Iron Maiden - Senjutsu
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
-
Tomek/Nevermore
- Posty: 2491
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Dokladnie, czysto subiektywnie to Judasi mają 7 strzałów, od Sin After Sin po Defenders .
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
_________________
http://www.zbychowka.eu/
https://www.facebook.com/pages/Zbych%C3 ... 6680871283
Ja bardzo ten album krytykowałem przez pierwsze dwa tygodnie, a o dziwo słucham go bardzo często. Wiadomo, nie jest to poziom klasyków, ani nawet Brave New World czy Dance of Dead, ale jednak coś mnie ciągnie do niego i często odpalam płytę.Kubeusz pisze:W sumie żadna strata, posłuchałem parę razy, ale w głowie raczej nie wiele zostaje i teraz mnie w ogóle nie ciągnie. Wrócę pewnie jak będzie wychodził nowy trzypłytowy album.
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Nie jest tak tragicznie z tym "Senjutsu" jakby wydawać się mogło. Całościowo chyba jest przyjemniej niż na "The Book of Souls". Od początku do "The Writing on the Wall" bomba, wszystko gra. Potem trochę wszystko siada - niedbale posklejane "Lost in the Lost World", chociaż te motywy pod wokalem każdy z osobna robią pozytywne wrażenie. "Days of Future Past" ma straszliwy refren, no nie mogę go udźwignąć. Potem "Time Machine" - w sumie dobry, rujnuje go ten jazgot gitarowy w środku. "Darkest Hour" w sumie bez historii. Ot, ballada. Taka nie męcząca i ładnie zaśpiewana choć ciutkę za długa. Dalej "Death of Celts". Bardzo fajny kawałek, znów świetnie sprawuje się Dickinson. "The Parchment" snuje i ciągnie się jak flaki z olejem. Chyba jedyny fragment płyty, którego nie potrafię ocenić, jest obojętny i nijaki. No i końcówka w postaci "Hell On Earth" znów znakomita. Tutaj zagrało wszystko - kompozycja, wokal, instrumenty. No wszystko.
Tak całościowo. Cieszy fakt, że Bruce nie wysila się. Śpiewa normalnie, bardzo ładnie, rzadko wchodzi w pianie. Tak by już mogło zostać. Cieszy też forma kompozytorska Harrisa. Dwa rewelacyjne kawałki po 10 minut, jedna długa wpadka i jeden w sumie niezły, ale niedopracowany numer to całkiem dobrze jak na pół płyty. Tyle właśnie tutaj zajmuje Harris Solo.
Z rzeczy mało przyjemnych. Razi recykling na dużą skalę wcale nie tak starych pomysłów. Mnóstwo motywów z przestrzeni od "Dance of Death" do "The Book of Souls" jest tutaj powielanych. Plus kilka starszych oczywiście.
Robota gitarowa jest w sumie mało porywająca, a szkoda bo gitary chyba zyskały na wyrazistości kosztem basu i Dickinsona. Ogólnie brzmienie chyba jest bardziej szorstkie niż to bywało na kilku poprzednich płytach.
No na tyle chyba było stać współczesne Maiden. Egzamin zdany tak na 3+ no może 4 po starej znajomości.
Tak całościowo. Cieszy fakt, że Bruce nie wysila się. Śpiewa normalnie, bardzo ładnie, rzadko wchodzi w pianie. Tak by już mogło zostać. Cieszy też forma kompozytorska Harrisa. Dwa rewelacyjne kawałki po 10 minut, jedna długa wpadka i jeden w sumie niezły, ale niedopracowany numer to całkiem dobrze jak na pół płyty. Tyle właśnie tutaj zajmuje Harris Solo.
Z rzeczy mało przyjemnych. Razi recykling na dużą skalę wcale nie tak starych pomysłów. Mnóstwo motywów z przestrzeni od "Dance of Death" do "The Book of Souls" jest tutaj powielanych. Plus kilka starszych oczywiście.
Robota gitarowa jest w sumie mało porywająca, a szkoda bo gitary chyba zyskały na wyrazistości kosztem basu i Dickinsona. Ogólnie brzmienie chyba jest bardziej szorstkie niż to bywało na kilku poprzednich płytach.
No na tyle chyba było stać współczesne Maiden. Egzamin zdany tak na 3+ no może 4 po starej znajomości.
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
