My Dying Bride - For Lies I Sire [2009]

Krążki killerskie i kompromitujące. Oryginalne i wtórne. Przełomowe i te, które duch czasów przegapił. Dyskutujcie bez wytchnienia.

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

adalbert
Posty: 211
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: adalbert »

Ja zapraszam do przeczytania recki płyty na innym portalu- nie konkurencyjnym, bo nie do końca metalowym:)
mój brat ja popełnił tak że sobie pozwolę na taka reklamę:
[link widoczny dla zalogowanych]
Atreju
Posty: 2576
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Atreju »

Dobra płyta. Jest parę świetnych numerów, ale całościowo lekkie rozczarowanie. Niestety poprzednia płyta to poprzeczka zawieszona zbyt wysoko.
Awatar użytkownika
Moongleam
Posty: 3346
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Moongleam »

Kirk pisze:'Bring Me Victory', ależ to jest paradajsowy kawałek!Zajebisty numer. Ta płyta pochłonęła mnie bez reszty. Niby jest wolna, nostalgiczna, ale jakoś nie mam wrażenia, że zespól zamula. Wbrew pozorom wręcz prze do przodu! Nowe jakościowo linie wokalne Aarona, wyrazista gra pałkera, pełne harmonii gitarowe riffy oraz urokliwy gotycki klimat są wyróżnikami tej płyty. Czyste linie wokalne jak choćby te w refrenie 'Santuraio Di Sanque' sprawiają, że nie ma tutaj tego dusznego, wisielczego klimatu, a sama muzyka zyskała na tym zabiegu sporo przestrzeni. Przesłuchałem 'For Lies I Sire' już dobre kilkanaście razy i za każdym razem odkrywam coś nowego. Wciąż mnie zaskakuje i wciąż sprawia, że chcę go smakować dalej. MDB nagrali płytę inną niż ostatnie ich dokonania, balansuje gdzieś pomiędzy dawnymi klasykami, a nową erą, jednak przybrali ten materiał w zupełnie nowe elementy i nie ma w tym wypadku mowy o kopiowaniu samych siebie. Jak się okazuje z tak wyeksploatowanego gatunku nadal potrafią wykrzesać coś nowego, co zaskoczy słuchacza, a jednocześnie pamiętają o swoim rodowodzie i nie odcinają się od swoich korzeni. Wydawałoby się, że wraz z powrotem skrzypiec wrócą do muzyki jaką grali na początku swojej muzycznej drogi, ale okazuje się, że było to myślenie nad wyraz błędne, bowiem sami muzycy mieli zupełnie inny pomysł na ten album. I bardzo dobrze, bo udowodnili tym samym, że latami potrafią poruszać się w obrębie jednego gatunku jednocześnie nie pożerając własnego ogona. Im się to udało i dlatego byli i są wielcy.
Kirk pisze:Właśnie do mnie przyszła.Wydanie angielskie. Cud malina!
Atreju pisze:Dobra płyta. Jest parę świetnych numerów, ale całościowo lekkie rozczarowanie. Niestety poprzednia płyta to poprzeczka zawieszona zbyt wysoko.
plyte przesluchalem na razie trzykrotnie i mam ja mniej wiecej obcykana. angole znow nagrali kawal porzadnej muzy, chociaz poprzedniej plyty nie przebili, ale wraz z kolejnymi odsluchami moze sie to zmienic, bo wg mnie jest tylko minimalnie gorsza.muzyka jest bardziej wokalna, nie tylko dlatego, ze growl dominuje tylko w jednym, przedostatnim kawalku, ale rowniez dlatego, ze wokale sa wysuniete do przodu, a gitary bardziej w tle, co mi akurat za bardzo nie podchodzi.no ale same kompozycje sa bardzo dobre. ten wspomniany z growlem jest czadowy, pozostale tez na rownym, wysokim poziomie.najlepsze czasy (czyli turn...) maja juz za soba, ale najgorsze rowniez i wychodzi na to, ze my dying dolaczyl do grona tych kapel, kt. wydaja kolejne solidne krazki, kt. nie zaskakuja juz niczym fanow, ale kt. wciaz sie podobaja.
niedawno kupilem sobie epke bring me victory - polecam, ale raczej fanom. plytka zawiera 4 utwory - bring me victory, Scarborough Fair (czyli tradycyjna piesn angielska), failure (kower Swans) i Vast Choirs z Graspop 2008 (widzialem ten koncert).
[link widoczny dla zalogowanych]
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Wygrzebałem ostatnio w zbiorach kasetowych żony kompilację "Trinity", na którą składają się m.in. utwory z dwóch wcześniejszych EPek. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, bo to w pytę granie, niekoniecznie tylko i wyłącznie ślamazarne, ale momentami szybsze, przede wszystkim jednak mocno osadzone w death metalu. Ponieważ moja znajomość twórczości MDB dotychczas, z tego co pamiętam, ograniczała się do pobieżnych kontemplacji "The Angel and the Dark River" oraz "Likie Gods of the Sun", których zawartości już nie pamiętam (ostatni raz leciały pewnie dekadę temu), to proszę o wskazanie które albumy Brytoli mają najbardziej death metalowy szlif. Pierwsze dwie ostatnio wstępnie poznałem, więc ewentualnie zależałoby mi na późniejszej twórczości.
Awatar użytkownika
FrutkQ
Posty: 2227
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: FrutkQ »

Deathowy nie deathowy, ale ja polecę Bargest O Whitby
_________________
.
ENCYKLOPEDIA METALU I HARD ROCKA - [link widoczny dla zalogowanych]
TOP 30 2025
https://www.youtube.com/watch?v=o4p6QUJ5t-0

Wróć do „Płyty”