1. "The Call" 10:15
2. "The Grand Experiment" 5:30
3. "Waterfall" 6:32
4. "Agenda" 3:45
5. "Alive Again" 26:42
Krucjaty Neal'a ciag dalszy, czyli na zachodzie bez zmian. Jedyny nowy element zwiaząny z tą płytą to fakt, że panowie wchodzili do studia na żywca, w sensie nie mieli grama materiału. Całość pilotuje luzacki teledysk do tytułowego, dość radosnego wałka. Obowiązkowo płytę zamyka 26 minutowy megakloc, ale przyznam się bez bicia, że nawet on nie wzbudził we mnie jakoś entuzjazmu, mimo, iż zawiera wszystkie przeze mnie lubiane progresywne składniki . Kto nie znał i polubił ten szczęściarz, kto zna i polubił ma fajnie, reszta ma pecha
żywe składniki :
Mike Portnoy - drums
Randy George - bass
Eric Gillette - guitars, vocals
Bill Hubauer - keyboards
na dysku bonusowym którego jeszcze nie słyszałem :
1. "New Jerusalem (Freedom Is Coming)"
2. "Doomsday Destiny"
3. "MacArthur Park" (Richard Harris cover)
4. "The Creation" (Live at Morsefest)
5. "Reunion" (Live at Morsefest)
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
NEAL MORSE BAND - The Grand Experiment
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
ja go bardzo lubię, ale też lubię jak mnie coś tarmosi w trakcie słuchania, przy pierwszym dysku tego nie było, natomiast drugi jest znakomity, leci klimatem lat 70-tych, pachnie tez Genesis i Beatlesami, no i świetne wersje koncertowe. Zobaczymy co sie jeszcze wydarzy. Ogólnie wiadomo że on trzepie to samo od poczatku, ale to ma taki relaksujacy charakter, że czasami wtórnośc nie przeszkadza, tym bardziej jak tarmosi, ale jak nie ma żadnej reakcji to jest wtedy lekuchno nudno.Voltan pisze:Mi pasi. Stylistycznie bez zmian, czyli progresywne pitolenie, czasem bitelsem zaleciNatomiast ze względu na nowy skład jest dużo bardzo fajnych dodatkowych wokali.Ale generalnie jak ktoś lubi Morse'a lub Transatlantic, to wie o co cho
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
