Them Crooked Vultures
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Them Crooked Vultures
A pozwoliłem sobie w tym dziale założyć bo ca tam, w sumie co to za różnica. No wiec jest to nowy projekt panów:
Josh Homme (Queens of the Stone Age) - gitara i wokal
Dave Grohl (Foo fighters) - perkusja (ciekawe czy też coś powokalizuje)
John Paul Jones (Led Zeppelin) - bassss
Alain Johannes (to Queens, to Cornell to innne) - gitara
Płyta ma się nazywać Never Deserved The Tuture
Tu macie sneak peeka:
http://www.youtube.com/watch?v=iQEOEnQlXjg
i kawałek kawałka z koncertu w jakiejś tam jakości:
http://www.youtube.com/watch?v=ViUgGoRKSg4
Nie wiem jak wy ale ja czekam niecierpliwie
Josh Homme (Queens of the Stone Age) - gitara i wokal
Dave Grohl (Foo fighters) - perkusja (ciekawe czy też coś powokalizuje)
John Paul Jones (Led Zeppelin) - bassss
Alain Johannes (to Queens, to Cornell to innne) - gitara
Płyta ma się nazywać Never Deserved The Tuture
Tu macie sneak peeka:
http://www.youtube.com/watch?v=iQEOEnQlXjg
i kawałek kawałka z koncertu w jakiejś tam jakości:
http://www.youtube.com/watch?v=ViUgGoRKSg4
Nie wiem jak wy ale ja czekam niecierpliwie
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Powiem tak: płyta jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. W dodatku jednocześnie pozytywnym i ... negatywnym.
Sama muzyka jest wspaniała a nie spodziewałem się takiej. Zazwyczaj all-stary popadają w straszną przeciętność muzyczną przy czarowaniu nazwiskami i ogranymi patentami. Tutaj spodziewałem się jakiegoś względnie przyswajalnego stonera a dostałem trochę więcej: Zeppelinowski rock z dopiero elementami stonera, nutkami psychodeli i kosmosu. Poza tym mnóstwo tu wstawek z 'zupełnie innej beczki' co fajnie wpływa na różnorodność tej płyty. Kompozycje naprawdę intrygujące ale więcej to mogłbym coś o nich napisać po dokłądniejszym przesłuchaniu (a katować to będę, pewnie i CD sobię szybko sprawię). Co do muzyków: w tle JPJ robi świetny klimat - nigdy koleś nie był mega-technikiem ale zawsze uwielbiałem jego grę w Led Zeppelin - tutaj robi równie dobrą robotę. Sugestywnie, z feelingiem napędza całą tą machinę dla gitar. Dave'a Grohla lubie dość, ale tylko jego samego, bo jego wszystkie zespoły darzę raczej chłodną obojętnością. Sam w sobie Dave gra fajnie, bo ma takie Bonhamowskie pieprznięcie - co tym bardziej pasuje tutaj w duecie rytmicznym z Jonesem. Gitary po prostu fantastyczne - całe mnóstwo pomysłowych zagrywek, świetne Zeppelinowskie riffy. Może tylko solówek zapadających w pamięć mi zabrakło ale to nic. Dużo w gitarze psychodeli co świetnie wzbogaciło całą tą mieszankę.
No i czas przejść do wspomnianego zaskoczenia negatywnego: wokal. Nie będę tutaj się silił na obiektywizm, bo po prostu wokalu Homme'a nigdy nie lubiłem ale żywiłem jednak nadzieję, że się trochę tutaj rozkrzyczy - no ale niestety wokal jest tylko dodatkiem do muzyki a ja wolę, kiedy jest jej częścią. Nijaki, bezsinly i bezjajeczny ten wokal. Taki rozkrzyczany Plant-wannabie zrobił by z tego coś super
Ale ogólnie podoba mi się.
Sama muzyka jest wspaniała a nie spodziewałem się takiej. Zazwyczaj all-stary popadają w straszną przeciętność muzyczną przy czarowaniu nazwiskami i ogranymi patentami. Tutaj spodziewałem się jakiegoś względnie przyswajalnego stonera a dostałem trochę więcej: Zeppelinowski rock z dopiero elementami stonera, nutkami psychodeli i kosmosu. Poza tym mnóstwo tu wstawek z 'zupełnie innej beczki' co fajnie wpływa na różnorodność tej płyty. Kompozycje naprawdę intrygujące ale więcej to mogłbym coś o nich napisać po dokłądniejszym przesłuchaniu (a katować to będę, pewnie i CD sobię szybko sprawię). Co do muzyków: w tle JPJ robi świetny klimat - nigdy koleś nie był mega-technikiem ale zawsze uwielbiałem jego grę w Led Zeppelin - tutaj robi równie dobrą robotę. Sugestywnie, z feelingiem napędza całą tą machinę dla gitar. Dave'a Grohla lubie dość, ale tylko jego samego, bo jego wszystkie zespoły darzę raczej chłodną obojętnością. Sam w sobie Dave gra fajnie, bo ma takie Bonhamowskie pieprznięcie - co tym bardziej pasuje tutaj w duecie rytmicznym z Jonesem. Gitary po prostu fantastyczne - całe mnóstwo pomysłowych zagrywek, świetne Zeppelinowskie riffy. Może tylko solówek zapadających w pamięć mi zabrakło ale to nic. Dużo w gitarze psychodeli co świetnie wzbogaciło całą tą mieszankę.
No i czas przejść do wspomnianego zaskoczenia negatywnego: wokal. Nie będę tutaj się silił na obiektywizm, bo po prostu wokalu Homme'a nigdy nie lubiłem ale żywiłem jednak nadzieję, że się trochę tutaj rozkrzyczy - no ale niestety wokal jest tylko dodatkiem do muzyki a ja wolę, kiedy jest jej częścią. Nijaki, bezsinly i bezjajeczny ten wokal. Taki rozkrzyczany Plant-wannabie zrobił by z tego coś super
Ale ogólnie podoba mi się.
