The Gust Evolution
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
The Gust Evolution
Dziwne się na świecie rzeczy dzieją. Dziwne doprawdy i niezrozumiałe. Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie znaczące zmiany w kwestii otwartości na nowe i w kwestii poszerzania horyzontów. W kwestiach muzycznych zmiany te tyczą się dostrzegania jasnych i pozytywnych stron w tych rzeczach, na które dotychczas byłem obojętny. Na początku mojej przygody z metalem dominował u mnie thrash metal (no i death). Po latach zmieniało się wiele, wpadałem w coraz to nowe miłości i fascynacje, ale kilka lat temu wróciłem do korzeni.
Podobnie dziś wygląda sprawa z wszelkimi rzeczami mającymi "core" w nazwie. Byłem niegdyś wielkim miłośnikiem Biohazard i rzeczy im podobnych. Dziś ponownie zauważam, że coraz więcej wśród słuchanych przeze mnie płyt to płyty kapel około core'owych. Mało tego, że zachwycają mnie rzeczy thrashcore'owe, deathcore'owe, hardcore'owe, to jeszcze zaczynam dostrzegać plusy metalcore'a, co nieco mnie niepokoi. Oczywiście nie mówię o metalcore jaki znamy z TV, czyli pedalskie melodyjki w refrenach i pozowanie na kozaków w zwrotkach, ale połączenie metalu ogólnie z hardcorem. Chociaż także ten gorszy wygląda dziś w moich oczach jakby lepiej.
Czy to dojrzewanie i ciągłe ewoluowanie gustu, głupota, znudzenie tradycyjnym graniem, czy "kolej rzeczy"?
Wielu zapewne ma tak, że po latach zatacza koło i wraca do dawnych fascynacji, albo otwiera się na rzeczy dotąd pomijane, bądź nielubiane.
Nawet na tym forum jest sporo takich przypadków. Weźmy takiego Strangera pierwszego z brzegu. Jest tu parę ładnych lat i pamiętałem go zawsze jako zapalonego powermetalowca, potem thrashera, dziś jest fanem stonera i dziwolągów drone'owych, których większość nie przyswaja. Fajnie, rozwija się, poszerza horyzonty. Podobnie z Oenem vel Angel Blackiem, niegdyś miłośnikiem tradycyjnego heavy metalu, który nigdy słowa o black metalu nie powiedział, bo go nie słuchał, dziś nosi się w koszulkach Celtic Frost i słucha rzeczy niepojętych. Czy w takim razie ktoś, kto latami słucha w kółko tego samego i siedzi zamknięty w komórce jest ograniczony? A może przez swoje ograniczenie staje się specjalista swojej dziedziny.
Skupienie na czymś konkretnym robi z nas znawców (lub ludzi nieźle obeznanych w temacie), a poznawanie wszystkiego po trochu to tylko ślizganie się. Popularne powiedzenie mówi, że jak się jest specjalistą od wszystkiego, to jest się specjalistą do niczego.
Ja nadal kocham Manillę, kocham kapele, które kochałem zawsze, nadal na pierwszym miejscu stawiam thrash, ale otwieram się na rzeczy, które nie raz może zdarzyło mi się nazwać gównem. Oczywiście chyba już nigdy nie polubię rzeczy takich jak Korn (choć słuchałem go w połowie lat 90-tych) czy Slipknot, ale coś zaczyna się dziać dziwnego.
Podobnie dziś wygląda sprawa z wszelkimi rzeczami mającymi "core" w nazwie. Byłem niegdyś wielkim miłośnikiem Biohazard i rzeczy im podobnych. Dziś ponownie zauważam, że coraz więcej wśród słuchanych przeze mnie płyt to płyty kapel około core'owych. Mało tego, że zachwycają mnie rzeczy thrashcore'owe, deathcore'owe, hardcore'owe, to jeszcze zaczynam dostrzegać plusy metalcore'a, co nieco mnie niepokoi. Oczywiście nie mówię o metalcore jaki znamy z TV, czyli pedalskie melodyjki w refrenach i pozowanie na kozaków w zwrotkach, ale połączenie metalu ogólnie z hardcorem. Chociaż także ten gorszy wygląda dziś w moich oczach jakby lepiej.
