Kiedy upadają imperia
: śr gru 31, 2008 1:21 pm
Zastanawiałem się ostatnio nad falową, sinusoidalną naturą nurtów muzycznych, stylistyk, mód, etc. Czytając nieco fachowej literatury oraz kronikarstwa muzycznego starałem się pojąć jakie czynniki sprawiają, iż od eksplozji popularności danego gatunku, aż do jego upadku mija raptem kilka lat, a większe ruchy tektoniczne na obszarze muzyki w ogóle są na porządku dziennym. I w zasadzie nie chodzi mi tu o muzykę metalową, ale rock i przyległości w ogóle.
Każde ognisko ma gdzieś swój początek. Najpierw iskra, później szalejący płomień, a potem dogorywający żar. Ewentualnie wcześniej pojawiające się iskry, które jednak nie mogą natrafić na palny materiał i nie powodują zapłonu. Takie iskry w świecie muzyki zauważane są najczęściej już po fakcie, po zapłonie, a nawet po dogaszeniu całości.
Jest taka teoria gościa o nazwisku Modelski apropos cykliczności panowania hegemona na scenie polityki międzynarodowej mówiąca iż hegemon panuje średnio 100 lat, a później następuje zmiana (najczęściej spowodowana konfliktem zbrojnym). Portugalia -> Niderlandy -> Wielka Brytania (przez dwa stulecia) -> USA, a w perspetywie jedna z dwóch azjatyckich potęg. Polityka, polityką, ale w zasadzie można pod podobny koncept podpiąć ewolucję muzyki, z tym, że hegemon w tym wypadku nie jest już państwem, a wiodącym nurtem/przewodnią myślą muzyki w ogóle. Plastik? Surowizna? Bunt? Czysta rozrywka?
Poteoretyzowałem, rzuciłem analogiami, a przecież wszyscy wiemy, iż temat ten, tak jak każdy inny, służyć ma tylko jednemu celowi - obrażaniu sobie nawzajem muzyki, której słuchamy. Taka jest wola C.H.A.O.S.U. i tak czynić powinniśmy. Pogadajmy więc o imperiach, które upadają i powrzucajmy sobie trochę nawzajem. Aczkolwiek pamiętajcie - wszystko w granicach rozsądku - żeby potem nikt nie płakał, że ma święta zepsute.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
Każde ognisko ma gdzieś swój początek. Najpierw iskra, później szalejący płomień, a potem dogorywający żar. Ewentualnie wcześniej pojawiające się iskry, które jednak nie mogą natrafić na palny materiał i nie powodują zapłonu. Takie iskry w świecie muzyki zauważane są najczęściej już po fakcie, po zapłonie, a nawet po dogaszeniu całości.
Jest taka teoria gościa o nazwisku Modelski apropos cykliczności panowania hegemona na scenie polityki międzynarodowej mówiąca iż hegemon panuje średnio 100 lat, a później następuje zmiana (najczęściej spowodowana konfliktem zbrojnym). Portugalia -> Niderlandy -> Wielka Brytania (przez dwa stulecia) -> USA, a w perspetywie jedna z dwóch azjatyckich potęg. Polityka, polityką, ale w zasadzie można pod podobny koncept podpiąć ewolucję muzyki, z tym, że hegemon w tym wypadku nie jest już państwem, a wiodącym nurtem/przewodnią myślą muzyki w ogóle. Plastik? Surowizna? Bunt? Czysta rozrywka?
Poteoretyzowałem, rzuciłem analogiami, a przecież wszyscy wiemy, iż temat ten, tak jak każdy inny, służyć ma tylko jednemu celowi - obrażaniu sobie nawzajem muzyki, której słuchamy. Taka jest wola C.H.A.O.S.U. i tak czynić powinniśmy. Pogadajmy więc o imperiach, które upadają i powrzucajmy sobie trochę nawzajem. Aczkolwiek pamiętajcie - wszystko w granicach rozsądku - żeby potem nikt nie płakał, że ma święta zepsute.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.