Slayer - Repentless
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
-
Tomek/Nevermore
- Posty: 2491
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
tragedii nie ma, ale magia Slayera uleciała ze śmiercią Jeffa
a "Repentless" zawiera dużo dobrze zaczynających się, rozkręcających (i nie rozwijających się w dawnym stylu) numerów, sprawiających wrażenie niedopracowanych
słucha się dobrze, bo Slayer to Slayer, ale czegoś (czytaj "ręki" Jeffa) wyraźnie brak
a "Repentless" zawiera dużo dobrze zaczynających się, rozkręcających (i nie rozwijających się w dawnym stylu) numerów, sprawiających wrażenie niedopracowanych
słucha się dobrze, bo Slayer to Slayer, ale czegoś (czytaj "ręki" Jeffa) wyraźnie brak
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
I to przynajmniej częściowo teżjest prawda. Magii niedobór, ale to dalej porcja rasowego thrashowego napierdolu w slayerowym stylu, które może i powinien sprawiać mniejszą bądź większą frajdę. Zapoznałem się z "Repentless" bez żadnych wygórowanych oczekiwań. Tyle rzeczy co roku wychodzi, że nie ma co się spinać, tylko dlatego, że to Slayer i że kiedyś było "Reign in Blood" czy "Hell Awaits".
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- zbigniew_ramirez
- Posty: 500
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Przy założeniu, że Slayer nie istnieje od śmierci Hannemana, całkiem logicznym wydaje się wrażenie, że "Repentless" nie było
Ja tego albumu nie wyrzucam z pamięci; obok pewnych niedoróbek ("When the Stillness Comes", "Piano Wire", "Atrocity Vendor" i "You Against You") znalazły się tu również takie napierdalaki jak tytułowy, "Cast the First Stone" czy "Chasing Death". Dlatego nie mam oporów przed wracaniem do "Repentless" co jakiś czas. Mało tego, z moich obserwacji wynika, że wracam do niego częściej niż np. do "World Painted Blood" czy "Christ Illusion". Można narzekać, że Slayer na swoje pożegnanie "kolejny raz nagrał to samo", ale to właśnie dzięki swojej konsekwencji ten zespół zdobył uznanie i szacunek wielu słuchaczy.
_________________
Kurde faja!
Ja tego albumu nie wyrzucam z pamięci; obok pewnych niedoróbek ("When the Stillness Comes", "Piano Wire", "Atrocity Vendor" i "You Against You") znalazły się tu również takie napierdalaki jak tytułowy, "Cast the First Stone" czy "Chasing Death". Dlatego nie mam oporów przed wracaniem do "Repentless" co jakiś czas. Mało tego, z moich obserwacji wynika, że wracam do niego częściej niż np. do "World Painted Blood" czy "Christ Illusion". Można narzekać, że Slayer na swoje pożegnanie "kolejny raz nagrał to samo", ale to właśnie dzięki swojej konsekwencji ten zespół zdobył uznanie i szacunek wielu słuchaczy.
_________________
Kurde faja!
