Symphony X

Tutaj zakładamy tematy o zespołach metalowych!

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Symphony X

Post autor: Last Axeman »

Znakomity amerykański zespół prog metalowy, założony w 1994 roku, niemal idealnie łączący metalowy ciężar, łamańce i popisy techniczne z chwytliwymi melodiami oraz urzekającym klimatem. Atmosfera jest czynnikiem, który przede wszystkim odróżnia Symphony X od innych zespołów prog metalowych. Amerykanie generują bowiem klimat epicki, można powiedzieć, że filmowy wręcz. Każdy album tego bandu mógłby stanowić swoistą ścieżkę dźwiękową do epickiego, historycznego filmu, najlepiej dotyczącego czasów starożytnych (taką tematykę muzycy szczególnie sobie upodobali). Grupa, posiadająca w swoich szeregach tak znakomitych muzyków jak wirtuoz gitary Mike Romeo, jednego z najlepszych klawiszowców w metalowym światku - Michaela Pinnellę czy charyzmatycznego wokalistę Russela Allena, nie ma w zasadzie słabych wydawnictw na swoim koncie, a zdążyła wydać już 7 albumów długogrających. Forma zespołu nie spada, o czym świadczy najlepiej świetny, ubiegłoroczny LP pt. "Paradise Lost", doceniony również przez userów powermetal.pl, którzy wybrali go albumem roku 2007
Awatar użytkownika
Meltorm
Posty: 3723
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Meltorm »

Jedna z lepszych i ważniejszych grup na poletku progmetalowych. Jak napisałeś każda płyta jest świetna. Znakomici instrumentaliści. Romeo i jego Malmsteenowski styl robi na mnie spore wrażenie. Facet ma piekielnie dobry i mocny sound, dosłownie rozpruwający głośniki, Dream Theater wysiada na starcie pod tym względem przy SX. Russel Allen ma znakomity głos. Świetna mocna barwa.
Kapela na której wychowało się sporo młodszych progowych zespołów, które dzisiaj słuchamy jak inspirują się SX.
Byłem na koncercie kiedy supportowali DT. Co prawda nagłośnienie i ogólnie ich występ zrobiony był tak trochę od czapy chyba po to żeby przypoadkiem lepiej nie wypadli od DT. Mimo to zagrali świetnie. Jak będą w Polsce jeszcze to napewno się znowu wybiorę.
Ivanhoe
Posty: 2449
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Ivanhoe »

Najbardziej lubię Twilight in Olympus - piękna płyta, świetny prog-metal, zawiera motyw z twórczości Beethovena (Sonata klawiszowa - Pathétique [Cm, op. 13]), trochę krótsze utwory niż na poprzedniej płycie.
Ale najlepszą jest The Divine Wings Of Tragedy z licznymi nawiązaniami do prog rocka (zwłaszcza jeżeli chodzi o formę i strukturę "The Accolade"), GENIALNY utwór tytułowy, trwający ponad 20 minut i składajacy się z 7 części.
Po raz kolejny sięgnęli po wzorce klasyczne - tutaj słyszymy motywy z J.S. Bacha i G. Holsta. Utwór "The Divine Wings Of Tragedy" zawiera ponadto fragmenty z poematów Johna Miltona.
Ostatni album tez świetny. Zresztą nie nadaremno wyruszyli w trasę koncertową razem z Dream Theater. Bardzo podoba mi się udane połączenie spokojniejszych i bardziej agresywnych partii jak słyszymy to np. w utworze „Set The World On Fire”. "
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

Twilight In Olympus lubię akurat średnio, znacznie bardziej lubię "The Divine Wings...", "Paradise Lost" i "The Odyssey".
Awatar użytkownika
benek
Posty: 3524
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: benek »

bardzo lubię ten band. największy sentyment mam do The divine wings of tragedy i Twilight in Olympus. ostatnia podeszła mi średnio i jest jedyną której nie zakupiłem.
Gość
Posty: 3849
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Gość »

Istotnie, na Torwarze dali suto do pieca. Russel nie oszczędzał miechów.
"Paradise Lost" z perspektywy czasu, który upłynął, wydaje mi się trochę przydługawy. Robi się nudno a końca nie widać. Ale i tak jest to świetna płyta.
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

fakt, ze to co nalepszego na Paradise Lost jest na początku.
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Pierwszym albumem SX, który poznałem był "The Odyssey". Jak nietrudno się domyśleć od razu zmasakrował mi szorty niesamowitym, epicko - refleksyjnym klimatem budowanym przez wspaniałe melodie, przestrzenne klawisze Pinelli (m. in. Accolade II, King Of Terrors) oraz ciężkie, masywne riffy gitarowe (m.in. Inferno). W największym stopniu na łopatki położył mnie 24-minutowy kawałek tytułowy, zawierający wszystkie wspomniane elementy w ilościach podwojonych albo nawet potrojonych
Dzieło!!!
Awatar użytkownika
pan_Heathen
Posty: 9156
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: pan_Heathen »

Ja tam cenię ten zespoł głownie za kawałki typu "King Of Terrors" własnie, "Of Sins and Shadows" czy "Set the World on Fire (The Lie of Lies) ", czyli energiczne, przebojowe rockery z dużą dawką progresywnego łojenia i niesamowitym wokalem Allena.
Awatar użytkownika
Meltorm
Posty: 3723
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Meltorm »

A ja za takie cuda jak The Edge of Forever

Wróć do „Zespoły”