Fear Factory - The Industrialist
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Udało mi się właśnie znaleźć stronkę, gdzie można zaznajomić się z dużo dłuższymi samplami:
http://www.hmvdigital.com/artist/fear-f ... trialist-2
http://www.hmvdigital.com/artist/fear-f ... trialist-2
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Tylko, że za dużo "Mechanize" a za mało "Obsolete". Nie oddalili się za bardzo od poprzedniej płyty. Kilka kawałków bardzo fajnych (szczególnie "New Messiah" i "God Eater"), kilka średnich i chyba najsłabsza instrumentalna końcówka jaką mieli na swoich płytach. No i brzmienie bębnów wydaje mi się ewidentnie spaprane. Tak źle pod tym względem u nich jeszcze nie było. Ogólnie FF w tym roku wypadło raczej poniżej oczekiwań.Kamilbolt pisze:Brzmienie wypracowane na Mechanize plus obsoletoowe klimaty, czyli tak, jak się spodziewałem. Jest dobrze :super:
Ja tam nie zauważyłem, żeby cokolwiek było spieprzone, a jeśli już, to przy paru fragmentach mogli sobie darować stopki. Jedyne, czego szkoda, to ostatni numer, a szkoda, bo coś na kształt "Final Exit" z poprzedniczki mogli zrobić.
Ogólnie bardzo dobry album zgodny z oczekiwaniami, choć super hiciorów nie ma. Moi faworyci to póki co "Recharger", "New Messiah", "Depraved Mind Murder", "Virus of Faith" i "Difference Engine".
PS. swoją drogą to ciekawi mnie, czy Gienek miał jakikolwiek udział w tym albumie, bo perkusja była ponoć programowana, jak za dawnych lat.
Ogólnie bardzo dobry album zgodny z oczekiwaniami, choć super hiciorów nie ma. Moi faworyci to póki co "Recharger", "New Messiah", "Depraved Mind Murder", "Virus of Faith" i "Difference Engine".
PS. swoją drogą to ciekawi mnie, czy Gienek miał jakikolwiek udział w tym albumie, bo perkusja była ponoć programowana, jak za dawnych lat.
Myślę, że jakby Gienio miał tutaj udział to by nie pozwolił aby zagrał za niego automat.
Szkoda, że się mocno pożarli z Herrerą. On był jednak najodpowiedniejszy na to stanowisko w FF. Mogliby się zgodzić. Już pierdzielić Wolbersa - niech sobie produkuje te swoje hiphopy. Natomiast brak Raymonda jest cholernie odczuwalny.
Szkoda, że się mocno pożarli z Herrerą. On był jednak najodpowiedniejszy na to stanowisko w FF. Mogliby się zgodzić. Już pierdzielić Wolbersa - niech sobie produkuje te swoje hiphopy. Natomiast brak Raymonda jest cholernie odczuwalny.
Po tym, jakie rzeczy swego czasu Dino (Raymond to słaby perkusista) i Raymond (Dino jest dla mnie martwy) na siebie wygadywali, to raczej nie ma na to szans. Z Burtonem Raymond też się pożarł (w pewnym momencie Raymond i Wolbers inspirowani romansami z tą samą babką chcieli z Fear Factory zrobić własny projekt, patrz obecne Arkaea). Tak więc musiałby nastąpić jakiś "cud nad Wisłą", żeby ci panowie ponownie się zeszli.
Poza tym...Raymond bez Fear Factory nic nie znaczy, co także niekoniecznie wystawia mu dobre świadectwo
Poza tym...Raymond bez Fear Factory nic nie znaczy, co także niekoniecznie wystawia mu dobre świadectwo
