Zasadniczo z tego co pamiętam ten zespół to był strasznie szitowy lajt, świadczący tylko tym jak bardzo wyspiarze, oprócz Dragonforce oczywiście, hehe, są metalowo zacofani. Zresztą samych wyspiarzy też tam nie było nigdy zbyt wielu. Siła tego zespołu to była przeważnie armia zaciężna z kontynentu, która w końcu opuściła szeregi zespołu. Kapela przetrwała i została uformowana na nowo.
I to jest w zasadzie nowy zespół. Nadal proponuje nam pogodne i melodyjne kawałki, jednak brzmienie jest o wiele cięższe i szersze, gitarzyści wywijają znacznie ciekawiej, mamy lekko progresywne zapędy ale też i momenty brzmiące jak... Lombard
lub "Jump" Van Halen. Wszystko dlatego, że Steve Williams, szef załogi, ma nadal to samo wieśniackie brzmienie parapetu, które sprawia, że pulsuje mi trzustka. Na szczęście realizator robił co mógł, żeby było go słychać jak najmniej.
Ogólnie płyta - niespodzianka i tylko dlatego zakładam temat. Być może kogoś trafi ta dobrze zrealizowana i zagrana, acz nieco archaiczna miejscami ale pogodna w wyrazie muzyka.
_________________
podpis musi być zajebisty!
Power Quest - Blood Alliance
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
