Brutal thrash i death/thrash metal
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Najbardziej z protectora podobuje mnie się a shredding of skin - to jest pierwszy ich album jaki poznałem, trudno co innego napisać poza tym że jest ostra jazda, slayerowskie riffy, blaściki i ogólnie ostra jazda. Całe wieki nie słuchałem, chyba z 6 lat, nie mam dostępu do ich płyt, a mp3 nie posiadam i nie chcę posiadać.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Mortification - Mortification
(1991)
Komu nie straszne chrześcijańskie liryki ten na pewno zna. Jeżeli nie to powinien
W tym wypadku nie powinno już być wątpliwości czy to brutalny ale czysty thrash czy już death thrash. Właściwie to lekką przewagę posiada tu wg mnie nawet death metal. Wskazuje na to chociażby niski, jaskiniowy growl Steve'a Rowe'a. Jego ryk powoduje wrażenie obcowania ze śmierć metalem niemal przez cały czas trwania albumu. W dodatku całość charakteryzuje się dość surowym, mulistym soundem gitar, cuchnącym odorem śmierci na kilometr. Tymczasem jeżeliby dokładniej i bardziej szczegółowo przyjrzeć się rdzeniowi kompozycji i strukturze riffów to często można odnaleźć czysto thrash'owe rozwiązania. Mało tego - nierzadko przewijają się wręcz heavy metalowe zagrywki jak lekko galopujące riffy w "Satan's Doom" czy motorhead'owy wręcz "Break the Curse"...oczywiście wszystko odpowiednio dociążone. Po drugiej stronie barykady mamy konkretne, jednoznaczne wyziewy, wśród których prym wiodą dwie niemal grind core'owe piguły w postaci trwającego nieco ponad pół minuty "Turn" i zamykającego całość "The Majestic Infiltration Of Order" (minuta z małym okładem). Nawiasem mówiąc - tych dwóch kawałków mogłoby tu nie być, ponieważ nie reprezentują ani specjalnie wysokiego poziomu ani nie wnoszą niczego ciekawego. To w zasadzie jedyne zgrzyty na tym albumie. Ogólnie rzecz biorąc dominują jednak utwory, w których death ładnie zazębia się z thrash'ową tradycją. Kompozycje nie charakteryzuję się specjalnie skomplikowaną budową, ale do łupanych na jedno kopyto również nie należą. Jest miejsce na blastowanie, thrash'owe "wiercenie", średnie tempa i grobowe wręcz zwolnienia. Niewiele tu popisów solowych. Niekoniecznie jednak musi być to poczytywane za wadę. Całość jak na death/thrash jest dość chwytliwa więc powinna wchodzić bezproblemowo.
Na swoim debiucie panowie z Mortification zaprezentowali się więcej niż z bardzo dobrej strony. Jeszcze lepiej sprawili się na dwójce czyli "Scrolls of the Megilloth", ale tam death metal zyskał już zdecydowaną przewagę nad thrash'em więc do tematu nie do końca się nadaje. Faworyci: "Until the End", "Brutal Warfere", morderczy "Bathed in Blood", najdłuższy, ponad 6 minutowy "Satan's Doom", "New Awakening", "No Return" z wokalnym skandowaniem niczym nieopierzony Cavalera;) i "The Destroyer Beholds", rozpoczynający się miarowym, opancerzonym riffem rodem z Morbid Angel.
(1991)
Komu nie straszne chrześcijańskie liryki ten na pewno zna. Jeżeli nie to powinien
W tym wypadku nie powinno już być wątpliwości czy to brutalny ale czysty thrash czy już death thrash. Właściwie to lekką przewagę posiada tu wg mnie nawet death metal. Wskazuje na to chociażby niski, jaskiniowy growl Steve'a Rowe'a. Jego ryk powoduje wrażenie obcowania ze śmierć metalem niemal przez cały czas trwania albumu. W dodatku całość charakteryzuje się dość surowym, mulistym soundem gitar, cuchnącym odorem śmierci na kilometr. Tymczasem jeżeliby dokładniej i bardziej szczegółowo przyjrzeć się rdzeniowi kompozycji i strukturze riffów to często można odnaleźć czysto thrash'owe rozwiązania. Mało tego - nierzadko przewijają się wręcz heavy metalowe zagrywki jak lekko galopujące riffy w "Satan's Doom" czy motorhead'owy wręcz "Break the Curse"...oczywiście wszystko odpowiednio dociążone. Po drugiej stronie barykady mamy konkretne, jednoznaczne wyziewy, wśród których prym wiodą dwie niemal grind core'owe piguły w postaci trwającego nieco ponad pół minuty "Turn" i zamykającego całość "The Majestic Infiltration Of Order" (minuta z małym okładem). Nawiasem mówiąc - tych dwóch kawałków mogłoby tu nie być, ponieważ nie reprezentują ani specjalnie wysokiego poziomu ani nie wnoszą niczego ciekawego. To w zasadzie jedyne zgrzyty na tym albumie. Ogólnie rzecz biorąc dominują jednak utwory, w których death ładnie zazębia się z thrash'ową tradycją. Kompozycje nie charakteryzuję się specjalnie skomplikowaną budową, ale do łupanych na jedno kopyto również nie należą. Jest miejsce na blastowanie, thrash'owe "wiercenie", średnie tempa i grobowe wręcz zwolnienia. Niewiele tu popisów solowych. Niekoniecznie jednak musi być to poczytywane za wadę. Całość jak na death/thrash jest dość chwytliwa więc powinna wchodzić bezproblemowo.
Na swoim debiucie panowie z Mortification zaprezentowali się więcej niż z bardzo dobrej strony. Jeszcze lepiej sprawili się na dwójce czyli "Scrolls of the Megilloth", ale tam death metal zyskał już zdecydowaną przewagę nad thrash'em więc do tematu nie do końca się nadaje. Faworyci: "Until the End", "Brutal Warfere", morderczy "Bathed in Blood", najdłuższy, ponad 6 minutowy "Satan's Doom", "New Awakening", "No Return" z wokalnym skandowaniem niczym nieopierzony Cavalera;) i "The Destroyer Beholds", rozpoczynający się miarowym, opancerzonym riffem rodem z Morbid Angel.
-
skullfucker skullfucker
- Posty: 601
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
-
skullfucker skullfucker
- Posty: 601
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
