Najlepszy album Savatage
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Płyt do Edge Of Thorns nawet nie brałem pod uwagę, bo ledwo jestem w stanie zniesc to indywiduum za mikrofonem. Moim subiektywnym zdaniem ten gośc nadaje się, co juz chyba pisałem, najwyżej do uzyczania głosu jakiejs włochatej postaci z ulicy sezamkowej, a nie do dosyć powaznego rockowego materiału. Śmieszy mnie i drażny jednoczesnie, z naciskiem na drażni. Na tym przykładzie wyobrażam sobie jak Picio sie czuje sluchajac Martina. Najepsza dla mnie niezmiennie EOT, druga Magellan (ze wzgledu na dwa slabe kawałki: "Another Way" i "Paragons of Innocence"). Najgorsza Streets, gdzie do tego "wokalu" dochodzi jeszcze ta nieznosna rzewna atmosfera musicalu.
Jeśli jest jakiś kawałek na cudownym Magellanie, którym bym wyrypał to nie pasujący do reszty Complaint In The System. Jak wspomniałem, Edge nuży mnie - poza tytułowym i Conversation Piece (o ile ktoś lubi Whitensake) - nie ma tam dla mnie nic wartościowego. Zak śpiewa nieśmiało, jakby co chwilę obracając się przez ramię z zapytaniem w oczach "Dobrze mi idzie, Jon?". Streets piękną opowieścią muzyczną jest, ale nie dla każdego i nie na każdy dzień. Ma kilka luk. Wolę okres z Zakiem, a Gutter czy Hall to też są kolosy i nie wiem co masz do wokalu Jona.
