Rage - 21
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
-
Elven Queen
- Posty: 760
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Zgrabny kawałek, ale znając ostatnie wydawnictwa tej kapeli, które raczej mnie drażnią to jakoś nie jestem super optymistycznie nastawiony do nowego Rage. No, ale zobaczymy, może jednak coś się tam u nich pozmieniało na lepsze.
_________________
http://www.lastfm.pl/user/DarkEst85
https://lubimyczytac.pl/profil/2062500/Est85
_________________
http://www.lastfm.pl/user/DarkEst85
https://lubimyczytac.pl/profil/2062500/Est85
Dla mnie ostatnim fajnym albumem jest "Speak of the dead". Ten nowy połowicznie jest fajny, połowicznie słaby. Początek kiepski, całe szczęście że od "Feel my pain" coś zaczyna się ruszać i jest momentami nawet ciekawie. Ale tylko momentami. Poza wyżej wymienionym na + można zaliczyć też "Psycho terror". Z resztą jest różnie. Fajniejsze fragmenty innych utworów giną niestaty zazwyczaj w nałoku tych średnich lotów.KingOdin pisze:Rage- nigdy nie byłem fanem tego zespołu. Czasami zapodam Soundchaser, są tam ze trzy fajne kawałki dla mnie. Ale album 21 to takie p2p2 dla mnie.
Ale to opinia jedynie po pierwszym odsluchu, zatem może się to jeszcze zmienić.
PIĘKNA płyta! Brzmi jak jakiś zaginiony album z połowy lat 90-tych, gdzieś spomiędzy The Missing Link i Black In Mind. Cudowne brzmienie, kapitalna "oprawa" riffowa (gdyby nie solówki to dałbym sobie rękę uciąć że odkopali Manniego!), świetne refreny. Zero smutnawo-rzewnego popierdywania no i przede wszystkim uniknęli najgorszej traumy, czyli "śpiewającego" Peavy'ego (jakaś balladka na koniec być musi więc tego nie liczę
. Miód na moje uszy.
Rachuję kaskę!
. Miód na moje uszy.
Rachuję kaskę!
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
A jak tam syndrom ostatnich płyt: "mocna zwrotka, popowy refren"?firesoul pisze:PIĘKNA płyta! Brzmi jak jakiś zaginiony album z połowy lat 90-tych, gdzieś spomiędzy The Missing Link i Black In Mind. Cudowne brzmienie, kapitalna "oprawa" riffowa (gdyby nie solówki to dałbym sobie rękę uciąć że odkopali Manniego!), świetne refreny. Zero smutnawo-rzewnego popierdywania no i przede wszystkim uniknęli najgorszej traumy, czyli "śpiewającego" Peavy'ego (jakaś balladka na koniec być musi więc tego nie liczę. Miód na moje uszy.Rachuję kaskę!
Nie, no "End of All Days" to zupełnie inna para kaloszy. Tam były po prostu chwytliwe, a ostatnio było chwytliwe i mięciusie
_________________
Heavy Metal Pages nr 84
https://issuu.com/heavy_metal_pages/docs/hmp_84_voivod
_________________
Heavy Metal Pages nr 84
https://issuu.com/heavy_metal_pages/docs/hmp_84_voivod

