Axel Rudi Pell - The Crest [2010]
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
O ile na tales of the crown czułem jakby Axel starał się tworzyć nieco bardziej melancholijne utwory , cały ta chemia jaka panowała na tamtym albumie wręcz rzucała na kolana, ciekawy byłem czy uda mu się utrzymać taki poziom jednak się nieco zawiodłem gdyż znów utrzymałem standardowy album Axela:P
Znów mamy sporo żwawszych kawałków, które nasuwają myśl" na którym to albumie Axela to już było
"
Słychać tutaj nieco albumu Black Moon Pyramid, coś z Oceans Of Time czy też Tales of The crown ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego, znów axel uraczył nas utrzymanym na bardzo dobrym poziomie albumem, ale tym razem bez fajewerków.
Mam zarzuty do Intra, który jest jednym z tych gorszych w karierze Axela.
Kolejne narzekanie kieruje do ballady Glory Night- Axel miał na swoim koncie o wiele bardziej wzruszające baladki, które miały to cos.
Solówka jakoś brzmi bardzo znajomo:P
Natomiast co do reszty utworów:
Too late- szybki kawałek, cos na miarę Gettin Dangerous, stary dobry Axel:D
Devil Zone- to dla mnie nr.1 z tego albumu, niszczący wstęp, klimat który ma głębie,
warstwa instrumentalna też wybija się ponad resztę no i ten refren!
prisoner Of Love-coś brzmiącego podobnie do Fool, Fool czy bardziej hard rockowe wcielenie Axela
Dreaming Dead- braciszek Black Moon Pyramid- proszę zwrócić uwagę na tempo oraz riff:D
Ale jest to równie mocarny kawałek co Devil Zone. Podczas zwrotek słychac nawet coś z Black Sabbath
Dark Waves Of The sea- kolejny utwór wybijający się z pośród całego albumu.
Swietnie przeplata się balladowy klimat , z heavy metalowym podkładem. 100% Axela, przepiękny refren, który jest najpiękniejszy jeśli chodzi o ten album!
Burning Rain- dobry, ale brakuje tego czegoś podobnie z The End of Our Time
Ogólnie rzec biorąc pozytywne wrażenie ten album pozostawił, bo Axel to sprawdzona firma i nigdy chłamu nie wypuściła, jednak zastanawiam się czy owa formuła powoli nie zaczyna się wyczerpywać obym się mylił. Na pewno swoim gatunku płyta zajmie wysokie miejsce, bo poza drobnymi szczegółami album prezentuje się naprawdę okazale. Póki co 8/10
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
Znów mamy sporo żwawszych kawałków, które nasuwają myśl" na którym to albumie Axela to już było
"
Słychać tutaj nieco albumu Black Moon Pyramid, coś z Oceans Of Time czy też Tales of The crown ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego, znów axel uraczył nas utrzymanym na bardzo dobrym poziomie albumem, ale tym razem bez fajewerków.
Mam zarzuty do Intra, który jest jednym z tych gorszych w karierze Axela.
Kolejne narzekanie kieruje do ballady Glory Night- Axel miał na swoim koncie o wiele bardziej wzruszające baladki, które miały to cos.
Solówka jakoś brzmi bardzo znajomo:P
Natomiast co do reszty utworów:
Too late- szybki kawałek, cos na miarę Gettin Dangerous, stary dobry Axel:D
Devil Zone- to dla mnie nr.1 z tego albumu, niszczący wstęp, klimat który ma głębie,
warstwa instrumentalna też wybija się ponad resztę no i ten refren!
prisoner Of Love-coś brzmiącego podobnie do Fool, Fool czy bardziej hard rockowe wcielenie Axela
Dreaming Dead- braciszek Black Moon Pyramid- proszę zwrócić uwagę na tempo oraz riff:D
Ale jest to równie mocarny kawałek co Devil Zone. Podczas zwrotek słychac nawet coś z Black Sabbath
Dark Waves Of The sea- kolejny utwór wybijający się z pośród całego albumu.
Swietnie przeplata się balladowy klimat , z heavy metalowym podkładem. 100% Axela, przepiękny refren, który jest najpiękniejszy jeśli chodzi o ten album!
Burning Rain- dobry, ale brakuje tego czegoś podobnie z The End of Our Time
Ogólnie rzec biorąc pozytywne wrażenie ten album pozostawił, bo Axel to sprawdzona firma i nigdy chłamu nie wypuściła, jednak zastanawiam się czy owa formuła powoli nie zaczyna się wyczerpywać obym się mylił. Na pewno swoim gatunku płyta zajmie wysokie miejsce, bo poza drobnymi szczegółami album prezentuje się naprawdę okazale. Póki co 8/10
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
Śreeednie. Niby wszystko ok, niby Axel nie zapomniał jak sie na gitarze gra, Gioeli też za mikrofonem daje radę. Ale całościowo to taki odgrzewany Pellowy kotlet. Może poza Dark Waves, które jest nawet przyjemnym nawiązaniem do Oceans (co jest swego rodzaju nowum na płycie barda). Fajnie tak posłuchać kontynuacji przegenialnego tytułowego z 1998 roku.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
To w jaki sposób tworzy utwór, gdyż nie są one tylko jakaś sztuczną powłoka,szkieletem, mają głębie, duszę i potrafią wywrzeć nie małe wrażenie na słuchaczu. Z każdego utworu wydobywa się niesamowity klimat, oraz pomysłowość.
Poza tym sam styl gry na gitarze jest wielkim kunsztem na miarę Blackmore'a, bo jego solówki czy riffy nie są banalne jak to ma się w niektórych zespołach. Prezentują się genialnie i to pod każdym względem, mogę nie być szybkie ani ciężkie a i tak powalają na kolana. Przez tyle lat uraczył nas niesamowitymi albumami co świadczy ponownie o jego wielkości poza tym to on jest twórcą wszystkich utworów,za co chylę czoło przed nim. W dzisiejszych czasach koleś wyodrębnia się stylem który jest charakterystyczny i pozwala mu się wybić ponad ten tłum gitarzystów średnich albo bardzo dobrych:P
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
Poza tym sam styl gry na gitarze jest wielkim kunsztem na miarę Blackmore'a, bo jego solówki czy riffy nie są banalne jak to ma się w niektórych zespołach. Prezentują się genialnie i to pod każdym względem, mogę nie być szybkie ani ciężkie a i tak powalają na kolana. Przez tyle lat uraczył nas niesamowitymi albumami co świadczy ponownie o jego wielkości poza tym to on jest twórcą wszystkich utworów,za co chylę czoło przed nim. W dzisiejszych czasach koleś wyodrębnia się stylem który jest charakterystyczny i pozwala mu się wybić ponad ten tłum gitarzystów średnich albo bardzo dobrych:P
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
