Paradise Lost - Tragic Idol
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Fajna płytka. Mimo dwóch niewypałów (w mojej opinii) słucha się bardzo przyjemnie, a w jednym momencie byłem autentycznie pozytywnie zaskoczony. Ogólnie normalne PL, jak ktoś polubił kilka poprzednich to teraz też łyknie. Ci co w znajomości z tym zespołem zatrzymali się na dacie 1995, a nawet 1993 też mogą się połakomić. W sumie jakby taką płytę wypuścili 15 lat temu zamiast "One Second" to by się ludzie zesrali z zachwytu. Dziś pewnie takiej furory nie zrobi, ale to solidna porcja dobrej muzyki.
-
rape_of_virtue
- Posty: 6
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Jeden z tych niewypałów to pewnie Worth Fighting ForFrank pisze:Fajna płytka. Mimo dwóch niewypałów (w mojej opinii) słucha się bardzo przyjemnie, a w jednym momencie byłem autentycznie pozytywnie zaskoczony.
A autentycznie pozytywne zaskoczenie musi dotyczyć teorii z innego świata. Nie może być inaczej
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
-
rape_of_virtue
- Posty: 6
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Moje podejście do tej płyty było bardzo podobne - w sumie żadnych oczekiwań i nadzieiLast Axeman pisze:Zapuściłem. Zobaczymy. Staram się podchodzić bez szczególnie wysokich oczekiwań.
Nie przepadam za krążkami od PLX do Faith Divides. Ta pierwsza jest zbyt miałka, choć spójna, a dwie kolejne może cięższe, ale za dużo tam chaosu i niezdecydowania (np. świetnie zapowiadający się "Living with Scars" po minucie z petardy zamienia się w przesłodzonego marcepana). "Tragic Idol" za to słucha mi się dobrze, chłopaki po prostu tym razem nagrali lepsze piosenki. I jakby ten ciężar gatunkowy wydaje się bardziej naturalny.
Oczywiście są tu słabsze momenty i oczywiście nie jest to dzieło wybitne, ale w końcu nagrali spójny krążek, bez przekombinowanych kompozycji. Dla mnie zdecydowanie najlepsza płyta od czasów Symbol of Life, z tym, że ja bardzo lubię również mniej metalowe albumy zespołu
Punkt kulminacyjny - zdecydowanie Theories from Another World. Od pół roku był to mój "intuicyjny" faworyt z krążka
To faktyczny powiew świeżości w stylistyce zespołu. Szkoda, że Greg nie zastosował wiecej takich efektów giatrowych, jak w tym numerze.
Zaraz potem Fear of Impending Hell, In this We Dwell, Tragic Idol i Too the Darkness.
Nie zgodzę się z tym, że najlepsza od "Symbol Of Life". Moim zdaniem na "In Requiem" była najlepsza wypadkowa starego i nowego PL - wyśmienite melodie, odpowiedni ciężar gitar i świetne zagrywki i nie drażniące klawisze.
Na ostatnich dwóch (liczę łącznie z nówką) brnąc w klasykę trochę zapomnieli o tych rewelacyjnych melodiach.
Wydaje mi się, że "Tragic Idol" będzie zapamiętana głównie przez to, że PL zagrało tu najbardziej metalowo na przestrzeni ostatnich prawie 20 lat, licząc od Icon.
Na ostatnich dwóch (liczę łącznie z nówką) brnąc w klasykę trochę zapomnieli o tych rewelacyjnych melodiach.
Wydaje mi się, że "Tragic Idol" będzie zapamiętana głównie przez to, że PL zagrało tu najbardziej metalowo na przestrzeni ostatnich prawie 20 lat, licząc od Icon.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
-
rape_of_virtue
- Posty: 6
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
In Requiem to płyta, do której w ogóle nie wracam. Właśnie w dużej mierze za archaiczne klawisze (brzmienie a'la domowe Casio) i za najgorszy numer PL ever - Fallen Children. Akurat przy tej płycie nowa wypada nad wyraz dobrze, jest bardziej spójna stylistycznie i ma też lepsze melodie
Wolę jak PL jest zdecydowany - albo na serio gra metal (SoG, Icon) albo na serio metalu nie gra (Host, One Second, BiN)Półśrodki i zabawy w zadowalanie wszytskich w ich wykonaniu są mało porywające.
Nie wiem, czy "TI" będzie zapamiętany jako najcięższa płyta od iluś tam lat (od 2005, a nawet od SoL mówi się tak o każdej kolejnej). Nie wiem nawet, czy rzeczywiście jest to taki ciężki materiał (ale to żaden zarzut). Ale z całą pewnością więcej tu dobrych kompozycji niż na trzech ostatnich albumach. To w sumie wystarcza, na poziom Icon czy SoG już od dawna nie liczę
Szkoda tylko, że The Last Fallen Saviour wyleciał z "TI", bo poziomem przewyższa większość numerów z krążka
IMO najsłabszym ogniewem kapeli dziś jest Greg. Jego partie są banalne (czasem pojawiają się wręcz autoplagiaty) i w niczym nie przypominają solówek/melodii z pierwszej połowy lat 90-ych. W sumie tylko w Theories jest coś intrygujacego - krótkie sola przed wokalami i i flanger w refrenie. To już kolejna płyta na której gitara rytmiczna brzmi ciekawiej niż leadsy.
Wolę jak PL jest zdecydowany - albo na serio gra metal (SoG, Icon) albo na serio metalu nie gra (Host, One Second, BiN)Półśrodki i zabawy w zadowalanie wszytskich w ich wykonaniu są mało porywające.
Nie wiem, czy "TI" będzie zapamiętany jako najcięższa płyta od iluś tam lat (od 2005, a nawet od SoL mówi się tak o każdej kolejnej). Nie wiem nawet, czy rzeczywiście jest to taki ciężki materiał (ale to żaden zarzut). Ale z całą pewnością więcej tu dobrych kompozycji niż na trzech ostatnich albumach. To w sumie wystarcza, na poziom Icon czy SoG już od dawna nie liczę
Szkoda tylko, że The Last Fallen Saviour wyleciał z "TI", bo poziomem przewyższa większość numerów z krążka
IMO najsłabszym ogniewem kapeli dziś jest Greg. Jego partie są banalne (czasem pojawiają się wręcz autoplagiaty) i w niczym nie przypominają solówek/melodii z pierwszej połowy lat 90-ych. W sumie tylko w Theories jest coś intrygujacego - krótkie sola przed wokalami i i flanger w refrenie. To już kolejna płyta na której gitara rytmiczna brzmi ciekawiej niż leadsy.
