Deicide - Legion [1992]
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Deicide - Legion [1992]
pomijając moje wkurwienie wywołane otrzymaniem cedeka psu z pyska wyjętego chciałbym pogadać o jednym z nawiększych death metalowych dzieł jakie kiedykolwiek ujrzały światło piekielne....
MAAASAAAAKRAAAAAAA !!!!!
w ogóle TEN deicide niestety ma się nijak do stuffu który grają ci kolesie obecnie, teraz to jakieś melodyjne gówno dla emo sweterków...
MAAASAAAAKRAAAAAAA !!!!!
w ogóle TEN deicide niestety ma się nijak do stuffu który grają ci kolesie obecnie, teraz to jakieś melodyjne gówno dla emo sweterków...
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Zajebistość w każdym calu naturalnie. Stawiam na topie zaraz obok "Once Upon the Cross", a niewiele przed "Deicide". Precyzja, prędkość, technika i szatan
ps. Proponuję przenieść temat do działu zespoły i przerobić go na temat o całym dorobku Amerykanów, ponieważ porównania do innych płyt Deicide i opinie na ich temat na bank zaraz się pojawią
ps. Proponuję przenieść temat do działu zespoły i przerobić go na temat o całym dorobku Amerykanów, ponieważ porównania do innych płyt Deicide i opinie na ich temat na bank zaraz się pojawią
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
być może, zależy zresztą pod jakim kontem patrzeć na brutalność, oczywiście litycznie i względem przekazu jest nadal bardzo brutalnie, ale wokal mimo że zajebisty growl to jednak opentańcze wokale z Legion bardziej mi w tej muzie odpowiadająLast Axeman pisze:Mało? Nie do końca się zgadzam. Jest wolniejsza. Może dlatego odnosisz wrażenie mniejszej brutalności.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Z tego co pamiętam, na "Once Upon the Cross" Benton mocno ograniczył (o ile nie całkowicie - muszę sobie ten album przypomnieć pod tym kątem) swoje histeryczne "szczekanie", które obecne było na pierwszych dwóch płytach, koncentrując się jedynie na growlu
Nie wiem tylko czy akurat to miałeś na myśli...
Nie wiem tylko czy akurat to miałeś na myśli...
no dokładnie to, wokale na Legion to majstersztyk death metalu imo, zresztą wszystko na tej płycie to totalny wypierd szatanaLast Axeman pisze:Z tego co pamiętam, na "Once Upon the Cross" Benton mocno ograniczył (o ile nie całkowicie - muszę sobie ten album przypomnieć pod tym kątem) swoje histeryczne "szczekanie", które obecne było na pierwszych dwóch płytach, koncentrując się jedynie na growluNie wiem tylko czy akurat to miałeś na myśli...
haha pamiętam swój pierwszy kontakt z muzyką Deicide - koniec podstawówki początek LO- zmienialem w kompie tytuly mp3 żeby przypadkiem matka nie zobaczyła czego słucham ;]
ehhh.... ;]
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Przyznaję, że też miałem początkowo obawy ze słuchaniem ekipy Bentona
W moim przypadku jednak nie była to kwestia zmiany tytułów w plikach mp3 (wówczas jeszcze coś takiego chyba nie istniało, a na pewno ja tego nie znałem), ale odpuszczenia sobie skserowania okładki "Once Upon the Cross", co czyniłem przy większości przegrywanych wówczas taśm
A było to jakoś na początku szkoły średniej
Zresztą kilka miechów wcześniej, przeżywając pierwsze, największe zachwyty Slayer'em i Mercyful Fate, też sobie wielokrotnie myślałem: "Kurwa! Co się ze mną dzieje. Ostatnio słucham tylko satanistów!"
W moim przypadku jednak nie była to kwestia zmiany tytułów w plikach mp3 (wówczas jeszcze coś takiego chyba nie istniało, a na pewno ja tego nie znałem), ale odpuszczenia sobie skserowania okładki "Once Upon the Cross", co czyniłem przy większości przegrywanych wówczas taśm
A było to jakoś na początku szkoły średniej
Zresztą kilka miechów wcześniej, przeżywając pierwsze, największe zachwyty Slayer'em i Mercyful Fate, też sobie wielokrotnie myślałem: "Kurwa! Co się ze mną dzieje. Ostatnio słucham tylko satanistów!"
