Black Sabbath - 13 (2013)
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- Bartek (BD)
- Posty: 1780
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Bartek (BD)
- Posty: 1780
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
K0stek pisze:Voltan napisał:fajna płytaOzzy mógłby być troche lepszy (albo w ogóle nie być Ozzym), ale nie przeszkadza mi za bardzoA dla mnie właśnie aż za dobrze brzmi na tej płycie.
+1 dla Kostka, tzn brzmieniowo jest na pewno podrasowany, bo melodyka na standardowym kozim poziomieVoltan pisze:fajna płytaOzzy mógłby być troche lepszy (albo w ogóle nie być Ozzym), ale nie przeszkadza mi za bardzo
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
End Of The Beginning podoba mi się najmniej, podobnie jak Zeitgeist. Najlepsze jak na razie God Is Dead? oraz Age Of Reason. Na tą chwilę. To się może oczywiści wywrócić do góry nogami.
Po pierwszym otrząśnięciu - płyta dupy nie urywa ale i wstydu nie przynosi. Ma świetne momenty choć zrobiona wg jednego patentu. Bardzo solidna rzecz. Produkcja również. Puszczona na pełną parę wyrywa z butów, nawet z mp3. Ozzy zaskoczenie in plus - w sensie, że w ogóle to chodzące zombie jest w stanie wydawać z siebie jakiekolwiek dźwięki o śpiewaniu nie wspominając.
Po pierwszym otrząśnięciu - płyta dupy nie urywa ale i wstydu nie przynosi. Ma świetne momenty choć zrobiona wg jednego patentu. Bardzo solidna rzecz. Produkcja również. Puszczona na pełną parę wyrywa z butów, nawet z mp3. Ozzy zaskoczenie in plus - w sensie, że w ogóle to chodzące zombie jest w stanie wydawać z siebie jakiekolwiek dźwięki o śpiewaniu nie wspominając.
Zeitgeist sprawia wrazenie Planet Of Caravan 2 co wcale nie umniejsza jego wartosci. Plyta oczywiscie bardzo dobra, momentami znakomita, na razie scisla tegoroczna czolowka.
Ozzy wyje akceptowalnie, choc z pewnoscia komputery pomogly w tym efekcie niemniej niz Halfordowi na tragicznym Nostradamusie
. Czy Martin zaspiewalby tu lepiej? Chyba nie. Ale juz Dan Fondelius z Count Raven z pewnoscia tak
Iommi i Geezer uczynili wszystko by przeniesc do 1975. Zabraklo tylko mocy i feelingu perkusji. W miejsce pukajacego cos tam w tle Wilka przydalby sie Rondinelli, Castronovo, albo ktos z mlodych doomowo/stonerowych kapel kto ma jakies blade pojecie o metalu.
Zreszta ten defekt uwypukli sie na trasie, o ile go wezma.
Ozzy wyje akceptowalnie, choc z pewnoscia komputery pomogly w tym efekcie niemniej niz Halfordowi na tragicznym Nostradamusie
. Czy Martin zaspiewalby tu lepiej? Chyba nie. Ale juz Dan Fondelius z Count Raven z pewnoscia tak
Iommi i Geezer uczynili wszystko by przeniesc do 1975. Zabraklo tylko mocy i feelingu perkusji. W miejsce pukajacego cos tam w tle Wilka przydalby sie Rondinelli, Castronovo, albo ktos z mlodych doomowo/stonerowych kapel kto ma jakies blade pojecie o metalu.
Zreszta ten defekt uwypukli sie na trasie, o ile go wezma.
