Ja słuchałem. Przez całe wakacje, dzień w dzień. I moim zdaniem tyle właśnie trzeba, żeby się z tym albumem oswoić, polubić i zaprzyjaźnić. Bo pierwsze wrażenia były średnie. Że monotonnie, że jednostajnie, że nudno. Ale potem zacząłem czuć klimat. Pierwszy utwór, który zapadł mi w pamięć, to było Darkest Hour. Jak dla mnie najbardziej "chwytliwy" utwór, choć balladka. Potem zakochałem się w Hell on Earth. A potem już poszło. Uważam ten album za naprawdę bardzo dobry. Część druga w moim odczuciu znacznie lepsza od pierwszej, jednak świetnie się słucha całości i nadal bardzo chętnie do tej płyty wracam. Choć fakt, album skierowany jest raczej do tych fanów, którzy wolą Iron Maiden w wersji długich, rozbudowanych kompozycji. Nie ma tam rokendrollowego, radosnego grania w rodzaju Can I Play With Madness, Iron Maiden czy Number of The Beast - czego zapewne wielu osobom może brakować.
_________________
Mors Tua, Vita Mea
Iron Maiden - Senjutsu
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
