Twilight -> Beyond Twilight
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Twilight -> Beyond Twilight
Temat niewątpliwie przydatny bo Beyond Twilight ma na forum mocną grupę wsparcia, która będzie sobie mogła tu do woli pohasać, a ja przy okazji też się wyżyję i popiszę sobie o moim ulubionym jajku z którego ta urodziwa kura się wylęgła
Pod szyldem
Twilight
ekipa z duńskiego Horsens wydała otóż dwa albumy które, przy całej mojej sympatii do wcielenia z Beyond na początku, uważam za jej szczytowe osiągnięcia.
Granie to niewątpliwie mniej pokręcone niż BT, utrzymane w tradycyjnych (prog)powerowych standardach jednak przesiąknięte nieprawdopodobnym klimatem i kipiące całą masą kapitalnych riffów i melodii autorstwa duetu Finn Zierler/ Micke Därth.
Pełnometrażowy debiut "Eye For An Eye" to kapitalny dark power metal, w którym można by spokojnie odnaleźć echa najlepszych dokonań Tad Morose czy choćby wczesnego (w mniejszym stopniu), gdyby nie drobny szczegół dotyczący daty wydania tego krążka. Otóż miało to miejsce w roku 1994 czyli sporo przed szczytowym okresem Tadka i równie długo przed pierwszym albumem ekipy Englunda.
"Eye For An Eye" zieje dziesięcioma mrocznymi powermetalowymi numerami, w których można się już doszukać progresywnych elementów (choćby w utworze tytułowym, To The End czy Sail Away) ale jednak jeszcze zdominowanych klasycznym katakumbowo-cmentarnym skandynawskim powerem. Surowe, ciężkie brzmienie gitar przywodzące na myśl innego trzeciego szwedzkiego giganta tego nurtu (wiadomo jakiego
) dopełnia kapitalny wokal Andersa Engberga (później m.in. Lion's Share) i niesamowite, klimatyczne partie klawiszowe Zierlera.
Żeby nie było tak całkiem różowo szczerze trzeba powiedzieć że panowie Zierler i Därth nie zawsze grzeszyli na tym albumie oryginalnością (choćby Imperfection to swoisty "Tribute to Savatage" z Jesus Saves i Hall Of The Mountain King na czele, z resztą "zapożyczeń" z innych zespołów można na płycie znaleźć jeszcze kilka
Tym niemniej w 50 minutach upchali na tyle dużo swoich świetnych pomysłów że te kalki mnie akurat jakoś strasznie nie rażą i nie odbijają się specjalnie na całościowej ocenie albumu, czyli 9/10
Na drugi krążęk Twilight- "The Edge" trzeba było czekać aż 5 lat. Chociaż to może nienajlepsze określenie bo wygląda że "The Edge" to po prostu reedycja demówki o tym samym tytule z 1992 roku. Tym niemniej o tyle to dziwne że utwory z tego albumu brzmią niewątpliwie dojrzalej niż te z debiutu i w przypadku The Edge mamy już do czynienia z pełnoprawnym progmetalem na bardzo wysokim poziomie. O wpływach, podobieństwach i tego typu rzeczach rozpisywać się nie będę bo progmetal to zasadniczo nie moja brocha, więc niech każdy sam sobie wstawi odpowiednie nazwy
Dla mnie najistotniejszy jest fakt że płyta łączy prog i power w idealnych proporcjach, jest totalnie pozbawiona zamulania i dłużyzn. Riffy, melodyka i klimat całości oczywiście top-class. Jedyny dłuższy numer to wieńczący dzieło, miażdżący The Black Manifest który jako jedyny nie znalazł się na wersji z '92 roku. Całość jak w ryj strzelił 9,5/10
Obydwa krążki uwielbiam, może trochę bardziej dwójkę (ale niewiele
i IMO obydwa to pozycje musowe dla fanów takiego grania
Pod szyldem
Twilight
ekipa z duńskiego Horsens wydała otóż dwa albumy które, przy całej mojej sympatii do wcielenia z Beyond na początku, uważam za jej szczytowe osiągnięcia.
Granie to niewątpliwie mniej pokręcone niż BT, utrzymane w tradycyjnych (prog)powerowych standardach jednak przesiąknięte nieprawdopodobnym klimatem i kipiące całą masą kapitalnych riffów i melodii autorstwa duetu Finn Zierler/ Micke Därth.
Pełnometrażowy debiut "Eye For An Eye" to kapitalny dark power metal, w którym można by spokojnie odnaleźć echa najlepszych dokonań Tad Morose czy choćby wczesnego (w mniejszym stopniu), gdyby nie drobny szczegół dotyczący daty wydania tego krążka. Otóż miało to miejsce w roku 1994 czyli sporo przed szczytowym okresem Tadka i równie długo przed pierwszym albumem ekipy Englunda.
"Eye For An Eye" zieje dziesięcioma mrocznymi powermetalowymi numerami, w których można się już doszukać progresywnych elementów (choćby w utworze tytułowym, To The End czy Sail Away) ale jednak jeszcze zdominowanych klasycznym katakumbowo-cmentarnym skandynawskim powerem. Surowe, ciężkie brzmienie gitar przywodzące na myśl innego trzeciego szwedzkiego giganta tego nurtu (wiadomo jakiego
) dopełnia kapitalny wokal Andersa Engberga (później m.in. Lion's Share) i niesamowite, klimatyczne partie klawiszowe Zierlera.
Żeby nie było tak całkiem różowo szczerze trzeba powiedzieć że panowie Zierler i Därth nie zawsze grzeszyli na tym albumie oryginalnością (choćby Imperfection to swoisty "Tribute to Savatage" z Jesus Saves i Hall Of The Mountain King na czele, z resztą "zapożyczeń" z innych zespołów można na płycie znaleźć jeszcze kilka
Tym niemniej w 50 minutach upchali na tyle dużo swoich świetnych pomysłów że te kalki mnie akurat jakoś strasznie nie rażą i nie odbijają się specjalnie na całościowej ocenie albumu, czyli 9/10
Na drugi krążęk Twilight- "The Edge" trzeba było czekać aż 5 lat. Chociaż to może nienajlepsze określenie bo wygląda że "The Edge" to po prostu reedycja demówki o tym samym tytule z 1992 roku. Tym niemniej o tyle to dziwne że utwory z tego albumu brzmią niewątpliwie dojrzalej niż te z debiutu i w przypadku The Edge mamy już do czynienia z pełnoprawnym progmetalem na bardzo wysokim poziomie. O wpływach, podobieństwach i tego typu rzeczach rozpisywać się nie będę bo progmetal to zasadniczo nie moja brocha, więc niech każdy sam sobie wstawi odpowiednie nazwy
Dla mnie najistotniejszy jest fakt że płyta łączy prog i power w idealnych proporcjach, jest totalnie pozbawiona zamulania i dłużyzn. Riffy, melodyka i klimat całości oczywiście top-class. Jedyny dłuższy numer to wieńczący dzieło, miażdżący The Black Manifest który jako jedyny nie znalazł się na wersji z '92 roku. Całość jak w ryj strzelił 9,5/10
Obydwa krążki uwielbiam, może trochę bardziej dwójkę (ale niewiele
i IMO obydwa to pozycje musowe dla fanów takiego grania
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Rzucone nazwy to tylko pewne ogólne punkty orientacyjne dla pokazania, że Twilight i Beyond Twilight to stylistycznie nie to samo chociaż tu i tu można przypiąć łatkę progmetal. TWilight preferował granie niewątpliwie mniej pokręcone ale nie mniej (a może i bardziej) klimatyczne, a na pewno cięższe.
