Blind Guardian - At the Edge of Time [2010]
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Ten jaki frustratfiresoul pisze:Naprawdę się staram ale męcząca ta płyta jak gawędy styropianowych kombatantów. Przy tym słychać że kilka numerów naprawdę ma potencjał. Jakby wyjebać te wszystkie smyki, fujarki i harmoszki w pizdu, podkręcić gitary i trochę przypierdolić à la early albo chociaż mid- 90-ties byłoby całkiem git tylko do nich musi w końcu dotrzeć że niebieskie tabletki to w pewnych sytuacjach nie wstyd tylko absolutna konieczność a heavy metal dla starczego uwiądu nie jest wyrozumiały w większym stopniu niż dziewiętnastoletnia narzeczona
Na razie przesłuchałem pierwsze 3 kawałki i moja opinia jest zgoła ambiwalentna. Wrócę do domu, przesłucham resztę - ale mnie jakoś te epickie wstawki nie drażnią, a Hansi jest w wyższej formie niż na ostatnich dwóch płytach mimo, że w najwyższych rejestrach ubyło mu nieco agresji.
_________________
Prawdziwy fan Manowar nie nosi skarpet, a wypatroszone głowy niedźwiedzi.
To dlatego że moja frustracja narasta w postępie geometrycznym od niemal dekady i ciężko jest mi się pogodzić z tym co porobiło się z zespołem którego fanklubową legitymację nosiłem na sercu z dumą przez kilka latDaNail pisze:Ten jaki frustrat
A najbardziej wkurza mnie to że słucham choćby takiego "Valkyries"- kompozycyjnie numeru zajebistego i czuję się równocześnie jakbym był na zbowidowskim wieczorku tanecznym
Ja sobie nawet gitarę z okładki "Imaginations..." na ramieniu wydziarałem więc jako ultrafan Blind Guardian nie mogę być aż taki krytycznyfiresoul pisze:To dlatego że moja frustracja narasta w postępie geometrycznym od niemal dekady i ciężko jest mi się pogodzić z tym co porobiło się z zespołem którego fanklubową legitymację nosiłem na sercu z dumą przez kilka lat
_________________
Prawdziwy fan Manowar nie nosi skarpet, a wypatroszone głowy niedźwiedzi.