Czy to dojrzewanie i ciągłe ewoluowanie gustu, głupota, znudzenie tradycyjnym graniem, czy "kolej rzeczy"?
Wielu zapewne ma tak, że po latach zatacza koło i wraca do dawnych fascynacji, albo otwiera się na rzeczy dotąd pomijane, bądź nielubiane.
Nawet na tym forum jest sporo takich przypadków. Weźmy takiego Strangera pierwszego z brzegu. Jest tu parę ładnych lat i pamiętałem go zawsze jako zapalonego powermetalowca, potem thrashera, dziś jest fanem stonera i dziwolągów drone'owych, których większość nie przyswaja. Fajnie, rozwija się, poszerza horyzonty. Podobnie z Oenem vel Angel Blackiem, niegdyś miłośnikiem tradycyjnego heavy metalu, który nigdy słowa o black metalu nie powiedział, bo go nie słuchał, dziś nosi się w koszulkach Celtic Frost i słucha rzeczy niepojętych. Czy w takim razie ktoś, kto latami słucha w kółko tego samego i siedzi zamknięty w komórce jest ograniczony? A może przez swoje ograniczenie staje się specjalista swojej dziedziny.
Skupienie na czymś konkretnym robi z nas znawców (lub ludzi nieźle obeznanych w temacie), a poznawanie wszystkiego po trochu to tylko ślizganie się. Popularne powiedzenie mówi, że jak się jest specjalistą od wszystkiego, to jest się specjalistą do niczego.
Ja nadal kocham Manillę, kocham kapele, które kochałem zawsze, nadal na pierwszym miejscu stawiam thrash, ale otwieram się na rzeczy, które nie raz może zdarzyło mi się nazwać gównem. Oczywiście chyba już nigdy nie polubię rzeczy takich jak Korn (choć słuchałem go w połowie lat 90-tych) czy Slipknot, ale coś zaczyna się dziać dziwnego.
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Re: The Gust Evolution
Atreju pisze:Podobnie z Oenem vel Angel Blackiem, niegdyś miłośnikiem tradycyjnego heavy metalu, który nigdy słowa o black metalu nie powiedział, bo go nie słuchał, dziś nosi się w koszulkach Celtic Frost i słucha rzeczy niepojętych.
Ja nadal kocham Manillę, kocham kapele, które kochałem zawsze, nadal na pierwszym miejscu stawiam thrash, ale otwieram się na rzeczy, które nie raz może zdarzyło mi się nazwać gównem. Oczywiście chyba już nigdy nie polubię rzeczy takich jak Korn (choć słuchałem go w połowie lat 90-tych) czy Slipknot, ale coś zaczyna się dziać dziwnego.
Zamiast być specjalistą od Wartburga wolę mieć ogólnie pojęcie o samochodachCzy w takim razie ktoś, kto latami słucha w kółko tego samego i siedzi zamknięty w komórce jest ograniczony? A może przez swoje ograniczenie staje się specjalista swojej dziedziny.
Poza tym ta kwestia specjalizacji...Mi bardziej chodzi tu o wiedzę ogólną - słuchanie po to, żeby zrozumieć co, kto i dlaczego. Jak ma się jedno do drugiego i dlaczego stało się tak jak się stało.
_________________
In Satan's name, You're exculpated from blame, for your world turning to black
Alas the deer shoot back, before we destroy it all.
Przeczytalem temat Tord Gustavsen Trio i pomyslalem "hohoho atreju zaczal jazzu sluchac?"
