Slayer - Repentless

Wszystko o płytach 2015 roku

Moderatorzy: piciu6, Sanctified

Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

Coś w ten deseń. Nie ma powodów do narzekania. No chyba że ktoś jednak po Slayerze spodziewa się tylko i wyłącznie 9-9.5/10, bo aż tak pięknie to nie jest.
Awatar użytkownika
progmetall
Posty: 12291
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: progmetall »

ja się nie spodziewam, bo dla mnie ten zespół już nie istnieje, skończł się wraz ze smiecią Jeffa
Tomek/Nevermore
Posty: 2491
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Tomek/Nevermore »

tragedii nie ma, ale magia Slayera uleciała ze śmiercią Jeffa
a "Repentless" zawiera dużo dobrze zaczynających się, rozkręcających (i nie rozwijających się w dawnym stylu) numerów, sprawiających wrażenie niedopracowanych
słucha się dobrze, bo Slayer to Slayer, ale czegoś (czytaj "ręki" Jeffa) wyraźnie brak
Awatar użytkownika
Last Axeman
Posty: 13206
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: Last Axeman »

I to przynajmniej częściowo teżjest prawda. Magii niedobór, ale to dalej porcja rasowego thrashowego napierdolu w slayerowym stylu, które może i powinien sprawiać mniejszą bądź większą frajdę. Zapoznałem się z "Repentless" bez żadnych wygórowanych oczekiwań. Tyle rzeczy co roku wychodzi, że nie ma co się spinać, tylko dlatego, że to Slayer i że kiedyś było "Reign in Blood" czy "Hell Awaits".
Awatar użytkownika
progmetall
Posty: 12291
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: progmetall »

taka odległa wydaje się ta płyta, a jest z 2015 roku, jakby jej nie było...
Awatar użytkownika
zbigniew_ramirez
Posty: 500
Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am

Post autor: zbigniew_ramirez »

Przy założeniu, że Slayer nie istnieje od śmierci Hannemana, całkiem logicznym wydaje się wrażenie, że "Repentless" nie było
Ja tego albumu nie wyrzucam z pamięci; obok pewnych niedoróbek ("When the Stillness Comes", "Piano Wire", "Atrocity Vendor" i "You Against You") znalazły się tu również takie napierdalaki jak tytułowy, "Cast the First Stone" czy "Chasing Death". Dlatego nie mam oporów przed wracaniem do "Repentless" co jakiś czas. Mało tego, z moich obserwacji wynika, że wracam do niego częściej niż np. do "World Painted Blood" czy "Christ Illusion". Można narzekać, że Slayer na swoje pożegnanie "kolejny raz nagrał to samo", ale to właśnie dzięki swojej konsekwencji ten zespół zdobył uznanie i szacunek wielu słuchaczy.
_________________
Kurde faja!

Wróć do „Płyty 2015”