Grave Digger - Clash of the gods
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- Weresso The Infallible
- Posty: 1137
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
W ogóle coś z tymi wypożyczalniami się porobiło, pamiętam jak któryśtam album bodajże Rhapsody słuchałem 2 miesiące przed premierą, teraz nawet ruscy nie kwapią się z wrzucaniem na swoje magiczne portale
_________________
And the words of the myth were thus:
In time before time, the great dragon ruled
When stars were not born
And this world had seen no dawn
When the power of Gods was still young
_________________
And the words of the myth were thus:
In time before time, the great dragon ruled
When stars were not born
And this world had seen no dawn
When the power of Gods was still young
Właśnie zauważyłam, że na tym forum jeszcze nie ma tego elektryzującego newsa:
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= ... =1&theater
Żel pod prysznic Grave Digger <łapie się za głowę>
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= ... =1&theater
Żel pod prysznic Grave Digger <łapie się za głowę>
bo padne.Strati pisze:Właśnie zauważyłam, że na tym forum jeszcze nie ma tego elektryzującego newsa:http://www.facebook.com/photo.php?fbid= ... theaterŻel pod prysznic Grave Digger <łapie się za głowę>
_________________
Czas na zmianę podpisu.
Mnie bardziej odpowiada lekko zmodyfikowany hymn poprzedniego Wacken (i w sumie racja, Wacken = metalberba pisze:I już wiadomo że zamykacz to koncertowy killer.
).
Wszystkie trzy kawałki mocno Acceptowe (choć płytowy, oczywiście, podrasowany epicko
). Całkiem dobrze się tego słucha.
Z lajwów najlepiej wypada chyba BOAH. "Excalibur" bez chórków sprawdza się słabiej, HMB bez zmian
Zastanawiam się czy słuchaliśmy tej samej płytki.
Dla mnie te 3 numery Diggera są żenujące i obawiam się, że nadchodzi kolejne nieporozumienie z Niemiec w tym roku.
Za tak prostacki riff i jednowersowy refren w "Rage Of The Savage Beast" nawet w teutońskim heavy powinno się roztrzeliwać z miejsca. Och i zaraz zagrywka otwierająca "Metal Will Never Die" - łapię się fotela, próbując nie usnąć przy popowym refrenie i banalnej jak włos z dupy zagrywce Ritta. "Home At Last" żżyna z kolei riff z "Rheingold", głebszy głos Boltendahla próbuje przekonać, że oto mam do czynienia z kopiącym dupsko heavy.
Dobra, jest tendencja spadkowa od 2009, ale spodziewałem się czegoś na miarę choćy "Liberty Or Death". Gdzie power, pazur, jakaś minimalna chęc przypierdolu. Tu nie ma nic, pusty w środku słoik bez zawartości z ładną nakrętką renomowanej firmy. Oby krążek był inny, choć nadzieje jużdawno porzuciłem. Nie wiem co może pomóc tej kapeli, już przecież "Ballads Of A Hangman" z Mannim i świetnym Thilo Hermannem był nudny jak flaki z olejem...
Dla mnie te 3 numery Diggera są żenujące i obawiam się, że nadchodzi kolejne nieporozumienie z Niemiec w tym roku.
Za tak prostacki riff i jednowersowy refren w "Rage Of The Savage Beast" nawet w teutońskim heavy powinno się roztrzeliwać z miejsca. Och i zaraz zagrywka otwierająca "Metal Will Never Die" - łapię się fotela, próbując nie usnąć przy popowym refrenie i banalnej jak włos z dupy zagrywce Ritta. "Home At Last" żżyna z kolei riff z "Rheingold", głebszy głos Boltendahla próbuje przekonać, że oto mam do czynienia z kopiącym dupsko heavy.
Dobra, jest tendencja spadkowa od 2009, ale spodziewałem się czegoś na miarę choćy "Liberty Or Death". Gdzie power, pazur, jakaś minimalna chęc przypierdolu. Tu nie ma nic, pusty w środku słoik bez zawartości z ładną nakrętką renomowanej firmy. Oby krążek był inny, choć nadzieje jużdawno porzuciłem. Nie wiem co może pomóc tej kapeli, już przecież "Ballads Of A Hangman" z Mannim i świetnym Thilo Hermannem był nudny jak flaki z olejem...