_________________
Metal to Wojna - nie ma łatwo. Słuchamy wspaniałej muzyki i musimy zaangażować się w jej propagowanie. Musimy być dumni z Metalu i naszego forum !!! Danzig jest ale go nie ma
'Be Yourself' (ku ukojeniu serc strudzonych i sponiewieranych Polaków, utwór zachęca do bycia sobą i poszanowania samych siebie
_________________
Metal to Wojna - nie ma łatwo. Słuchamy wspaniałej muzyki i musimy zaangażować się w jej propagowanie. Musimy być dumni z Metalu i naszego forum !!! Danzig jest ale go nie ma
'Be Yourself' (ku ukojeniu serc strudzonych i sponiewieranych Polaków, utwór zachęca do bycia sobą i poszanowania samych siebie
Re: The Gust Evolution
Słuchając w kółko na przykład tylko heavy czy thrashu może i rzeczywiście można osiągnąć bardzo dużą znajomość tego gatunku tylko na co komu bycie takim "specjalistą" skoro jakakolwiek sensowna dyskusja o innych formach muzyki z taką osobą mija się z celem z oczywistego powodu.Atreju pisze:Skupienie na czymś konkretnym robi z nas znawców (lub ludzi nieźle obeznanych w temacie), a poznawanie wszystkiego po trochu to tylko ślizganie się. Popularne powiedzenie mówi, że jak się jest specjalistą od wszystkiego, to jest się specjalistą do niczego.
_________________
Re: The Gust Evolution
Doznajesz powoli efektu lustra, za kilka miesiecy bedzie hip hop i klocki lego.Atreju pisze:Dziwne się na świecie rzeczy dzieją. Dziwne doprawdy i niezrozumiałe. Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie znaczące zmiany w kwestii otwartości na nowe i w kwestii poszerzania horyzontów. W kwestiach muzycznych zmiany te tyczą się dostrzegania jasnych i pozytywnych stron w tych rzeczach, na które dotychczas byłem obojętny. Na początku mojej przygody z metalem dominował u mnie thrash metal (no i death). Po latach zmieniało się wiele, wpadałem w coraz to nowe miłości i fascynacje, ale kilka lat temu wróciłem do korzeni.Podobnie dziś wygląda sprawa z wszelkimi rzeczami mającymi "core" w nazwie. Byłem niegdyś wielkim miłośnikiem Biohazard i rzeczy im podobnych. Dziś ponownie zauważam, że coraz więcej wśród słuchanych przeze mnie płyt to płyty kapel około core'owych. Mało tego, że zachwycają mnie rzeczy thrashcore'owe, deathcore'owe, hardcore'owe, to jeszcze zaczynam dostrzegać plusy metalcore'a, co nieco mnie niepokoi. Oczywiście nie mówię o metalcore jaki znamy z TV, czyli pedalskie melodyjki w refrenach i pozowanie na kozaków w zwrotkach, ale połączenie metalu ogólnie z hardcorem. Chociaż także ten gorszy wygląda dziś w moich oczach jakby lepiej.Czy to dojrzewanie i ciągłe ewoluowanie gustu, głupota, znudzenie tradycyjnym graniem, czy "kolej rzeczy"?Wielu zapewne ma tak, że po latach zatacza koło i wraca do dawnych fascynacji, albo otwiera się na rzeczy dotąd pomijane, bądź nielubiane.Nawet na tym forum jest sporo takich przypadków. Weźmy takiego Strangera pierwszego z brzegu. Jest tu parę ładnych lat i pamiętałem go zawsze jako zapalonego powermetalowca, potem thrashera, dziś jest fanem stonera i dziwolągów drone'owych, których większość nie przyswaja. Fajnie, rozwija się, poszerza horyzonty. Podobnie z Oenem vel Angel Blackiem, niegdyś miłośnikiem tradycyjnego heavy metalu, który nigdy słowa o black metalu nie powiedział, bo go nie słuchał, dziś nosi się w koszulkach Celtic Frost i słucha rzeczy niepojętych. Czy w takim razie ktoś, kto latami słucha w kółko tego samego i siedzi zamknięty w komórce jest ograniczony? A może przez swoje ograniczenie staje się specjalista swojej dziedziny.Skupienie na czymś konkretnym robi z nas znawców (lub ludzi nieźle obeznanych w temacie), a poznawanie wszystkiego po trochu to tylko ślizganie się. Popularne powiedzenie mówi, że jak się jest specjalistą od wszystkiego, to jest się specjalistą do niczego.Ja nadal kocham Manillę, kocham kapele, które kochałem zawsze, nadal na pierwszym miejscu stawiam thrash, ale otwieram się na rzeczy, które nie raz może zdarzyło mi się nazwać gównem. Oczywiście chyba już nigdy nie polubię rzeczy takich jak Korn (choć słuchałem go w połowie lat 90-tych) czy Slipknot, ale coś zaczyna się dziać dziwnego.
