prawda!berba pisze:I kamień milowy germańskiej sceny. Bo jak widać muzyka RW cały czas ewoluuje.W Chujnię, ale ewoluuje.
_________________
¿Por qué la ballena no necesita comer? Porque va llena.
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
berba pisze:LordAlvar napisał:Po "The Rivarly"Otóż to. Chociaż The Brotherhood na swoj sposob jest nawet nieźle słuchalne.
Rivarly jest ostatnim słuchanym materiałem RW z podstawowej przyczyny. Nagrał go jeszcze zespół a nie laptop. Choć i tu bywają nużące momenty np. "Man on the Moon".LordAlvar pisze:Po "The Rivarly"
Co do DVD "Final Jolly Roger" to poszukaj informacji dotyczących dogrywania niektórych ścieżek audio w studio lub po prostu obejrzyj sobie jeszcze raz np. Death or Glory Live to pewnie zrozumiesz moje zażenowanie tym produktem. Wymęczone, nieprofesjonalnie przygotowane i zagrane show przez muzyków chcących jak najszybciej się "pożegnać". Zresztą to nie tylko moje opinie...Burzum666 pisze:Ale klepiecie, jak to zwykle Polacy. Jeszcze nikt tej płyty nie słuchał, ale już sami znawcy.Mi na ten przykład to dvd się podoba, a i nieprzychylnych opinie jakoś nie widziałem, to gdzie niby one były? Zresztą nieważne. Rogues en Vogue podoba mi się o wiele bardziej niż 4 poprzedniczki i cieszę się, że jeszcze coś nowego Runningu posłucham.Jasne, że boje się podejść do tej płyty, ale nie względu na brak składu, bo tego nie miał już od lat, nie ze względu, że nagrywał w lapku, bo jak będzie dobra muza, to co mi ma to przeszkadzać? Na ten moment, jasne, że się boje, co tam Rolf zrobił, ale to po oprawie graficznej. Takiej chujni to dawno nie widziałem. To mnie przeraża.