Koncept albumy czyli wisienka na metalowym torcie

Ten dział jest poświęcony wszystkiemu, co wiąże się z naszą ulubioną muzyką. Newsy, ciekawostki, plotki, wydarzenia. Ile tylko dusza zapragnie!

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Awatar użytkownika
firesoul
Posty: 7123
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: firesoul »

Oczywiście że osiągnął bo niby dlaczego tych płyt nie można by tak określić?
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

No właśnie dlaczego? Z pełną odpowiedzialnością podszedłem do sprawy asekurancko
Według mnie spokojnie można nazwać je konceptami. A pierwsze? Trzeba by wyjaśnić kwestię czy z koncept albumem mamy do czynienia tylko i wyłącznie w przypadku wspólnej myśli przewodniej dla wszystkich utworów zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej czy dopuszcza się także określanie w ten sposób albumu, gdy wyjątkową zamierzoną spójność wykazuje tylko jedna warstwa?
Maggus
Posty: 108
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Maggus »

A propos tego Nostradamusa to "Nostradamus" Nikolo Kotzev'a to kawał dobrej płyty. Świetne koncept albumy robi Ayreon. Z ulubionych z ostatnich lat to jestem nieodmiennie zafascynowany "Blood on the highway" Kena Hensleya.
Numer jeden to u mnie "Metropolis pt.2: Scenes from a memory" Dream Theater, arcydzieło gatunku. Natomiast Operation Mindcrime nigdy mnie nie wzięło jakoś...
Awatar użytkownika
Oenologist
Posty: 5025
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Oenologist »

Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
hollowman
Posty: 2560
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: hollowman »

ostatnio szaleję za The girl who was...death i Dies Irae, chociaż to nie metal, trudno o coś lepszego...
Awatar użytkownika
Greebo
Posty: 4945
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Greebo »

Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
ostatnio szaleję za The girl who was...death i Dies Irae, chociaż to nie metal, trudno o coś lepszego...
No ja szaleję już od jakiegoś czasu. Ale bardziej niż za Dies Irae to jednak za Eliogabalusem i Sacrilegium. Jestem ciągle w szoku Mr Doctorem.
Awatar użytkownika
Oenologist
Posty: 5025
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Oenologist »

Rune Of Torment pisze:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.
Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
Mówimy o autoplagiatach, czy o stosowaniu powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
Awatar użytkownika
Greebo
Posty: 4945
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Greebo »

Oenologist pisze:Rune Of Torment napisał:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.Mówimy o autoplagiatach, czy o stosowaniu powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?
Rune Of Torment pisze:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.
Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
No w przypadku Idola oczywiście o tym drugim. Co nie zmienia faktu, że powtórzenie to powtórzenie. Wyobraź sobie sytuacje, że Idol to nie koncept i w co drugim kawałku słyszysz coś co juz się przewinęło parę minut temu. No nie jest już tak wesoło.
Awatar użytkownika
Moongleam
Posty: 3346
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Moongleam »

Oenologist pisze:powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?
to taki "fancy talk" na autoplagiat
.
w virgin steele takie cos sie pojawia.
_________________
Czas na zmianę podpisu.
hollowman
Posty: 2560
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: hollowman »

No ja szaleję już od jakiegoś czasu. Ale bardziej niż za Dies Irae to jednak za Eliogabalusem i Sacrilegium. Jestem ciągle w szoku Mr Doctorem.
ja słuchałem po raz pierwszy może z 5-6 lat temu, jak widać to wszystkiego trzeba dorosnąć...
wszystko co ten facet stworzył to geniusz w czystej postaci...