Koncept albumy czyli wisienka na metalowym torcie
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
No właśnie dlaczego? Z pełną odpowiedzialnością podszedłem do sprawy asekurancko
Według mnie spokojnie można nazwać je konceptami. A pierwsze? Trzeba by wyjaśnić kwestię czy z koncept albumem mamy do czynienia tylko i wyłącznie w przypadku wspólnej myśli przewodniej dla wszystkich utworów zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej czy dopuszcza się także określanie w ten sposób albumu, gdy wyjątkową zamierzoną spójność wykazuje tylko jedna warstwa?
Według mnie spokojnie można nazwać je konceptami. A pierwsze? Trzeba by wyjaśnić kwestię czy z koncept albumem mamy do czynienia tylko i wyłącznie w przypadku wspólnej myśli przewodniej dla wszystkich utworów zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej czy dopuszcza się także określanie w ten sposób albumu, gdy wyjątkową zamierzoną spójność wykazuje tylko jedna warstwa?
A propos tego Nostradamusa to "Nostradamus" Nikolo Kotzev'a to kawał dobrej płyty. Świetne koncept albumy robi Ayreon. Z ulubionych z ostatnich lat to jestem nieodmiennie zafascynowany "Blood on the highway" Kena Hensleya.
Numer jeden to u mnie "Metropolis pt.2: Scenes from a memory" Dream Theater, arcydzieło gatunku. Natomiast Operation Mindcrime nigdy mnie nie wzięło jakoś...
Numer jeden to u mnie "Metropolis pt.2: Scenes from a memory" Dream Theater, arcydzieło gatunku. Natomiast Operation Mindcrime nigdy mnie nie wzięło jakoś...
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
No ja szaleję już od jakiegoś czasu. Ale bardziej niż za Dies Irae to jednak za Eliogabalusem i Sacrilegium. Jestem ciągle w szoku Mr Doctorem.ostatnio szaleję za The girl who was...death i Dies Irae, chociaż to nie metal, trudno o coś lepszego...
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Rune Of Torment pisze:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.
Mówimy o autoplagiatach, czy o stosowaniu powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
Oenologist pisze:Rune Of Torment napisał:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.Mówimy o autoplagiatach, czy o stosowaniu powracających motywów, aplikowanych z rozmysłem i niegłupio?
Rune Of Torment pisze:Oenologist napisał:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.Podobnie to widzę ale troche nie do końca. Zapełniacze to pikuś w porównaniu do tego ile autoplagiatów i powtórzeń można albumowi wybaczyć jeśli jest to koncept. Najlepszy przykład - The Crimson Idol.
No w przypadku Idola oczywiście o tym drugim. Co nie zmienia faktu, że powtórzenie to powtórzenie. Wyobraź sobie sytuacje, że Idol to nie koncept i w co drugim kawałku słyszysz coś co juz się przewinęło parę minut temu. No nie jest już tak wesoło.Oenologist pisze:Myślę, że łatwiej jest zrobić poprawny koncept (lub quasi-koncept) album, niźli zwyczajny mix przypadkowych utworów. Przynajmniej można wtedy łatwo się wyłgać w kwestii obecności utworów-wypełniaczy. Zawsze to jakiś element konceptu, który (teoretycznie) ma swoje miejsce.
ja słuchałem po raz pierwszy może z 5-6 lat temu, jak widać to wszystkiego trzeba dorosnąć...No ja szaleję już od jakiegoś czasu. Ale bardziej niż za Dies Irae to jednak za Eliogabalusem i Sacrilegium. Jestem ciągle w szoku Mr Doctorem.
wszystko co ten facet stworzył to geniusz w czystej postaci...
