MEGADETH - Endgame [2009]
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Na pewno najlepszy album od dawna ale do świetności to mu jeszcze brakuje. Pierdolenie Rudego o powrocie do dni chwały o tyle zasadne że słychać ewidentne odniesienia okresu CTE (takie Bodies dość nachalnie kojarzy się z Symphony Of Destruction) i miejscami nawet RIP (najlepsze numery na płycie- Bit The Hand i Head Crusher). Ogólnie jest nieźle ale na razie jakoś specjalnie się nie opsrałem przy słuchaniu.
Też po razie jestem. Otwieracz to jakieś gówno i nieco odstrasza ale drugi numer to już może przypominać galopady z RiPa. Jest kilka kwasów albo może zwyczajnie nieco mniej interesujących momentów. Jednak tym albumem rudy pokazał, że komponować to potrafi jak mało kto. Następna sprawa to solówki. Po prostu pozamiatali, nawet Mustaine bardziej się wysilił niż tylko pentatonika. Broderick to klasa sama w sobie, a jak próbuje naśladować Friedmana
No jestem na duże TAK ale mogło być jeszcze lepiej.
No jestem na duże TAK ale mogło być jeszcze lepiej.
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Po pierwszym odsłuchu - marketingowe gadki od razu sobie podarujmy. Płyta jest solidna ale w rzemieślniczym tego słowa znaczeniu. Brak iskry i różnorodności. To kawał dobrze wyciosanego i odegranego, ale jednak jednolitego klocka. Od początku do końca jest praktycznie tak samo. Brak temu materiałowi lotnych melodii, jakiejś iskry, no czegoś (kogoś) jest tu brak. A Broderick jest zajebisty ale Friedmanem nie będzie.
_________________
podpis musi być zajebisty!
_________________
podpis musi być zajebisty!
Ale przynajmniej nie ma zamulania i grania na czas. Generalnie jest cały czas do przodu. Nooo, początek "The Hardest Part of Letting Go...Sealed With a Kiss" (co za tytuł w ogóle
) jest nie teges, ale potem kawałek się rozkręca co nie zmienia faktu, że to najsłabszy utwór na płycie.
_________________
) jest nie teges, ale potem kawałek się rozkręca co nie zmienia faktu, że to najsłabszy utwór na płycie.
_________________