no, w sumie... ja zanim zacząłem słuchać hard rocka i heavy metalu na poważnie, to byłem fanem Michaela Jacksona, jak byłem mały i cały czas nie mogłem pojąć, czemu ludzie się z niego śmieją i oskarżają ciągle o coś (dzisiaj już wiem
) dla mnie to był po prostu facet, co ma fajne piosenki. No i muszę przyznać, że od jakiegoś czasu znów do niego wracam (tzn. do kaset).
Co do tych "pomijanych" rzeczy - u mnie często jest tak, e najpierw czegoś nie lubię z przekory, a potem jak już np. znika mi z pola widzenia gościu, co mnie męczył do znudzenia jakąś muzą - sam się za nią biorę i czasem nawet dochodzę do wniosku, że to jest fajne. Tak na przykład miałem ze Slayerem na początku.
_________________
) dla mnie to był po prostu facet, co ma fajne piosenki. No i muszę przyznać, że od jakiegoś czasu znów do niego wracam (tzn. do kaset).
Co do tych "pomijanych" rzeczy - u mnie często jest tak, e najpierw czegoś nie lubię z przekory, a potem jak już np. znika mi z pola widzenia gościu, co mnie męczył do znudzenia jakąś muzą - sam się za nią biorę i czasem nawet dochodzę do wniosku, że to jest fajne. Tak na przykład miałem ze Slayerem na początku.
_________________
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Re: The Gust Evolution
Nie widzę nic złego w zmienianiu gustu, nawet w słuchaniu rzeczy, które kiedys nazywało sie kupą.Atreju pisze:Czy to dojrzewanie i ciągłe ewoluowanie gustu, głupota, znudzenie tradycyjnym graniem, czy "kolej rzeczy"?
Natomiast śmieszne i żałosne jest wyzywanie od gówien rzeczy, których samemu kiedyś się słuchało, tylko z różnych powodów się przestało (np dlatego, że od gówien wyzywali to starsi koledzy na forach). A przechrzty są jak wiadomo najbardziej gorliwe.
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Re: The Gust Evolution
K0stek pisze:Atreju napisał:Skupienie na czymś konkretnym robi z nas znawców (lub ludzi nieźle obeznanych w temacie), a poznawanie wszystkiego po trochu to tylko ślizganie się. Popularne powiedzenie mówi, że jak się jest specjalistą od wszystkiego, to jest się specjalistą do niczego.Słuchając w kółko na przykład tylko heavy czy thrashu może i rzeczywiście można osiągnąć bardzo dużą znajomość tego gatunku tylko na co komu bycie takim "specjalistą" skoro jakakolwiek sensowna dyskusja o innych formach muzyki z taką osobą mija się z celem z oczywistego powodu.
No to wtedy taki ktoś dyskutuje tylko o tym, czego słucha. Natomiast bywa i tak, że dyskusja o jakiejkolwiek muzyce z kimś, kto słucha wszystkiego po trochu mija się z celem z oczywistego powodu.Atreju pisze:Skupienie na czymś konkretnym robi z nas znawców (lub ludzi nieźle obeznanych w temacie), a poznawanie wszystkiego po trochu to tylko ślizganie się. Popularne powiedzenie mówi, że jak się jest specjalistą od wszystkiego, to jest się specjalistą do niczego.
- Oenologist
- Posty: 5025
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
