Metallica - St.Anger
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Metallica - St.Anger
<t>Czyli najbardziej kontrowersyjna płyta Czterech Jeźdzców.<br/>
Jak się na nią zapatrujecie z perspektywy czasu, czy uważacie, że ten krążek to totalne gówno, czy może kolejna świetna płyta Metalliki<br/>
Jedziemy...</t>
Jak się na nią zapatrujecie z perspektywy czasu, czy uważacie, że ten krążek to totalne gówno, czy może kolejna świetna płyta Metalliki<br/>
Jedziemy...</t>
<t>Dla mnie szczególna pozycja. Nie będąc zwolennikiem żadnej muzyki, moją uwagę zwrócił kiedyś klip emitowany w tv, na którym Metallica grała tytułowy kawałek. Poraziła mnie ekspresja, agresywność, niemal wulgarność tego bezkompromisowego obrazu i dźwięków. Postanowiłem sprawdzić tą nazwę w Internecie, przez pewien czas zaglądając tylko na polskie serwisy na temat tej grupy muzycznej. W pewnym momencie ktoś z klasy zwrócił na to uwagę i zapytał, czy słyszałem najnowszą płytę. Odpowiedziałem, że nie i dostałem ją do posłuchania... Na początku uznałem, że to musi być bardzo dobra muzyka, ale jest na tyle ciężka, że nie jestem w stanie jej wysłuchać. Tak po fragmentach w końcu zdobyłem się na zapoznanie z całością i chwyciła mnie energia zawarta na tym albumie. Słuchałem tego codziennie przez około pół roku, jednocześnie odpowiadając kumplom, że mam czego słuchać, więc nie interesują mnie inne zespoły. Byłem po prostu zaślepiony na "St. Anger" - widziałem w nim mistrzostwo, spełnienie swych marzeń o najlepszej muzyce świata itd.<br/>
Później oczywiście zdałem sobie sprawę, że istnieje na świecie mnóstwo innych, znacznie fajniejszych płyt, ale do dziś pozostał mi sentyment po tym "skarbie". Bardzo sentymentalnie podchodzę do tego albumu. Dłuższy już czas nie słuchałem Metalliki, ale muszę jedno im przyznać - dzięki tej powszechnie krytkowanej płycie zainteresowałem się heavy metalem. Pamiętam, że ogromne wrażenie zrobił też na mnie film "Some Kind Of Monster", na który wybrałem się do kina.<br/>
Płyta oryginalna, odważna, chamska...</t>
Później oczywiście zdałem sobie sprawę, że istnieje na świecie mnóstwo innych, znacznie fajniejszych płyt, ale do dziś pozostał mi sentyment po tym "skarbie". Bardzo sentymentalnie podchodzę do tego albumu. Dłuższy już czas nie słuchałem Metalliki, ale muszę jedno im przyznać - dzięki tej powszechnie krytkowanej płycie zainteresowałem się heavy metalem. Pamiętam, że ogromne wrażenie zrobił też na mnie film "Some Kind Of Monster", na który wybrałem się do kina.<br/>
Płyta oryginalna, odważna, chamska...</t>
<t>z perspektywy czasu mysle ze warto spojrzec na st. anger nie jako na regularne wydawnictwo, ale jako na twor bedacy konsekwencja zewnetrznych i wewnetrznych cisnien w zesole, czy to w postaci kryzysu w zyciu osobistym jamesa hetfielda czy skrajnie slabej kondycji tej grupy w latach 99-03. co daje taka perspektywa? ano jesli sie odrobine nad tym zastanowic to troche daje, bo metallika to jednak cos wiecej nizli zwykly zespol rockowy, bardziej juz chyba zlozone zjawisko popkulturowe. a jesli tak, to po afirmujacych tematy smierci, zniszczenia, nihilizmu konceptach lirycznych przyszedl czas na odrobine introspektywizmu, ale - co ciekawe - nie takiego ckliwego, placzliwego, zafiksowanego na roli ofiary, ale znaczenie bardziej dojrzalszego, uszczypliwego, a doprawionego mysla terapeutyczna co znajduje tez odbicie w samej produkcji albumu, podejsciu do tego w jaki sposob zostaly potraktowane bebny czy wokale.<br/>
ta mysl terapeutyczna wydaje sie byc swoistym tlem, ktore towarzyszy muzyce do koncowej minuty plyty - nie slychac tu zadnego frenetyzmu, zadnego naciskania, raczej akceptujaca wlasna brzydote surowosc ekspresji. nikt na nikogo nie krzyczy ze brzmi to tak dziwnie, po prostu wyszlo to naturalnie. skutkiem ubocznym tego przedsiewziecia, a jednoczesnie ukoronowaniem calej pracy stal sie oczywiscie swiatowy rozglos dla st. anger - niezaleznie od tego jaka ta plyta nie jest lub raczej w jaki sposob ktos sobie o niej nie pomysli, nie sposob bylo przejsc obok ot tak. szczera ekspresja rodzi impresje.</t>
ta mysl terapeutyczna wydaje sie byc swoistym tlem, ktore towarzyszy muzyce do koncowej minuty plyty - nie slychac tu zadnego frenetyzmu, zadnego naciskania, raczej akceptujaca wlasna brzydote surowosc ekspresji. nikt na nikogo nie krzyczy ze brzmi to tak dziwnie, po prostu wyszlo to naturalnie. skutkiem ubocznym tego przedsiewziecia, a jednoczesnie ukoronowaniem calej pracy stal sie oczywiscie swiatowy rozglos dla st. anger - niezaleznie od tego jaka ta plyta nie jest lub raczej w jaki sposob ktos sobie o niej nie pomysli, nie sposob bylo przejsc obok ot tak. szczera ekspresja rodzi impresje.</t>
- zbigniew_ramirez
- Posty: 500
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
<t>4-5 lat temu St.Anger było jednym z moich ulubionych albumów. Ale wtedy dopiero zaczynałem słuchać metalu. Dziś, kiedy już wiem trochę więcej o tej muzyce, nie wracam do tej płyty, uważam ją za najsłabszą w dorobku Metalliki. Była ona jednak potrzebna zespołowi, sądzę, że gdyby jej nie wydano, to Metallica zapadłaby w co najmniej tak długi sen, jak Testament.<br/>
Poza tym myślę, że na prawdziwe podsumowanie tej płyty przyjdzie czas dopiero po ukazaniu się "Death Magnetic", gdyż wtedy będzie można (na tle poprzedników i następcy) określić znaczenie "St.Anger" w historii Metalliki.<br/>
_________________<br/>
Kurde faja!</t>
Poza tym myślę, że na prawdziwe podsumowanie tej płyty przyjdzie czas dopiero po ukazaniu się "Death Magnetic", gdyż wtedy będzie można (na tle poprzedników i następcy) określić znaczenie "St.Anger" w historii Metalliki.<br/>
_________________<br/>
Kurde faja!</t>
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
