MEGADETH - Endgame [2009]

Krążki killerskie i kompromitujące. Oryginalne i wtórne. Przełomowe i te, które duch czasów przegapił. Dyskutujcie bez wytchnienia.

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

K0stek
Posty: 2671
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: K0stek »

Po jednym przesłuchaniu tak "na ciepło" stwierdzam, że album jest zdecydowanie lepszy niż poprzedni.
_________________
Awatar użytkownika
Bartek (BD)
Posty: 1780
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Bartek (BD) »

"This Day We Fight"
\m/
Awatar użytkownika
berba
Posty: 6274
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: berba »

Świetny album, i jak wcześniej zauważył K0stek, Endgame przebija poprzednika
Awatar użytkownika
firesoul
Posty: 7123
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: firesoul »

Na pewno najlepszy album od dawna ale do świetności to mu jeszcze brakuje. Pierdolenie Rudego o powrocie do dni chwały o tyle zasadne że słychać ewidentne odniesienia okresu CTE (takie Bodies dość nachalnie kojarzy się z Symphony Of Destruction) i miejscami nawet RIP (najlepsze numery na płycie- Bit The Hand i Head Crusher). Ogólnie jest nieźle ale na razie jakoś specjalnie się nie opsrałem przy słuchaniu.
K0stek
Posty: 2671
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: K0stek »

Bartek (BD) pisze:"This Day We Fight"\m/
Dzisiej walczym
Przyzwoita płyta, wreszcie trochę ognia w riffach.
_________________
Awatar użytkownika
Meltorm
Posty: 3723
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Meltorm »

Też po razie jestem. Otwieracz to jakieś gówno i nieco odstrasza ale drugi numer to już może przypominać galopady z RiPa. Jest kilka kwasów albo może zwyczajnie nieco mniej interesujących momentów. Jednak tym albumem rudy pokazał, że komponować to potrafi jak mało kto. Następna sprawa to solówki. Po prostu pozamiatali, nawet Mustaine bardziej się wysilił niż tylko pentatonika. Broderick to klasa sama w sobie, a jak próbuje naśladować Friedmana
No jestem na duże TAK ale mogło być jeszcze lepiej.
Awatar użytkownika
firesoul
Posty: 7123
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: firesoul »

Prawda, solowki to sól tej płyty
Awatar użytkownika
Kamilbolt
Posty: 6643
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Kamilbolt »

Właśnie jestem po pierwszym odsłuchu i mogę tylko powiedzieć, ze poprzedni album może spadać :killer:
Rudy w świetnej formie zarówno wokalnej, jak i muzycznej.
Awatar użytkownika
SwordMaster
Posty: 4148
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: SwordMaster »

Po pierwszym odsłuchu - marketingowe gadki od razu sobie podarujmy. Płyta jest solidna ale w rzemieślniczym tego słowa znaczeniu. Brak iskry i różnorodności. To kawał dobrze wyciosanego i odegranego, ale jednak jednolitego klocka. Od początku do końca jest praktycznie tak samo. Brak temu materiałowi lotnych melodii, jakiejś iskry, no czegoś (kogoś) jest tu brak. A Broderick jest zajebisty ale Friedmanem nie będzie.
_________________
podpis musi być zajebisty!
K0stek
Posty: 2671
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: K0stek »

Ale przynajmniej nie ma zamulania i grania na czas. Generalnie jest cały czas do przodu. Nooo, początek "The Hardest Part of Letting Go...Sealed With a Kiss" (co za tytuł w ogóle
) jest nie teges, ale potem kawałek się rozkręca co nie zmienia faktu, że to najsłabszy utwór na płycie.
_________________

Wróć do „Płyty”