Ekstremalne albumy...
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Ekstremalne albumy...
... czyli krążki które palą wioski. Służą przede wszystkim do miażdżenia ekologów i nastoletnich fanów Vader. Jakieś propozycje ? Proponuję umieszczać okładkę i kilka zdań komentarza żeby uniknąć wyliczanki. To kto zacznie
?
_________________
?
_________________
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
K0stek pisze:Oenologist napisał:Ja tam się nie znam na tych klimatach, ale chętnie poczytam o różnych okrucieństwachA ten jaki prowokator i siewca chaosu
Wypraszam sobie.Oenologist pisze:Ja tam się nie znam na tych klimatach, ale chętnie poczytam o różnych okrucieństwach
Ale ograniczamy się tylko do metalu, czy wyższe stopnie ekstremalnego wtajemniczenia też są mile widziane?
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
Cień pisze:Slayer - Reign In Blood, bo miażdży praktycznie wszystko co nosi nalepkę ekstremalny metal.Immolation - Close To a World Below, bo to pieprzone piekło na ziemi.
Nie ma co się ograniczaćOenologist pisze:Ale ograniczamy się tylko do metalu, czy wyższe stopnie ekstremalnego wtajemniczenia też są mile widziane?
_________________
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Elend - The Umbersun (1998)
Pierwszy album, który poprowadził mnie na drodze niemetalowej ekstremy. Wtedy właśnie zrozumiałem, że większość ostrego, agresywnego, szatańskiego grania spod znaku metalu może się schować przy tym dźwiękowym obrazie piekła. Nie było już naiwnych tekstów o diable, nie było rockowych banałów. Była za to symfoniczna burza, opentańcze wrzaski i chóry. Wydaje mi się, że właśnie w tym miejscu Elend zabrzmiał naprawdę wiarygodnie. Mniej tutaj hołdowania estetyce Dead Can Dance (aczkolwiek te wpływy są nadal słyszalne), nie ma sytetycznych, klawiszowych orkiestracji (jak na dwóch poprzednich albumach) - jest za to bardzo przekonująco przedstawiona wizja apokalipsy. Narracyjne fragmenty przeplatają się z chóralnymi interwencjami, a momentami cisza przed burzą staje się doprawdy niepokojąca.
Kolejna trylogia Elend pokazuje już nieco inne, mniej symfoniczne, mniej chóralne oblicze tego projektu. Właśnie na The Umbersun osiągnęli absolutną perfekcję w swoim fachu. Elend ma swój wpis na Metal Archives, więc myślę, że wszyscy fani muzyki metalowej powinni być zadowoleni.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
Pierwszy album, który poprowadził mnie na drodze niemetalowej ekstremy. Wtedy właśnie zrozumiałem, że większość ostrego, agresywnego, szatańskiego grania spod znaku metalu może się schować przy tym dźwiękowym obrazie piekła. Nie było już naiwnych tekstów o diable, nie było rockowych banałów. Była za to symfoniczna burza, opentańcze wrzaski i chóry. Wydaje mi się, że właśnie w tym miejscu Elend zabrzmiał naprawdę wiarygodnie. Mniej tutaj hołdowania estetyce Dead Can Dance (aczkolwiek te wpływy są nadal słyszalne), nie ma sytetycznych, klawiszowych orkiestracji (jak na dwóch poprzednich albumach) - jest za to bardzo przekonująco przedstawiona wizja apokalipsy. Narracyjne fragmenty przeplatają się z chóralnymi interwencjami, a momentami cisza przed burzą staje się doprawdy niepokojąca.
Kolejna trylogia Elend pokazuje już nieco inne, mniej symfoniczne, mniej chóralne oblicze tego projektu. Właśnie na The Umbersun osiągnęli absolutną perfekcję w swoim fachu. Elend ma swój wpis na Metal Archives, więc myślę, że wszyscy fani muzyki metalowej powinni być zadowoleni.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
