Playlista - grudzień
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
-
ultrajohny
- Posty: 136
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Bartek (BD)
- Posty: 1780
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
U mnie też tegorocznych nowości ciąg dalszy: Discipline - To Shatter All Accord
Też progowo, nieco ciężej i surowiej ale to chyba tylko wrażenie po hurra-bogatym Wobblerze. Niemniej, świetna muza, i nie tak poważna jak wyżej wymieniony. Dobrze się obudzić na koniec roku z takimi albumami podejrzanymi w cudzych topach
Też progowo, nieco ciężej i surowiej ale to chyba tylko wrażenie po hurra-bogatym Wobblerze. Niemniej, świetna muza, i nie tak poważna jak wyżej wymieniony. Dobrze się obudzić na koniec roku z takimi albumami podejrzanymi w cudzych topach
Black Sun Aeon - Blacklight Deliverance (2011)
Hmm, na początku chciałem krótką notę o tej płycie wstawić w temacie o MDM, ale jednak będą dwa zdania tutaj. W sumie mamy tutaj taki "Nightwishowy" MDM, czyli sporo melodyjek, kobiecy wokal, klimat północy, miejscami tylko trochę szybszą i mocniejszą jazdę do przodu. Może to nie mój klimat, ale o dziwo słucha się całkiem ok, nie ma problemów żeby zrobić 2-3 obroty pod rząd nawet
Hmm, na początku chciałem krótką notę o tej płycie wstawić w temacie o MDM, ale jednak będą dwa zdania tutaj. W sumie mamy tutaj taki "Nightwishowy" MDM, czyli sporo melodyjek, kobiecy wokal, klimat północy, miejscami tylko trochę szybszą i mocniejszą jazdę do przodu. Może to nie mój klimat, ale o dziwo słucha się całkiem ok, nie ma problemów żeby zrobić 2-3 obroty pod rząd nawet
No to nowa Onmyo-za zaburzyła mi porządek zapoznawania się z progami.
Ja pierdziele, rewelacja. Po spadku formy na Kongo-Kyūbi jest conajmniej tak świetnie jak na Chimimōryō a nawet lepiej. Po 3 kawałkach a właściwie częściach bo jak rozumiem jest to suita był solidny heavy metal, piękne fantazyjne melodie Czarnej Kotki, thrashowo-blackowe riffy, dzika japońska muzyka tradycyjna, funk i wszystko jakimś cudem z jednej bajki. Onmyo-za znowu sobie nic z czego takiego jak gatunek nie robi.
Ja pierdziele, rewelacja. Po spadku formy na Kongo-Kyūbi jest conajmniej tak świetnie jak na Chimimōryō a nawet lepiej. Po 3 kawałkach a właściwie częściach bo jak rozumiem jest to suita był solidny heavy metal, piękne fantazyjne melodie Czarnej Kotki, thrashowo-blackowe riffy, dzika japońska muzyka tradycyjna, funk i wszystko jakimś cudem z jednej bajki. Onmyo-za znowu sobie nic z czego takiego jak gatunek nie robi.
