1. Blood in the Water 04:17
2. Burn the Sky 04:26
3. Brace for Impact 04:33
4. A Place to Die 04:22
5. The Walls 04:41
6. Cry for the Dead 04:36
7. The Wicked Hour 04:56
8. Too Many Lives 04:49
9. Grey Dragon 04:27
10. Reaggression 04:10
11. Undone 03:19
12. Seven Seconds 'til the End of the World 04:53
14 -ta płyta Flotsamów przeszła bez echa. Mi wstępnie kilka rzeczy pasuje, a kilka nie. Na plus Eric A.K. - cały czas w świetnej formie. Kompozycje od swietnych hitów jak "The Walls" po takie sobie patataje i tu główny minus.
Gdzie oni się tak spieszą ??? Pałker momentami gra jak europoweru co mnie drażni. W wolniejszych kawałkach jest ok, jak w "Cry for the Dead" - opętany
fajnie zaaranżowany z dobrą melodią. Podoba mi się też "Reaggression".
Jest dobrze i to chyba najlepsza płyta bez Edwarda Carlsona,którego mi brakuje dla równowagi.
https://www.youtube.com/watch?v=lH8oRT_ ... BU&index=5
https://www.youtube.com/watch?v=k_ITE-E ... BU&index=6
Flotsam and Jetsam - Blood in the Water
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
-
Tomek/Nevermore
- Posty: 2491
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
mam, nabyłem CD-ka po dwóch pełnych podejściach w necie
mnie ta płyta pasi, bardziej przebojowa od dobrej poprzedniczki
gary wywalone na maksa, masakrują (i bardzo dobrze)
cieszy forma weteranów, którzy już nic nie muszą, ale dają radę i wychodzi na to, że wciąż cieszy ich muza, którą nam proponują i tak trzymać!
mnie ta płyta pasi, bardziej przebojowa od dobrej poprzedniczki
gary wywalone na maksa, masakrują (i bardzo dobrze)
cieszy forma weteranów, którzy już nic nie muszą, ale dają radę i wychodzi na to, że wciąż cieszy ich muza, którą nam proponują i tak trzymać!
No niestety ta płyta to takie 6/10.
Niby nie boli, ale boli jak się porówna z przeszłością.
Wokale - jest jakiś pałer, ale spróbujcie w zwrotkach usłyszeć słowa. Od "My God" do "Ugly Noise" Eric potrafił zapierdalać i wrzeszczeć, ale wszystko perfekcyjnie słyszalne. Tu słychać głównie siłowe łałałałałałała łuuułałała.
Ja rozumiem, że pół internetu się cieszy, że skończyli kombinować z formą, ale jak dla mnie killerskie szoty "zwrotka-refren-zwrotka-refren-solówka-refren" trwające ok. 4 minuty to trochę proste wykonanie dla panów z pierwszej ligi, którzy zrobili kiedyś "Deams of Death" (ta, wiem, że skład był inny). Zero skomplikowania tych kawałków, pójście na łatwiznę, zero kreatywności.
Ciągle czytam, że thrash, thrash, Flotsam wraca na ostre tory. Nie, żeby mi na tym zależało, ale ta ostrość to trochę pudrowana na piekielną patatajka. Skojarzenie? Helloween z "mrocznych" płyt, jakieś "The Dark Ride" czy "Gambling with the Devil".
Można słuchać z przyjemnością, ale ta przyjemność idzie w wuj jak zdaje sobie sprawę, że nigdy nie zrobią już killerów jak "Keep Breathing", "Childhood Hero", "Take" czy "Run and Hide". Wiem, brak Carlsona, a mi kończy się muza do zachwycania się
Ciekawostka: co robi Carlson? Daje lekcje gry na gitarze, pisze tanie ebooki o grzie na gitarze i kręci filmiki. Bez twarzy, ale wygląda na pogodnego kolesia w ładnych swererkach, rodzinny facet z przedmieścia. Na jego stronie są frazesy o zamiłowaniu do muzy, ani słowa o metalu ani Flotsam
Ciekawe jakie rzeczy się tu zadziały po tym urazie ramienia o którym mówi wiki.
Niby nie boli, ale boli jak się porówna z przeszłością.
Wokale - jest jakiś pałer, ale spróbujcie w zwrotkach usłyszeć słowa. Od "My God" do "Ugly Noise" Eric potrafił zapierdalać i wrzeszczeć, ale wszystko perfekcyjnie słyszalne. Tu słychać głównie siłowe łałałałałałała łuuułałała.
Ja rozumiem, że pół internetu się cieszy, że skończyli kombinować z formą, ale jak dla mnie killerskie szoty "zwrotka-refren-zwrotka-refren-solówka-refren" trwające ok. 4 minuty to trochę proste wykonanie dla panów z pierwszej ligi, którzy zrobili kiedyś "Deams of Death" (ta, wiem, że skład był inny). Zero skomplikowania tych kawałków, pójście na łatwiznę, zero kreatywności.
Ciągle czytam, że thrash, thrash, Flotsam wraca na ostre tory. Nie, żeby mi na tym zależało, ale ta ostrość to trochę pudrowana na piekielną patatajka. Skojarzenie? Helloween z "mrocznych" płyt, jakieś "The Dark Ride" czy "Gambling with the Devil".
Można słuchać z przyjemnością, ale ta przyjemność idzie w wuj jak zdaje sobie sprawę, że nigdy nie zrobią już killerów jak "Keep Breathing", "Childhood Hero", "Take" czy "Run and Hide". Wiem, brak Carlsona, a mi kończy się muza do zachwycania się
Ciekawostka: co robi Carlson? Daje lekcje gry na gitarze, pisze tanie ebooki o grzie na gitarze i kręci filmiki. Bez twarzy, ale wygląda na pogodnego kolesia w ładnych swererkach, rodzinny facet z przedmieścia. Na jego stronie są frazesy o zamiłowaniu do muzy, ani słowa o metalu ani Flotsam
Ciekawe jakie rzeczy się tu zadziały po tym urazie ramienia o którym mówi wiki.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Nie wiem jak na nowej, bo jeszcze nie sprawdzałem całości, ale o poprzedniej też nie można powiedzieć, że jest thrashowa. To bardziej US power, który F&J zagrali po swojemu. "End of Chaos" to dobry album, ale według mnie kopa odbiera mu nieco zbyt wygładzona i zaokrąglona produkcja. Te nowe udostępnione wcześniej utwory podobają mi się, ale od strony produkcyjnej wydają się brzmieć podobnie niestety...
-
Tomek/Nevermore
- Posty: 2491
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Re: Flotsam and Jetsam - Blood in the Water
genialny numerprogmetall pisze:"Cry for the Dead" - opętanyfajnie zaaranżowany z dobrą melodią.
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
