaniem idealnie. Chociaż jeśli nie wie się o co tam chodzi to faktycznie ciężko się zorientować że to koncept album. Z drugiej strony tam też trafiają się utwory o "ciężkim", dołującym klimacie, jak Slave To The Dark.
Mam problem, żeby wskazać tą lepszą bo są kompletnie różne i tak naprawdę preferencje zależą tylko od nastawienia i zapotrzebowanie w danym momencie
Przeważnie jednak wygrywa BO własnie ze względu na ten zupełnie niesamowity klimat.
Tomek/Nevermore
Posty: 2491
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Tomek/Nevermore »

To prawda, atmosfera emanująca z Burnt Offerings jest niezwykła- niesamowita, mistyczna, lekko depresyjna a przy tym taka... średniowieczno-"dantejska"Unikalna. I to zasługa zarówno kompozycji, jak i przybrudzonego, dziwnie przytłumionego brzmienia.
...którego brak mi na remasterze (dlatego chcę się go pozbyć)
Awatar użytkownika
savafat
Posty: 2531
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: savafat »

pan_Heathen pisze:Oczywiscie NOTS - szczyt kompozycyjny Shaffera, choc Burnt Offerings niewiele niżej. Potem było już tylko gorzej.
Moim zdaniem szczyt thrashowania osiągnięty został na "Night Of The Stormrider", ale kompozycyjne apogeum przypadło na "Burnt Offerings" i w dodatku z każdego kawałka bije niepowtarzalny, mistyczny klimat.
Tomek/Nevermore
Posty: 2491
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Tomek/Nevermore »

Moim zdaniem szczyt thrashowania osiągnięty został na "Night Of The Stormrider", ale kompozycyjne apogeum przypadło na "Burnt Offerings" i w dodatku z każdego kawałka bije niepowtarzalny, mistyczny klimat.
zgadzam się... do tego jeszcze Barlow (nieokrzesany, najbardziej dziki
)
BUBETTO
Posty: 688
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: BUBETTO »

Night Of The Stormrider
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
Sebol
Posty: 2604
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Sebol »

Tak sobie posłuchałem wczoraj nowego singla z Barlowem na wokalu już i dochodzę do konkluzji, że przy całej mojej sympatii do Owensa to Matt Barlow jest jedynym i idealnym wokalistą dla tej kapeli. Kiedy jest on to nawet średnio dobre kompozycje z Framing Armageddon nabierają magii. Jego głos dodaje tej muzie niesamowitych emocji.
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
Tomek/Nevermore
Posty: 2491
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Tomek/Nevermore »

Tak sobie posłuchałem wczoraj nowego singla z Barlowem na wokalu już i dochodzę do konkluzji, że przy całej mojej sympatii do Owensa to Matt Barlow jest jedynym i idealnym wokalistą dla tej kapeli. Kiedy jest on to nawet średnio dobre kompozycje z Framing Armageddon nabierają magii. Jego głos dodaje tej muzie niesamowitych emocji
zgadzam sie tylko z tym:
"Matt Barlow jest jedynym i idealnym wokalistą dla tej kapeli", "Jego głos dodaje tej muzie niesamowitych emocji"
vco zaś się tyczy nowego singla... utwory same w sobie trochę nudnawe (ot skończyły się pomysły panu Schafferowi, kawałkom brak wigoru)

Wróć do „Pojedynki”